Uran
Members-
Posts
5 -
Joined
-
Last visited
Uran's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
Jest mi bardzo przykro o tym pisać... Wczoraj w nocy, po tygodniowej walce, pożegnaliśmy Loganka. Nie było nawet czasu na pisanie na forach, bo albo byłam w pracy, albo w lecznicy z Loganem. Przez tydzień walczyliśmy z autoagresją, jaka wystąpiła u Logana, próbowaliśmy przywrócić normalną temperaturę ciała, bo Logan miał 36-37C. Pomimo codziennych 6 godzinnych kroplówek, stacjonarnego leczenia, nie udało się. Logan słabł, nie jadł nic przez cały tydzień (a jeść zawsze lubił). Loganku, nigdy nie miałeś normalnego domu… Twoje ciało naznaczone było kilkuletnim cierpieniem, brakiem miłości, udręczeniem, tułaczką. W naszej pamięci pozostaniesz na zawsze jako pies chciany, kochany, pomimo że byłeś u nas tak krótko i nie udało się znaleźć dla Ciebie nikogo, kto ofiarował by Ci swój dom. Dziś nie pozostaje nam oprócz nadziei, że spędziłeś z nami choć kilka cudownych chwil...
-
bardzo sporadycznie się odzywam na dogo ze względu na brak czasu ale czasami chcę się podzielić swoimi spostrzeniami i nie musiała Kasia prosić a i tak bym napisała kilka słów. Tak jak Kasia napisała wybrałam się też w sobotę do Nuki w odwiedziny i osobiście jestem zszokowana. Z wcześniejszych opisów wydawało się, że sunia może w miarę normalnie się poruszać tylko czasem się przewraca, natomiast w zasadzie Nuka nie jest w stanie sama się poruszać, co chwilę się przewraca albo musi być podtrzymywana, wystarczy że 2 - 3 razy ruszy łapami i gdyby jej nie przytrzymać to wyląduje na którym boku. W czasie podtrzymywania szelki wrzynają się jej w pachy, obcierają już i tak podraznioną skórę. Zdarza się jej wywracać w każdą możliwą stronę i w każdy sposób co przy braku 24 godzinnej opieki może się skończyć tragicznie, wystarczy się odwrócić na kilka sekund i to wystarczy by Nuka zrobiła sobie krzywdę. Nie wyobrażam sobie - oczywiście ze względu na Nukę i jej bezpieczeństwo - aby luźno chodziła po mieszkaniu, bo ma tak nieskoordynowane ruchy, że będzie wpadała na każdą rzecz czy mebel. Martwię się ponieważ nie wyobrażam sobie, że znajdzie się osoba, która poświęci Nuce odpowiednio dużo czasu, realnie myśląc trzeba by było nie pracować i siedzieć z nią prawie cały czas, musiałby być to dom z ogrodem bo po schodach Nuka na pewno nie zejdzie i ktoś kto w razie co da rade zanieść ją z powrotem do domu w razie gdy Nuka nie da rady wrócić ze spaceru. Nie wiem czy ktoś chciałby dla swojego psa takiego życia jakie ma Nuka, życia które pies spędza w klatce czy boksie wyłożonym miękkimi obiciami, żeby sam sobie nie zrobil krzywdy, tak na prawdę spędzanego na leżeniu bo w czasie prawie godzinnego "spaceru" Nuka wiekszość przeleżała. Nuka nie jest młodą suczką i myślę, że jej problemy będą się nasilać tym bardziej , że jak by nie było dobrze w hotelu to nie jest dom, nikt nie jest w stanie zapewnic jej wystarczająco dużo czasu w tej chwili. szczerze mówiąc nie sądzę by ktoś zaadoptował Nukę, zdjecia czy nawet filmiki które nagraliśmy nie pokażą prawdziwej sytuacji. Oglądałam to na żywo i oglądalam to potem na filmiku i na filmie nie wygląda to tak tragicznie jak w rzeczywistości. Tak jak Andzia napisała to nie jest życie to wegetacja i spędzanie samotnie dni w obitej klatce i żadnych widoków na poprawę jej stanu i jej sytuacji. Gdyby był to mój pies decyzja nie byłaby łatwa ale raczej zdecydowałabym się na zakończenie tego tak zwanego w jej przypadku "zycia" Wiem, że mozna powiedzieć, że łatwo się mówi uśpić psa i po kłopocie ale trzeba Nukę zobaczyć, realnie pomyśleć i wtedy dopiero można dojść do takiego wniosku. Od soboty nie mogę przestac myśleć o tym jak jej jest źle tak żyć...
-
Agnieszko, obyś jak najdłużej wytrwała w pomocy psom, tego Ci życzę, jednakże w kłamaniu oby jak najkrócej. Akurat ja byłam przy Twojej rozmowie z doddy i jakoś to doddy Ci mówiła abyś nie odwoziła Almy do schroniska na eutanazję jak to chciałaś zrobić, tylko dała jej szansę i ogłosiła zbiórkę.
-
Fiodor i Sara zaginęły!Szczecin i okolice - POMOCY!
Uran replied to polciuaa's topic in Już w nowym domu
[FONT=PrimaSans BT,Verdana,sans-serif]Witam, Agnieszko jak to wszystko przeczytałam to mnie zatkało, nie wiem co mam powiedzieć. Pewnie mój post będzie chaotyczny, ale napisze to co na gorąco mi się kłębi w głowie. Fiodorek był u mnie mniej więcej 2 tygodnie i z oznak dominacji jedynie co zauważyłam to to że na spacerach łapał za smycz i próbował się przeciągać co po kilku skarceniach na samym początku, ze spaceru na spacer zdarzało się coraz rzadziej. Fiodor nie jest ani moim pierwszym psem ani moim pierwszym tymczasowiczem i "moje" wszystkie psy śpią w łóżku (znam te wszelkie teorie o spaniu psa w łóżku, nie wpuszczaniu psa przed sobą w drzwiach itd. jest to nawet napisane w Fiodora książeczce zdrowia razem z tekstem, że pies nie powinien wchodzić do sypialni, łazienki i kuchni, więc nie wiem gdzie powinniśmy go tak naprawdę trzymać) i nie miałam problemu żeby któryś z psów nie chciał zejść z łóżka. Wystarczył inny ton głosu i psy wiedziały, że to nie zabawa. Jednak takich rzeczy nie osiąga się po kilku dniach i zanim pies złapie o co nam chodzi mija trochę czasu, szczególnie pies, który przeszedł tyle co Fiodorek i styczność z człowiekiem miał małą a na pewno nie był nigdy niczego uczony... Uważam, że wszelkie jego zachowania nie wynikają z agresji (nigdy nie zauważyłam u niego żadnego przejawu) ani z chęci dominacji a z tego, że nigdy nikt mu jasno nie wytyczył granic zachowania, nie pokazał co wolno a czego nie wolno. Fiodor gdy trafił do nowego domu, do nowych osób, próbuje ustalić swoją pozycję, swoje miejsce i próbuje sam te swoje miejsce znaleźć (musimy pamiętać, że ostatnie mniej więcej 2-3 miesiące były dla niego bardzo ciężkie… najpierw nie dawał się żadnemu człowiekowi zbliżyć do siebie, potem jakoś udało się go złapać i zaczął poznawać na nowo co to znaczy człowiek, potem zmienił miejsce i przeniósł się do Doddy i jej psów, potem trafił do mnie i mojej Tosi a teraz do Ciebie nie dziwie się, że głupieje i nie wie jak ma się zachowywać ) Mam też taką małą sugestię, co do rad udzielanych przez szkoleniowców czy chociażby weterynarzy. To nie są osoby działające charytatywnie i też chcą zarobić, a czym więcej rzeczy znajdą do poprawy u psa tym dla nich lepiej – ja nie twierdzę, że tak jest zawsze, ale to jest biznes. To samo z weterynarzami są tacy co z igły zrobią widły byleby tylko jak najwięcej kasy u nich wydać. Chciałam również Ci przypomnieć, że w czasie naszych rozmów telefonicznych niczego nie ukrywałam jeśli chodzi o zachowania Fiodora, mówiłam, że przeciąga smycz, że jest niegrzeczny, nieułożony, że szczeka i że dużo pracy przed Wami. Sama mówiłaś że on jest i tak kochany i że tyle przeszedł... wydawało mi się, że rozumiesz o co mi chodzi, ale widzę, że nie miałaś po prostu do tej pory styczności z trudnymi psami... przy czym Fiodora uznałabym za jednego z mniej problemowych psów. A i jeszcze jedno Fiodor to naprawdę bardzo młody pies, który chce się też dużo bawić. Ja Fiodora określałam, jako takiego „wyrośniętego rozwydrzonego bachorka”, który po prostu jest NIEWYCHOWANY i tu dla Ciebie pole do popisu, praktycznie czysta karta do zapisania... Nie wykazywał u mnie cech psa autystycznego (wiem, bo był u mnie wcześniej na DT Pako pies, który miał padaczkę i był psem autystycznym) cały czas chciał się bawić z Tosią, wręcz nie dawał jej spokoju a na zabawki zwracał średnią uwagi. Bez problemu w czasie zabaw z Tosią jej je oddawał (Tosia dla przykładu sznurem się przeciąga z innymi psami czy ze mną ale gdy dać jej gumową piłeczkę to psa jakby nie było bo uwielbia wygryzać z niej kawałki gumy i jest przeszczęśliwa, gdy nikt jej wtedy nie przeszkadza a może to robić godzinami). Za nami w domu też chodził, wystarczyło się ruszyć i już łaził za mną do kuchni, do przedpokoju i te jego przekręcanie głowy, gdy coś mówisz, gdy coś robisz... Co do jego stanu zdrowia w sensie fizycznym - przez pierwsze dni pobytu Fiodora u mnie nic szczególnego się nie działo... może troszkę się drapał, ale przecież nikt nie zakłada od razu najgorszego, zawsze rozważa się najpierw najprostsze rozwiązania. Był kąpany - przeczekałam kilka dni podejrzewając uczulenie, przestał się drapać ale zaczął wylizywać odbyt pomyślałam, że może chodzi o gruczoły bo przecież często się zdarza u młodych psów (też się zastanawiałam czemu nikt tego nie sprawdził podczas zabiegu kastracji gdy pies był pod narkozą, albo sprawdził ale nic nam nie było o tym wiadomo). Podczas wizyty u weterynarza okazało się, że gruczoły faktycznie były przepełnione, Fiodor dostał zastrzyk i maść do smarowania odbytu bo w czasie mojej nieobecności w domu dość poważnie się tam wylizał, miałam więc smarować i jeśli nie będzie poprawy to za około tydzień zgłosić się z Nim ponownie. Po kilku dniach zrobiło się dużo lepiej, Fiodor się nie interesował tak już odbytem nawet wtedy, gdy go smarowałam. Miejsce było mniej zaczerwienione, nie lizał się - ale też nie oczekiwałam, że po jednym czy dwóch dniach będzie rewelacyjnie, na wszystko trzeba czasu, pewnie gdyby nie pojechał do Ciebie a te leczenie nie przyniosło by efektu to i u nas wyszłoby, że to coś poważniejszego. Od razu też na wszelki wypadek zmieniliśmy karmę na jagnięcinę bo zasugerowano, że może mieć po prostu uczulenie na tą którą jadł do tej pory. [quo te]badanie odbytu wykazało, że Fiodorek ma w odbycie polipa, który powoduje ból i stan zapalny (a podobno również był w Warszawie badany) – czeka go operacja...[/quo te] Czy mam wziąć od weterynarza, u którego byliśmy wydruk z wizyty z tego dnia? Czy uważasz, że nie byłam z psem u weterynarza? I wzięłam dla siebie 33 złote? Uważam, że diagnozowanie psa powinno się zaczynać od najprostszych podejrzeń a jeśli nie przynosi efektu szukać dalej tym bardziej, że są to psy pod opieką Fundacji i wydaje mi się, że rozpoczynanie badań od najdroższych i najbardziej szczegółowych spowodowałoby , że ktoś mógłby posądzić Fundację o niegospodarność (a takich osób nie brakuje). Weterynarz pytał mnie czy on miał zawsze taki jasny kolor skóry wkoło oczu, powiedziałam, że pies jest u mnie od tygodnia i cały czas tak było, pytałam Doddy i do niej jak trafił, też tak już miał. Był w W-wie u kilku lekarzy i żaden nie wspominał nic o powiekach. Co do sierści i tych miejscowych problemach i Twoich słów, w których zarzucasz mi że „z taką beztroską odpowiedziałam że sierść odrośnie” to powiem Ci szczerze, że moja Tosia wyglądała dużo gorzej jak przyjechała ze schroniska z Pabianic, miała dużo większe ubytki sierści, wyłysienia, łupież, skórę w krostach i wypryskach i zajęło kilka miesięcy zanim jej sierść doszła do takiego stanu jak jest dziś, że nawet weterynarze ją chwalą a nie miała żadnej z tych chorób!!!!!!!!!! Miała też otwarte, zaropiałe rany po sterylizacji z których po długim czasie wyciągaliśmy jeszcze sznurki o takiej grubości, że można by niby szyć słonia... to są psy po przejściach a nie pluszowe zapakowane zabawki prosto ze sklepu i z takimi rzeczami trzeba się liczyć niestety :( [/FONT][FONT=PrimaSans BT,Verdana,sans-serif]Skóra Fiodora i jego sierść nie jest w tak tragicznym stanie jak to opisujesz - zobacz zdjęcia np bodajże Rumby a zobaczysz różnicę i porównaj zdjęcia Fiodora z początku pobytu w fundacji i obecnych a też zobaczysz różnicę. [/FONT][FONT=PrimaSans BT,Verdana,sans-serif]Pisze Ci to wszystko, bo wyszło tak jak byśmy Ci na odwal się odpowiadali albo zataili specjalnie pewne informacje. Bywa po prostu tak że różne rzeczy wychodzą po dłuższym czasie. Dla przykładu moja Tosia, która była początkowo u mnie na DT nie miała większych problemów ze zdrowiem a kiedy już zdecydowałam, że zostaje u mnie na stałe i podpisałam z Fundacją AST umowę adopcyjną dosłownie po 2 tygodniach nagle Tosię sparaliżowało i nie mogła stanąć na tylnych łapach. Po prześwietleniu okazało się, że Tosia ma więcej o jeden krąg lędźwiowy co jeśli już się zdarza to u jamników, a u innych ras to mniej więcej tak jak trafić 6 w totolotka - dobrze, że Tosia została u mnie bo co by było gdyby trafiła do innych ludzi, co mogliby sobie pomyśleć, a przecież nie robi się prześwietleń od tak sobie, bez powodu i też by było, że pies nie był diagnozowany?? Czy myślisz, że gdybym wiedziała, że Fiodor ma nużycę, świerzba i Bóg wie co jeszcze to tak beztrosko pozwalałabym żeby z nami spał w łóżku i bawił się z Tosią ??!! Dziwię się jednak troszkę Agnieszko, że nie zadzwoniłaś do nas: ani do Doddy ani do mnie i nie powiedziałaś tego wszystkiego co piszesz na forum, my zawsze w miarę naszych możliwości i wiedzy służymy pomocą i nie zostawiamy nikogo na lodzie z psem i jego problemami. Zadajesz na forum retoryczne pytania o to czy pies był na coś diagnozowany zamiast zadzwonić i po prostu zapytać... A ja bynajmniej uważam, że każde słowo ma wpływ na wizerunek Fundacji a z Twoich postów mimo wszystkiego co napisałaś że Fiodora kochasz i że nie chcesz go oddać oraz że wiesz ile fundacja AST robi dla psów wynika niezbyt optymistyczny wizerunek Fundacji. To wyszło tak jak byśmy w pełni beztrosko wydali Ci bardzo chorego psa i do tego jeszcze strasznie dominującego, że psy nie są wcale diagnozowane a o leczeniu można zapomnieć, że nasi weci to konowały. Owszem, biorąc pod uwagę to wszystko to co teraz dzieje się z Fiodorem i te wszystkie choroby dobrze, że stać Was na jego leczenie nie mniej jednak psy z Fundacji nigdy nie trafiają do osób, które nie byłyby w stanie zapewnić im utrzymania i leczenia gdyby zaistniała taka sytuacja. Jeśli chodzi o wagę psa to w czasie pobytu u nas pies przytył 3 kg (czyli przez okres 3 tygodni). Nie powinnaś też porównywać wagi amstaffa do pitbulla, według mnie Fiodor nie powinien tak naprawdę bardzo dużo już przytyć. Tosia jest od Fiodora o 1/3 niższa a waży 19 kilo już od blisko roku i uwierz mi nie wygląda na zabiedzoną. Na koniec dodam, że sporadycznie się udzielam na dogomanii bo wolę konkretną pomoc, wolę się pobawić z psami czy wyjść z nimi na spacer ale w tym konkretnym przypadku nie wytrzymałam.... no cóż ... [/FONT] -
Cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło i że mogłam pomóc. Czekam też na wieści od nowej Pani :) A jak by ktoś dzwonił to można polecać jeszcze sunię szczylkę, która jest u Rufusowej :razz: