Wczorajszy dzień to nieoczekiwane zwroty akcji. Już do nas jechała Pani, która miała Tofika adoptować, gdzy nagle zjawili się właściciele. Rozpętała się burza! :mad: Utrudniali weryfikację tego, czy rzeczywiście są właścicielami, było bardzo nieprzyjemnie. Zamiast cieszyć się, że ich piesek się znalazł i podziękować za opiekę nad nim, mieli pretensje, że oczekuję dowodu, że piesek jest ich (zdjęć, książeczki zdrowia). Byłam zdziwiona, że go nie szukali mimo, iż mieszkają w sąsiedniej miejscowości, która również była oplakatowana.
Test to tym smutniejsze, że Pani, która miała go adoptować, stworzyła by mu naprawdę dobry dom, a tak musiał wrócić do miejsca skąd uciekł, lub gdzie był niechciany. Pani się oczywiście przybiła, tym bardziej, że jeachli z bardzo daleka, a byli już tuż tuż.
I pomyśleć, że gdyby ci właściciele pojawili się godzinę później wszystko potoczyło by się inaczej.
Dodatkowo jeden z naszych piesków, do tej pory zdrowy miał w nocy atak padaczki o bardzo silnym przebiegu. :placz:Koszmarny dzień. Jestem wykończona psychicznie i ficzycznie, marzy mi się spokój.
Trzymajcie kciuki, za Badusia, żeby szybko poczuł się lepiej.