[B]Hala[/B], sugerujesz, ze powinnysmy byly zostwic tego psiaka o trzeciej nad ranem bez zadnej reakcji z naszej strony? Albo dac mu jesc, pic i wyjechac jakby nigdy nic pomachujac lapka na pozegnanie psiakowi?
Moze tak... bylby swiety spokoj, ale sumienie raczej niespokojne.
Pies nie mial obrozy, nie ma tatuazy. Na prawym udzie ma dobrze gojaca sie rane. Dwoch niezaleznych od siebie weterynarzy stwierdzilo, ze jest to skutek jakiegos 'wypadku' sprzed dwoch tygodni. Wiemy, ze jezeli psiak bylby pod czyjas opieka, to dobry i odpowiedzialny wlasciciel napewno odwiedzilby weta co by mu zalozyc szwy, ktory byly konieczne.
Jezeli mialalbym psa, ktory mi zaginal, to poruszylabym niebo i ziemie aby go odszukac. A tu nic... Co zrobil wlasciciel tego psa, zeby go odnalesc? Wymagacie wiecej od ludzi, ktorzy znalezli psa niz od jego wlasciciela?
My oprocz powiadomienia roznych placowek, rowniez dalismy ogloszenie do telewizji (powinna ukazac sie wiadomosc w 'Kundel bury i kocury' w nastepny czwartek).
[B]Koperek, [/B]ja w nastepnym tygodniu wyjezdzam do domu. Moja siostra nie mieszka w swoim mieszkaniu tylko zeby sie zaopiekowac psiakiem (u siebie ma labradorke, ktore w ogole nie akceptuje 'nowego'). Ile tak mozna? Ona tez ma rodzine.
Oczywiscie moim najwiekszym zyczeniem jest odnalezienie wlasciciela, ale czy to nie powinno dzialac w drugim kierunku? To wlasciciel ma szukac swojego psa, prawda? Jezeli mu nie zalezy i nie robi wszystkiego co moglby, to co to za wlasciciel?
Czekam na Wasze opinie i propozycje. Psiak bedzie z nami tak dlugo jak to bedzie mozliwe. Czekamy, az p a n labradora w koncu zbierze sie w sobie i zrobi wszystko co jest mozliwe, zeby odnalesc swojego p r z y j a c i e l a.