Chciałam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami związanymi z straszną chorobą jaką jest mocznica u psa. Dnia 25.09.2008 u mojego 14 letniego ukochanego pieska zdiagnozowano ostrą mocznicę. Wyniki były następujące kreatynina 5.0, mocznik powyżej 300. Rokowania od razu były złe. Po badaniu USG lekarz stwierdził że jedna nerka jest bardzo malutka i pewnie już nie pracuje, natomiast druga jest zbyt duża i "ma kształt kalafiora". Powiedział mi że podstawą teraz jest dieta dla nerkowców, że należy odstawić dotychczasowe jedzenie i przerzucić się na dietę niskobiałkową, polecił Royal Canin Renal. Następnego dnia zaczęły się kroplówki 500 ml, płnu Ringera, aby wypłukać mocznik. Piesek był apatyczny, widać było że ma mniej sił, najgorsze było to że w ogóle nie chciał być na diecie, chciał jeść poprzednie smakołyki, ale ja twardo nie pozwoliłam mu na to. Po tygodniu codziennych kroplówek raz dziennie wynki były następujące: mocznik 270, kreatynina 6,7. Lekarz powiedział że to niedobrze że Krea się podniosło, no ale dalej o niego walczyliśmy, tym razem zastosowano u niego kroplówki podskórne, 250 ML oraz Ipatikine, oraz tabletki moczopędne. Niestety piesek opadał z sił i nie chciał w ogóle jeść tej karmy dla nerkowców, siłą po jednej łyżeczce staraliśmy się mu dostarczać chociaż odrobiny jedzenia do organizmu, ochotę miał na kiełbaskę czy kabanoski, ale ja mu tego nie dawałam postępowałam tak jak kazał lekarz. Walczyliśmy o niego 1,5 tygodnia, niestety choroba postąpiła w zastraszającym tempie, pies słaniał sie na nogach, nie przyjmował już żadnych pokarmów, doszło do tego że bał się pić wody bo wszystko zwracał, dosłownie wszystko, jesli nie miał czym wymiotować a nie miał bo nic nie jadł, wymiotował żółcią z żołądka. Jednak ostatnia noc była najgorsza, do wymiotów dołączyła krwista nie kontrolowana biegunka. On poprostu stał na łapkach a z odbytu pryskał krwią - to było straszne. Jak biegunka ustała to zaczynały się wymioty i tak przez pół nocy, przez cały czas przy nim byłam, zasypialiśmy razem i gdy on się budził ja razem z nim. Rano wraz z moimi rodzicami podjęliśmy decyzję że musimy mu pozwolić odejść za Tęczowy Most, gdyż starsznie cierpi, nie przyjmuje żadnych pokarmów ani wody, ledwo już stał na nogach. Strasznie śmierdział moczem, i miał bardzo intensywny zapach z pyska. Gdy położyliśmy go na stole i weta i on wbijał mu w łapkę ostatni zastrzyk, nawet nie drgnął, był już tak słaby i zrezygnowany. To była najcięższa decyzja jaką podjęłam w moim 25 letnim życiu, decyzja która była dla mnie zła, ale dla mojego ukochanego Puszka najlepsza - bo jego cierpienie się skończyło. Odszedł od nas 7.X. 2008. 1,5 tygodnia po zdiagnozowaniu mocznicy. Nie mogę sobie tylko podarować tego że w ostatnich dniach jego życia nie mógł sobie pojeść swoich ulubionych kabanosków, gdybym wiedziała że tak szybko mnie opuści napewno postąpiłabym inaczej. Dlatego też przestrzegam wszystkich właścicieli psów chorych na mocznicę, nie stosujcie się ślepo do wszystkich zaleceń lekarza, macie swój rozum i róbcie tak jak wam wasz umysł podpowiada. Róbcie badania krwi swoim pupilom, żeby w razie czego zdiagnozować chorobę w wczesnym stadium.
Jeśli któś ma jakieś pytania podaję maila: [EMAIL="patkatychy@o2.pl"]patkatychy@o2.pl[/EMAIL]. Trzymajcie się warto walczyć, ale też nie możemy być egoistami jeśli przyjdzie ten czas pozwólmy odejść naszemu pupilowi. Puszek 1994-2008. Tak bardzo mi ciebie brakuje.:-(