Słuchajcie, jest mi strasznie źle, ale jutro muszę wywieźć Kłopotka do schroniska na Paluchu, my nie możemy dłużej się nim zajmować, a nie znalazłam nikogo. Obawiam się też, że Kłopot albo został przyzwyczajony do siusiania w domu, albo jest chory (choć nic na to nie wskazuje, jest normalny i wesoły, nie gorączkuje, nosek prawidłowy:)), więc nie mam sumienia kogoś przekonywać do zabrania pieska - musiałby mieć naprawdę warunki, żeby się nim zaopiekować, on po prostu potrzebuje domu, w którym ktoś byłby non-stop, a ja nie mogę mu tego zapewnić. Na początku myślałam, że to wynik stresu, ale od 2 tygodni Kłopot śpi na kanapie kołami do góry, mizia się i to sikanie nie wygląda na stres ani za mało spacerów. Ostatnio nawet ustawiliśmy wszystko pod kątem Kłopota i zawsze wychodził kilka razy dziennie, a i tak prawie codziennie zostawiał nam mokry prezent:(. Wszystko poza tym jest OK, jest zadowolony i normalnie się zachowuje, wprawdzie ostatnio jak został sam, zrobił sobie coś z okiem - po przyjściu zauważyliśmy, że ma jedno dzień spuchnięte i zaczerwienione (obstawiam stolik przy kanapie - psiak wskakiwał na nią z długiego rozbiegu i czasami źle obliczał odległość i uderzał głową w blat). W każdym razie napędził nam stracha, bo obawiałam się wylewu, zwłaszcza, że był markotny bardzo, ale następnego dnia już było OK, zostało mu tylko lekkie przekrwienie oka, ale poza tym ma się świetnie. Tyle że za chwilę sam.
Aukcja Kłopota trwa, nikt nawet o niego nie pyta, ani z Allegro, anie z ogłoszeń. Psiak wcina teraz surowe mięsko (troszkę, staruszkiem w końcu jest) w ramach przysmaku, a ja... ja czuję się wstrętnie. Jutro wszystkiego się dowiem, jeśli możecie - szukajcie dalej, ja też rozpuszczam wici, ale jak widać bez skutków. Cześć. Smuto mi. Jak będzie jutro Kłopotkowi, wolę nie myśleć.