Pięć miesięcy temu pochowałem psa, z którego dysplazją walczyłem przez kilka lat. Spokojnie, musiałem go uśpić z powodu zupełnie innej choroby. Na dysplazję znalazłem sposób i przez ostatni rok problem miałem z głowy. Tytułem wyjaśnienia dodam tylko, że rozwiązanie znalazłem niejako "rzutem na taśmę", tzn. przygotowywałem się psychicznie do wyrażenia zgody na operację resekcji stawów biodrowych, bo wet. stwierdził, że nic już nie pomoże. Ostatecznie do operacji nie doszło. Cudownego sposobu działającego z dnia na dzień nie znalazłem i podejrzewam, że go niema. Zacząłem karmić mojego (dorosłego, czteroletniego) psa karmą Hills'a o nazwie: HILL'S PD Canine j/d. Ponadto raz dziennie podawałem jeden z leków zawierających glukozaminę i hondroitynę. Kupowałem w aptece. Nazw nie pamiętam, ale jest kilka leków tego typu. Po mniej więcej trzech miesiącach zauważyłem, że nie każdy bieg mojego psa kończy się wypadnięciem stawu i kilkutygodniowym leczeniem, a po następnym miesiącu czy dwóch "awarie" się skończyły. Podawałem ten zestaw przez ok. 1,5 roku i problemy ze stawami biodrowymi się skończyły. Potem zmieniłem karmę, zostawiając glukozaminę i po ok. 4-6 miesiącaach ponownie zaczęły występować kulawizny, które wymagały nastawiania stawów. Nie zdążyłem ustalić, czy ponowne podawanie odpowiedniej karmy spowodowałoby powrót do zdrowia, bo nagle i niespodziewanie mój pies doznał uszkodzenia kręgosłupa i po miesiącu walki musiałem go uśpić. W każdym razie z dysplazją nie jest tak źle, jak na to wygląda w pierwszej chwili. Jakiś czas temu znalazłem w Internecie artykuł na temat leczenia dysplazji metodami nieoperacyjnymi. Przeszukałem dysk swojego komputera, ale "na szybko" go teraz nie znalazłem. Pamiętam tylko że polscy weterynarze, posługując się karmami i lekami zupełnie innych producentów osiągnęli bardzo dobre wyniki. Wyciągali stąd wnioski, że w dużym stopniu dysplazja wynika z niewłaściwego żywienia. Ja jestem zdania, że raczej odpowiednim żywieniem można powstrzymać lub nawet cofnąć objawy dysplazji. Co do odpowiedzialności hodowcy, to oczywiście też miałem żal, że mój pies zachorował na dysplazję, która podobno nie występuje w tej rasie, ale kiedy emocje opadły wychodzę z założenia, że każda żywa istota to wynik swego rodzaju losowania i po prostu mieliśmy (ja i on) pecha. Powodzenia, nie załamuj się i nie wierz, że nic się nie da zrobić. Ja to już przerobiłem.