Wchodzę wczoraj do domu, a Mały piórkami mnie wita....Dla niezorientowanego czytelnika wyjaśnię, że Mały co rusz mi nowe niespodzianki szykuje. Wczoraj postanowił poduszkę rozbebeszyć, a piórkami gęsimi ozdobić swoje królestwo. Nie ucieszyłam się tak bardzo jak on...Sprzątania na godzinę...
W zeszły piątek Mały był na szczepieniach. Pan doktor powiedział, że może być po nich ospały i stracić na dwa dni apetyt, ale w przypadku Cylindra takich objawów nie zauważono. Apetyt ma....i to jaki!
Mały waży ponad 15 kilogramów. Trudno powiedzieć ile dokładnie, bo nie chce stanąć prosto, bez ruchu i zdradzić zainteresowanym tajemnicy. Brzuszek w każdym razie rośnie. Na spacery długie musi chodzić, żeby spalić choć troszkę tego ciężaru i żeby w otyłość jakąś nie popaść.
Cylek do 12 w dzień jest jak aniołek (o 12 przychodzi tata) i do tej godziny nie zdąży jeszcze nic zaplanować. O 12 wychodzi na godzinny spacer i po tym czasie właśnie, gdy zostaje sam w domu, planuje...czym by tu się pobawić.
Kupiłam mu ostatnio 15 kilogramowy worek, co by miał zapas na zimę (dla maluchów z jagnięciną i marchewką) oraz nową obróżkę, bo Pan doktor powiedział, że nowa będzie jednak dla niego lepsza. Jedzenie ma jednak urozmaicane i niech nikt nawet sobie nie pomyśli, że te 15 kilo będzie jadł dzień w dzień. W domu wszystko już pachnie karmą. Są puszki, kulki twarde, kulki miękkie, gotujemy, ciasteczka psie, świńskie uszy, kości i chyba, z tego co pamiętam, tyle. Zawsze jak idę do sklepu coś mu innego znoszę :)
Mały został na 4 dni u moich rodziców, ale i tam zdradził wszystkim swoją niesforność. Zjadł garnek z bigosem (na szczęście koło kilograma) i jak prawdziwy dżentelmen na dnie wylizanego do czysta garnuszka zostawił ino trzy ziarenka pieprzu i listek bobkowy :)
Powyciągał też gazety do pobieżnej lektury i chusteczki w razie napadu kataru.
We wtorek powitał mnie stęskniony...i wrócił wraz ze mną do naszego gniazdka. Już w środę zjadł wtyczkę (na szczęście nie była włączona do prądu), dwa buty pozbawił wkładki, a Freda (gumowego ludka)...twarzy i lewej ręki. Już sama nie wiem czy on tak z tęsknoty czy z nudów i jak temu zaradzić. Chowam wszystko gdzie się da, ale jak widać nie wszystko da się przewidzieć...
Każdego dnia jak wychodzę do pracy mam nadzieję, że już wszystko schowane, że już nic nie ruszy, ale...pomysłowy to gość, z wszystkiego zrobi użytek.
Mama moja mówiła (zwana dalej babcią), że jak z nią spał (oczywiście rozpychając się na wszystkie strony) to przez sen płakał, a rano szukał gumki we włosach. Rozczarowany nie mógł jej znaleźć. Tak zdradziłam nasz sekret. Cylek uwielbia mnie w rozpuszczonych własach :) I jak jestem nawet na niego zła, nie odzywamy się, to podchodzi od tyłu i delikatnie ją ściąga. Nie mam wtedy sumienia droczyć się z nim dalej. Przytulamy się i wszystko złe zostaje wybaczone. Potem spacer. Kuleczki psie i zabawa na dywanie, czasem wizyta u dziadków (rodziców).
Mały następną wizytę u lekarza ma za trzy miesiące (odrobaczenie). Został zachipowany, zaszczepiony, zaobrożowany i cieszy się dobrym zdrowiem. Termometr też miał zapodany pod ogonek - temperatura w normie. O ząbki też dbamy :) on sam też o tym pamięta, przegryzając wsdzystko co się da.
P.S. Umiemy jeździć windą :lol: