Jump to content
Dogomania

delfi

New members
  • Posts

    2
  • Joined

  • Last visited

delfi's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Dzięki! Tak, szybko odchodzą... niby powinniśmy wiedzieć, że kiedyś odejdą, ale... Nie wiem, czy się zdecydujemy na kolejnego psa :niewiem:
  2. Jak już przyszła pora, to nawet nie przypuszczałem, że to będzie takie trudne. I taki wielki smutek! :-( Ale Delfi był niezwykłym psem, nigdy specjalnie nie sprawiał kłopotów i w tej ciężkiej sytuacji nie zostawił wyboru, nie było miejsca na jakieś wahania... Minęło kilka dni i dopiero teraz mogę o tym napisać. Delfi miał 9,5 roku i był wesołym, dwu-kolorowym biglem, zawsze skorym do zabawy, gonitwy, albo tropienia, zawsze pilnujący rodzinnego "stada". Był oczywiście - jak każdy beagle - uparty, samodzielny, inteligentny, potrafił się na chwilę obrazić, ale szybko mu przechodziło. Przez te całe ponad 9 lat zdarzyło mu się w młodości "naruszyć" tylko trzy rzeczy: pogryzł frędzle od dywanu w pokoju dziecka, prawie zjadł dziecku zeszyt od polskiego (ale wtedy coś mu dolegało) oraz wyciamkał kapeć swojej pani. A potem już żadnych zniszczeń! Noo, miał oczywiście swoje "odpały" i fobie: lęk wysokości (bał się chodzić po mostach, niepełnych schodach itp.), bał się balonów przelatujących po niebie, no i wręcz histerycznie nie dawał nic sobie zrobić. Żadnego czyszczenia zębów, czy podawania lekarstw, wyciąganie kleszcza, to była trudna operacja, a to co się działo w lecznicy podczas szczepień, to lepiej nie wspominać. Określaliśmy to, jako "chorobę zielonego fartucha". :shake: Na szczęście poza drobnymi niestrawnościami specjalnie nie chorował, więc tylko szczepienia, chipowanie, no i ostatnie zdarzenia powodowały konieczność wizyt w lecznicy. Odszedł na nowotwór płuc, który musiał trwać (właściwie bezobjawowo) już od wielu miesięcy, jeśli nie lat! Diagnoza była raczej przypadkowa. Po wakacjach miał drobny incydent, który nas zaniepokoił: szedł sobie i nagle zaczął powłóczyć tylnymi łapami. Przeszło to po kilkunastu sekundach, ale zaczęliśmy szukać przyczyn. Oczywiście - należało wykluczyć te najbardziej oczywiste, czyli niedobory jakichś minerałów lub witamin albo zmiany zwyrodnieniowe stawów. Dodatkowo od kilku miesięcy zaczęła mu rosnąć na brzuchu jakaś narośl, no i nadeszła pora, żeby zająć się jego zębami. Badania krwi nic specjalnie nie wykazały, w każdym razie nie było przeciwwskazań do zabiegów pod narkozą. Postanowiliśmy więc usunąć ruszające się zęby i wyczyścić pozostałe, zrobić zdjęcia kręgosłupa (w kierunku diagnozy ewentualnych zmian zwyrodnieniowych) oraz usunąć i sprawdzić tę niepokojącą narośl. Kolejny incydent z chwilowym bezwładem tylnych łap przyspieszył decyzję, żeby to przeprowadzić i znaleźć przyczynę. Przez chwilę myśleliśmy, że to może taki rodzaj padaczki, ale nie było żadnych innych objawów w tym kierunku. Serce mi się krajało, bo widać było, że przy kolejnym takim incydencie Delfi się sam bardzo zaniepokoił - przestraszony pakował mi się na ręce i drżał za strachu (tak, jak przed wejściem do lecznicy). :shake: W lecznicy zrobili wszystko, co potrzeba, narośl okazała się zwykłym tłuszczakiem, ale na zdjęciu rtg kręgosłupa widać było także płuca z bardzo zaawansowanym nowotworem. Wet nie krył, że sam był dość zszokowany tym odkryciem, zwłaszcza, że wyglądało, że Delfi w miarę normalnie funkcjonuje. Nie bardzo chcieliśmy w to uwierzyć, więc zasięgnęliśmy opinii u innego, poleconego, doświadczonego weta i ten nie miał żadnych wątpliwości. Stwierdził, że takich obrazów nowotworu płuc się raczej nie widuje, bo wcześniej są poważne objawy. Delfi musiał być bardzo silnym psem. Był dobrze odżywiany i miał dużo ruchu, ale beagle, to musi być jednak rasa silnych psów. Inna sprawa, że na zdjęciu wyglądało, że nowotwór bardziej zaatakował jedno płuco, a drugie mniej i chyba dzięki temu długo nie było wyraźnych objawów. W ciągu ostatnich kilku lat zdarzało mu się czasem pokasływać, ale wyglądało to na przejściowe przeziębienie, a nie jakąś stałą dolegliwość. Przyczyna musiała być chyba genetyczna, bo w naszym domu się nie paliło tytoniu... W ostatnich miesiącach nie miał już takiego "poweru", jak kiedyś, no ale przecież 9-letni pies, to nie młodzieniec... Po wakacjach coraz więcej przesypiał z ciężkim oddechem, coraz trudniej mu się chodziło po schodach, a po zabiegach widać było, że jest coraz słabszy. Jeszcze na spacer mobilizował siły, ale w domu już rzadko ruszał się w posłania... starał się być bardzo dzielny, ale widać było, że powoli odpływa... W końcu pożegnaliśmy Delfiego, który odszedł w swoje ulubione miejsca, do zabaw ze swoimi pobratymcami. Mam nadzieję, że radość i wesołość, które dzięki niemu nam towarzyszyły zostaną razem z nim w naszych sercach. Delfi - dziękujemy, że byłeś z nami, a teraz hasaj po łąkach, pląsaj z innymi psiakami za TM.
×
×
  • Create New...