Ja też na początku myślałam że to marnacja czasu - przecież 'lepiej' wsypać psu żarcie do michy.
Na początku chciałam gotować, jednak przypomniałam sobie o barfie. Dlaczego by niby nie spróbować? ;) I tak oto kupiłam kawał mięcha (dokładniej jakieś podroby; serca bodajże) i dałam psu. I tak już zostało.
Dla mnie barf nie jest aż tak nie wygodny. Ja kupiłam ostatnio kilo kurzych łapek, szyje z indyka, kości wołowe. Wsadziłam do zamrażarki i wyjmuje jedynie żeby rozmrażać. Nic skomplikowanego, a dla psa o wiele bardziej smakowite mięsko niż suche trociny :) Rano zależy na którą mam do szkoły - jak później to zdąże coś jeszcze dać Zeci (jogurcik, itp), jak nie to rzuce do klatki kawał mięcha.
Na forum czytałam że dosyć pracochłonne dla niektórych jest przygotowanie warzywek - dla mnie było na początku, bo głupia robiłam to starym blenderem - mase czasu męczyłam się np. z rozmieleniem brokuła. Teraz jedynie wrzucam do sokowirówki i potem mieszam sok z 'resztkami' i wychodzi fajna paciajka.
Trochę gorzej z wyjazdami - ale już zaopatrzyłam się w puchy.
Ja głównie skłoniłam się do barfa, ponieważ nigdy nie ufałam karmą - naprawde nie wiesz co tam w środku się znajduję, jak jest przygotowane... przy barfie sprawa jest całkiem inna ;D
Martens: ja pewnie zaraz poślę Ci PW z paroma pytaniami. :)
pozdrawiam.