[quote name='Tośka_m']Po pierwsze - nigdy nie jest za wcześnie na naukę pozostawania samemu, bo im później ją rozpoczniemy, tym z intensywniejszą reakcją szczeniaka się spotkamy. Nauka ta jest długotrwała i żmudna, ale bezwzględnie konieczna, bo przecież normalne jest, że pies zostaje przez jakiś czas sam ze sobą.
Po pierwsze - wszystko małymi kroczkami, nie należy oczekiwać, że będziemy mogli od razu wyjść na kilka godzin.
Bawimy się z psem i męczymy go, wychodzimy z pokoju zamykając drzwi. Wracamy do niego po sekundzie tak, aby pies nie zazczął jeszcze lamentować i nagradzamy. Powtarzamy ze sto razy :razz: wydłużając czas pozostawienia go samego. Jeżeli nie zdażymy i pies już wyje, to czekamy aż na chociaż sekundę przestanie i wchodzimy do pokoju ze smakiem w nagrodę.
Dodawanie komendy (np. zostań) jest niewskazane. Należy wychodzić i wchodzić bez mówienia słowa do psa.
Możemy także odczulić psa na związane z wychodzeniem ludzkie zazchowania, np. ubieranie się. W tym celu ubieramy się normalnie jak przy wychodzeniu z domu (czapka itp :cool3: ) po czym np. siadamy przed tv. Wtedy pies przestanie lamentować już w trakcie naszego przygotowywania się do wyjścia.[/quote]
Witam!
Ja mam od 1,5 miesiąca w domu "wymarzonego" przez dzieci pieska. To nie jest pies rasowy, mieszaniec zdaje się 2 czy 3 ras...matka z tego co mi wiadomo to mix boxera i nowofunlanda a ojciec NN..piesek wyglądem przypomina wilczurka, ma 2,5 miesiąca. Wzięłam go do mieszkania w bloku kiedy miał 5 tygodni. Na początku właściwie cały czas spał. Jakieś 4 tygodnie temu był z nami pod namiotami, spisał się świetnie, ale wiadomo..nie zostawię uwiązanego szczeniaka przed namiotem więc spał z nami. Pierwszy raz kiedy został sam w domu miał jakieś 8 tygodni, Mieszkamy na 4 (ostatnim) piętrze-nie było słychać zeby wył, ale był mały więc spał. Po powrocie-spła, czyli OK. Nie było nas prawie 2 godziny. Następny raz 2 tygodnie później zostawiłam go też na 2-3 godziny bo musiałam jechać z dziećmi po zakupy szkolne. Wychodząc..nawet spoko, ale zanim jeszcze byłam pod drzwiami klatki schodowej słyszałam niemiłosierne wycie..koszmar. Zaraz pędem na górę, smycz i spacerek. Następnym razem wyszliśmy na godzinę! i następna katastrofa wył i wył i wył aż sąsiad z parteru zwrócił mi uwagę-choć sam ma psa tyle że starego.
Cały widz polega na tym że Koldi chodzi za mną krok w krok! Ja do wc on za mną, ja do kuchni on za mną ja wracam z kuchni on za mną....Kiedy odprowadzam syna do przedszkola nie ma mnie 10 minut!!!! a on wyje i wyje...a wie że wrócę. Co ja mam zrobić? W tym momencie nie pracuję ale szukam pracy-co będzie jak ją dostanę i będę musiałą go zostawiać na dłużej niż 10 minut!! Sąsiedzi mnie zlinczują, spółdzielnia każe się wynieść (haha)...Kiedy wracam po tych 10 minutach Koldi skacze po mnie i skacze i cieszy się..no i ok ale nie odstępuje mniena krok. leży mi pod nogami no tak jak w tym momencie, wystarczy że wstanę a ten zrywka. Ten biedak się tak okropnie do mnie przywiązał ..jak do nikogo z domowników. Mąż np go ciągle strofuje, wygania z pokoju, nie pozwala siedzieć na narożniku jak krzyknie na niego to Koldi się odszczekuje i chowa za mną...wie że go uwielbiam ale dlaczego nie rozumie że go nie zostawię??
Błagam..pomóżcie mi nauczyć go zostawania w domu bez wycia. Zostaje na niemałym terenie bo ma całą kuchnię i przedpokój. Ma miski z jedzeniem i piciem, kocyk, zabawki...