Kochane, niestety muszę podzielić się smutną wiadomością. Lusia w poniedziałek przeszła za TM. pomogłam Jej przejść trzymając w ramionach i całując. W lutym miała zdiagnozowanego chłoniaka, przeszła parę chemii ale bardzo źle na nia reagowała. Ostatniej, około 1,5 miesiąca temu, nie podałam Jej. Przeżyła ten czas w spokoju i komfortowo. W niedzielę przestała jeść, pić. Karmiłam Ją już dłuższy czas przez strzykawkę, robiłam kroplówki ale teraz nie chciała nic przyjmować.. Słabła w oczach.
Od niedzieli, miałam wrażenie, że odchodzi. Ciężko oddychała, miała mętne oczka.
W poniedziałek wieczorem przyjechała znajoma weterynarz i powiedziała, że przyszedł ten czas.
Lusia nie reagowała na cokolwiek choć zwykle broniła się bardzo przed tą lekarką, albo chociaż ją oszczekała albo lekceważyła.
Wczoraj zawiozłam Ją do Mikołowa do Animal Park do kremacji.
Wróciła do domu w drewnianym pudełeczku i stoi obok mojego łóżka, tak jak zawsze spała obok mnie.
Była przecudną, delikatną, wrażliwą, kochającą na maaaaaaaaaaaaaxa sunią. Byłam Jej słońcem, światem, reszta mogła nie istnieć.
Okropnie mi jej brakuje, płaczę i nie mogę się pogodzić, że Jej nie ma. Mam wrażenie, że Ona była zawsze, że nie było nigdy bez Niej.
Dziękuję za Lusię, jedną z najcudowniejszych istot jakie spotkałam.