Jump to content
Dogomania

siwa891

New members
  • Posts

    2
  • Joined

  • Last visited

siwa891's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Punia zasługuje na dużo więcej.. Ale co ja teraz już mogę zrobić.. Odwiedzam ją na cmentarzu zwierząt gdzie leży.. Kładę jej piękne kwiaty.. Ale i tak nic nie jest w stanie uśmierzyć mego bólu, że jej już nie ma.. Chociaz może najgorsze b7yło patrzenie na jej ostatni dzień życia bo bardzo cierpiała.. Chociaż po cichutku.Bardzo za nią tęsknię. Mam taką wielką nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Bo jak nie to jak to tak? Nie wyobrażam sobie. Teraz wzięłam niedawno Żabę, 1,5 roczną suczkę.. Potrzebowała miłości i domu. Myślałam, czy nie za wcześnie.. ALe ona tego potrzebowała już ,a nie potem, za jakiś czas. Za Punią dalej płaczę, i nie wiem czy mi to kiedys minie.. Moja najukochańsza Punia biega sobie teraz na pięknych zielonych łąkach, jest młoda i piękna.. Mam nadzieję ze tak właśnie jest...
  2. Punia 30.11.1992- 10.08.2008 Punia.. Najukochańszy piesek na świecie..Dostałam Cię gdy byłam bardzo malutkim dzieckiem. Miałam niespełna 4 lata. Zostałaś wzięta ze schroniska, raczej nie przypadkowo. Mama, któregoś styczniowego dnia w 93roku dostała nagle jakiegoś olśnienia i wstała rano i pojechała do schroniska dla zwierząt po pieska. Byłaś razem ze swoim rodzeństwem w baraku, w którym były już pieski przeznaczone do uśpienia. Pani w schronisku mówiła, że jutro będą pieski bo zostały tylko suczki, ale one już do uśpienia. Ale nie, Mama powiedziała, że chce suczkę. I nie wiedziała którą wziąć, ale Ty pierwsza wybiegłaś z tego baraku i wskoczyłaś jej w ramiona. Już wiedziała, że Cię weźmie. I wzięła. Pamiętam, że gdy przyniosła do domu tą małą czarną kruszynkę to kłóciłam się z siostrą cioteczną czyi to będzie piesek. I nawet prawie się biłyśmy ;). Ale byłaś moja ;). A raczej nasza- moja, mamy, taty.. Na początku tato nie był zadowolony, nie chciał Cię, ale tymi swoimi oczkami wszystkich już zniewoliłaś.. Jako szczeniak byłaś bardzo głupiutka. Uciekałaś, zaczepiałaś świnki morskie które mieliśmy. Śmieszna byłaś bardzo. Pamiętam, jak byłaś jeszcze mała to uciekłaś ze smyczy i pobiegłaś gdzieś dalej i obszczekałaś wszystkie psy w okolicy, a później wróciłaś i kaszlałaś i byłaś chora. Wyzdrowiałaś.. Zawsze jeździłaś z nami na wczasy, jakieś wycieczki. Wszędzie z nami byłaś. Miałaś chorobę lokomocyjną to mieliśmy częste postoje, ale nie zapomnę jak jechaliśmy z nad morza do domu i już na parkingu pod domem zwymiotowałaś. A całą drogę nic ;). hehe. Pamiętam też jak mama kiedyś na święta zrobiła karpatkę i postawiła przy lodówce, żeby nie była za zimna, i pojechaliśmy do Babci a jak wróciliśmy to my wchodziliśmy do domu, a Ty taka grubiutka wychodziłaś na klatkę. Już wiedzieliśmy , że coś spsociłaś. Zjadłaś całą wielką karpatkę! haha. Zawsze byłaś "głodna". Nie wiem skąd u Ciebie tak wielka pojemność żołądka, ale pamiętam że jeść mogłaś zawsze. Non stop. Cokolwiek. ;) Ale my Ci nie pozwalaliśmy, bo gdybyś była otyła to byś miała zaraz jakieś choroby i byś szybko nam odeszła. Pamiętam wszystko Puńka.. Pamiętam ile razy uszłaś śmierci.. Miałaś bardzo silną wolę życia. Wiem o tym. Miałaś też z mamą jakieś przekazy telepatyczne w snach. Bo mama zawsze wiedziała już coś o Tobie, gdy miało coś się dziać. Pamiętasz jak zostawiliśmy cię u babki, żebyś pobyła kilka dni, bo jechaliśmy na wczasy a tam nie można było brać zwierząt?. Uciekłaś od niej, bo zostawiła Cię na podwórku, a Ty byłaś wygodnicka. I nie było Cię 4 dni. Dla mnie koszmarne 4 długie dni. Wywiesiłam ogłoszenia, szukałam Cię po całym miasteczku.. Mama jeździła szukała tam gdzie ja dojść nie mogłam. Już straciliśmy nadzieję, że żyjesz, ale któregoś dnia zadzwonił jakiś pan i powiedział, że leżysz poraniona przy drzewku.. Żebyś widziała jak Tato szybko jechał.. Złamał chyba wszystkie przepisy drogowe.. I jak dojechaliśmy, to Ty gdy nas zobaczyłaś, to mimo swoich złamanych tylnych łap wstałaś.. Cieszyłaś się.. Miałaś potem operacje. Ja nie pojechałam na te wakacje, zostałam z Tobą, codziennie Cię wynosiłam na podwórko, byś się załatwiła i pohasała. A Ty bardzo szybko wyzdrowiałaś, mimo tego, że miałaś tę łapę na gwoździa składaną. Ale wtedy podczas tej ucieczki , codziennie śniłaś się dla mamy. Ona wiedziała, że żyjesz. Później tyle razy miałaś jakieś wypadki, że hoho. Ale ze wszystkiego wychodziłaś. Chciałaś żyć. My też myśleliśmy,że będziesz żyła wiecznie.. Niestety tak nie jest. Zaczęłaś chorować ostatnio, miałaś ropomacicze. Dostałaś hormony, by się trochę uspokoiła cieczka.. I było lepiej. Dalej biegałaś mimo swojego wieku, wygłupiałaś się. Nawet kotki wychowałaś ;). To śmieszne, ale kotki wolały Ciebie niż swoją matkę, to do Ciebie przychodziły, zaczepiały Cię. A Daisy do ostatnich chwil z Tobą była i wtulała się w Ciebie.. Ale ostatnio się coś zaczęło dziać..Zauważyłam u Ciebie dziwne oddychanie, za szybkie, bardzo też schudłaś. Diagnoza była straszna- rak, przerzuty. Nie ma szans na wyleczenie. Ale próbowaliśmy Ci ulżyć. Codziennie jeździłaś z nami na zastrzyki, dostawałaś sterydy, później sama dawałam Ci je w domu. Ale Twój stan zaczął się pogarszać. Przestałaś jeść.. W sobotę myśleliśmy już by Ci pomóc. Punia.. jakie to jest ciężkie nawet nie wiesz. Podjąć tak trudną decyzję. Wszyscy płakaliśmy. Ale ty pod lecznicą nie chciałaś z samochodu wyjść. A w lecznicy piłaś wodę z miski długo.. Nie uśpiliśmy Cię. Postanowiliśmy, że jeszcze nie. Cała noc potem leżałam przy Tobie.Rano wstałam, normalnie ze mną poszłaś, chociaż już ostatkiem sił, na podwórko. Położyłaś się sobie na trawce i odpoczywałaś. Później w domu, Twój stan się pogorszył. Już tylko leżałaś, miałaś nieobecny wzrok, wolniejszy oddech..Zero sił. To było straszne gdy cię podniosłam byś wyszła ze mną na podwórko a ty opadłaś obrazu.. Później jak przyjechała Mama z Tatą, tak samo.. A w nocy z soboty na niedziele śniłaś się dla mamy.. Mówiłaś ludzkim głosem, cierpiałaś. Uznaliśmy to za znak od Ciebie, że już nie chcesz się męczyć, że umierasz i bardzo Cię boli.. Zawieźliśmy cię do weterynarza. Boże, jak nam wszystkim było ciężko, łzy dławiły. Tak bardzo Cię kochamy. Ale musieliśmy to zrobić, bo nie chcieliśmy byś umarła z głodu, lub sie udusiła. Ale jestem Ci wdzięczna, że nikomu z nas nie popatrzyłaś się w oczy z pytaniem dlaczego.. Po prostu zasnęłaś.. Ostatnie swoje tchnienie wydałaś przy nas.. A później, gdy zawieźliśmy Twoje ciało na cmentarz zwierząt to gdy ten Pan co niósł Twoje bezwładne ciałko do dołka, to przeleciał nad nami bardzo nisko bocian..świeciło słońce. A później zobaczyliśmy na niebie chmurkę w kształcie bardzo podobnym do Ciebie. Czy to był znak? ze jest Ci już dobrze? mam nadzieję i wierzę że tak. Tak bardzo Cię kocham. Czekam, aż mi się przyśnisz.. I mi pokażesz, że jesteś szczęśliwa.. Byłaś bardzo dobrym pieskiem, nigdy nikogo nie skrzywdziłaś, nikogo nie ugryzłaś, zawsze byłaś posłuszna, lubiłaś narozrabiać czasem, ale to jak każdy ;). Byłaś cudowna! Mam nadzieję, że życie z nami było dla Ciebie dobrym życiem. Bo by zawsze chcieliśmy dla Ciebie jak najlepiej. Ten cholerny rak zabił Cię w tydzień.. Jeden krótki tydzień.. Jak się u nas pojawiłaś, miałam nie całe 4 lata ,a jak odeszłaś mam 19.. Byłaś ze mną całe 16 lat..Dziwne teraz jest życie bez Ciebie. Wstałam rano, by z Tobą wyjść, ale Ciebie nie ma. Zostawiłam końcówkę kanapki, bo zawsze zostawiałam dla Ciebie.. Jak mam teraz zmienić to wszystko.. Czekaj na nas kochana. Nigdy Ciebie nie zapomnę, zawsze będziesz w moim sercu. Prawie całe moje życie byłaś teraz ze mną. Gdy przyjdzie na mnie pora, chcę byś jako pierwsza mnie przywitała.. Kocham Cię Punieczko i bardzo za Tobą tęsknię :*:placz: Twoja Sylwia.
×
×
  • Create New...