-
Posts
18 -
Joined
-
Last visited
Converted
-
Location
Katowice
Recent Profile Visitors
The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.
aniolek64's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
Dziękuję za odpowiedź :) Przeczytałam już wcześniej, żeby nie reagować na załatwianie potrzeb w domu, więc nic nie mówię jak widzę gdzieś mokrą plamę, a jedynie sprzątam. Na szczęście piesek upatrzył sobie jedynie przedpokój, rzadko załatwia się w innej części mieszkania. Jeśli chodzi o długie spacery - zdarza się, że jest na dworze kilka godzin, a i tak załatwia się dopiero po powrocie do domu. Może rzeczywiście trochę za dużo od niego oczekuję, jakoś tak nie wygląda mi mój Hunterek na typowego szczeniaka (tak z wyglądu - myślałam, że szczeniaki małych ras są bardzo malutkie - a tu się okazuje, że jest wzrostu 2-letniego maltańczyka, jak mówię ludziom że on ma 4 miesiące to patrzą z niedowierzaniem). Największy problem na chwilę obecną to nadmierne spożywanie pokarmów z trawnika. Chodzi, węszy i zawsze coś znajdzie. Czy polecacie w takiej sytuacji kaganiec? Przyznam, że mimo że to szczeniak to niesamowicie agresywny przy próbie wyciągnięcia mu czegokolwiek (a głównie kości) z pyska. Warczy i gryzie przy tym okrutnie mocno. Próbuje go na spokojnie przekupić smakołykami, żeby oddał to co znajdzie, ale jak znajdzie kość to nie ma szans. Za nic nie odda. Mimo wszystko walczę i jakoś udaje mi się przejąć zdobycz - choć jemu też zawsze udaje się coś zjeść. Co zrobić z takim agresywnym szczeniakiem w takich sytuacjach? Miałam kiedyś mojego ukochanego kundelka Czarusia, wszystko mu można było z pyska wyciągnąć i jak żył 14,5 roku tak nigdy na nikogo z rodziny nie warknął, a tym bardziej nie gryzł. Co to był za piesek... :iloveyou:
-
Bardzo dziękuję za odpowiedź :) Wiem, wiem, że szczeniak nie powinien skakać, ale byłoby mu łatwiej gdyby mógł to zrobić sam, niż liczyć ciągle na nas ;) Zwłaszcza że jak w nocy zejdzie z łóżka, a ja już śpię, to bidok nie ma szans na nie wrócić. Nakręcać na zabawę jakoś szczególnie go nie muszę, on sam się nieźle nakręca. Czasem nawet tak bardzo, że aż się go boję ;) Ma takie szaleństwo w oczach, zaczyna biegać od pokoju do pokoju, a do tego w locie podgryza mnie jak tylko może. Straszny z niego gryzoń tak w ogóle. Staram się korzystać z wszystkich rad, które przeczytałam na forum i pokazać mu, że gryzienie jest złe, ale nie wiem czy coś z tego do niego dociera. Byłam z nim w przedszkolu dla piesków i tam Pani mi powiedziała, że powinnam go uderzyć po mordce jak próbuje ugryźć, ale przyznam że mnie nie przekonała. Nie umiem go uderzyć, czytałam że bicie jakiekolwiek to nie jest dobry pomysł. Słyszałam również że Westy to psy, które nie oduczone gryzą całe życie. Jest tak rzeczywiście? Macie może jakieś doświadczenia?
-
Hej, podłączam się do pytania. Mój piesek, 4-miesięczny West jest wyprowadzany na dwór od ok. 3 tygodni. Wydawało się, że powoli łapie i pierwsza czynność po wyjściu na dwór to od razu było siku. Od dwóch dni nie.. Prawie sika pod drzwiami, szybko zakładam obrożę, wychodzę na dwór (mieszkam na parterze, zajmuje to ok. 30 s), wychodzę i nic. Mam wrażenie, że on w ogóle nie wie o co w spacerach chodzi. Podwórko stało się wielką przestrzenią, w której szuka jedzenia (! - swoją drogą jestem zdziwiona jak wiele resztek znajduje się na ziemi, skąd to się w ogóle bierze?). Wraca do domu i tu załatwia swoje potrzeby. Na dworze wszystko go rozprasza. Wystarczy, że po wyjściu usłyszy innego psa, albo zobaczy kogokolwiek i już wiem, że siku nie będzie. Z kupką trochę lepiej, ale nie powiem, że w domu tuż po przyjściu ze spaceru się nie zdarza. Po każdym załatwieniu potrzeby na dworze był chwalony, były smaczki, a mimo wszystko nie zrozumiał..
-
Ok, dziękuję za odpowiedź. Uspokoiło mnie, że póki co nie ma powodu do paniki ;) W tamtym roku kupiłam pieska przez Inernet (przyznam, że nie byłam świadoma całego procederu jaki wiąże się z handlem, a właściwie można to nazwać fabrykami dla zwierząt). Miał to być również West, ale piesek był z nami tylko przez dwa tygodnie.Podejrzewano u niego wiele chorób, w tym parwowirozę (której badania jednak nie potwierdziły). Mimo codziennych wizyt u weterynarza pieska nie udało się uratować. Piesek był z nami krótko, ale ból wynikający z patrzenia na to jak z tak małej istotki ucieka życie był ogromny. Jestem teraz tak przewrażliwiona, że jeśli cokolwiek wydaje mi się nie tak to od razu sprawdzam wszystkie możliwe opcje, wychodząc z założenia że lepiej zapobiegać niż leczyć :) Dam mu jeszcze czas :)
-
Witam, starałam się przeszukać internet w celu znalezienia odpowiedzi na moje pytanie, ale okazało się to niemożliwe :) Mam 4-miesięcznego Westa. Piesek jest już całkiem spory (oczywiście jak na swoją rasę - waży 4,5kg). Moje pytanie: jak nauczyć go wskakiwać na łóżko? Nie miałabym z tym żadnego problemu, wszystkie moje wcześniejsze pieski miały pełne prawo do korzystania z łóżka razem ze mną. Hunterek co prawda próbuje, ale w ogóle mu to nie wychodzi. Moim zdaniem obiera złą technikę. Opiera się przednimi łapkami o brzeg łóżka i szybko podskakuje na tylnych. Nie jest nawet bliski żeby się na łóżku znaleźć. Dzisiaj byłam z nim u weterynarza z innym problemem i Pani doktor bardzo się zdziwiła, że nie potrafi wskoczyć na to łóżko. Zauważyłam u niego ogólne trudności z wchodzeniem i ze schodzeniem z czegokolwiek. Zanim zaczął wchodzić i schodzić ze schodów minęło trochę czasu zanim się w ogóle przemógł. Mieszkam na parterze, mamy do pokonania raptem 6 schodów. Ale już się przekonał i schody nie stanowią dla niego problemu. Nigdy jednak nie wskakuje na jakieś podwyższenia, nie wejdzie np sam do samochodu ani z niego nie wyskoczy. Jeśli już znajduje się na łóżku to nigdy z niego nie zeskoczy. Obok łóżka stoi fotel, który właściwie nie jest niższy niż łóżko. Z łóżka przechodzi na fotel, mierzy się kilka minut do skoku i w końcu skacze wprost na swoją poduszkę do spania. Nie skacze przy tym jak większość znanych mi psów na przednie łapki, a jakoś tak sztywno i prosto na wszystkie cztery. Może ktoś mógłby mi doradzić jak nauczyć go wskakiwania i zeskakiwania z obiektów? :)
-
Caly czas daje mu to do zrozumienia. Caly czas jestem z nim. I u lekarza i w domu. Mowie do niego, pocieszam, patrze, usmiecham sie. Teraz zyje tylko dla niego! Zreszta cale moje zycie jest tylko dla niego. Zawsze powtarzalam ze kocham go najbardziej na swiecie. I bez niego nie umialabym zyc. Nie oddam go nikomu. Moj piesio zyje po to zeby byc razem z nami. W domku. Ja mysle ze on o tym wie. I ze ma ogromna wole zycie. Dlatego mimo tego cholerstwa co mu wycieli jest caly czas z nami!
-
Do piatku wynik powinien byc... Eh... Nawet o tym nie mysle i nie dopuszczam do siebie mysli ze cos moze byc nie tak.
-
I mimo ze widze ze moj piesio nie ma ochoty na spacerki czy jedzenie nie umiem przylozyc reki do tego zeby mi go zabrali.... Na zawsze...
-
Mam takie momenty kiedy wierze w to tak bardzo, ale czasem przychodza chwile zwatpienia. Teraz np moj piesek lezy wyciagniety na caly przedpokoj i czeka tylko na moment az nie bede patrzec, zeby lizac sobie szwy. Ale ja jestem czujna i mu na to nie pozwalam :) Mam takie bystre oczka, w ktorych teraz nie widze ani bolu ani cierpienia. Gdybym nie wiedziala co mu jest pomyslalabym ze najnormalniej w swiecie sobie odpoczywa. Tylko momenty kiedy wychodzimy do weterynarza, albo na dwor budza we mnie panike i strach. Czarus nie stawia uszek tak jak zawsze kiedy slyszy "spacer", a lezy caly czas w niezmienionej pozycji. Biore go na rece i serce mi peka bo wiem jak bardzo jest bezradny. Nigdy nie pozwalal brac sie na rece... Nie lubil tego. A teraz nie ma sily zeby z tym walczyc...
-
Mi wlasnie jedna wetka powiedziala ze on nie cierpi, bo nie piszczy, anie nie wyje. On sie po prostu czuje zmeczony i sobie spi. Ale weterynarz, ktory prowadzi jego leczenie, jak juz wspominalam to urodzony pesymista i jego zdaniem Czarus chyba sie meczy. Przy czym ja juz mu nie wierze w takich sprawach. Myslisz ze jest jeszcze szansa ze w koncu stanie na nogi o wlasnych silach?
-
Wyszlismy na dwor wczoraj wieczorkiem i dzis rano. Musialam go zniesc na trawe. Zrobil siusiu ale co mnie dziwi, nie umie jakby zachowac rownowagi. Idzie do przodu, ale stawia krzywo swoje lapki. Jakby nie umial zachowac koordynacji ruchowej. Z jedzonkiem dalej kiepsko. Nic nie chce jesc. Na razie daje mu paste Calo-pet i mam nadzieje ze apetyt sie pojawi. Moze moglby dostac jakis zastrzyk na apetyt? Boje sie ze go mecze. Ze to jest moj egoizm. Ze mimo ze moj piesio juz 4 dzien nie potrafi wstac, nie chce jesc, ani pic, ja samolubnie robie wszystko zeby tylko byl przy mnie... :(
-
No niestety nie udalo sie nakarmienie :( Nie chce jesc... :(
-
Jego lekarz to chyba urodzony pesymista! Ale ja wierze ze bedzie lepiej. Dzis jak wychodzilismy z lecznicy to postawilam go na trawe. Troche przeszedl i zrobil siusiu :) Jestem bardzo szczesliwa z tego powodu! Teraz ugotuje mu piers z kurczaka i sprobuje go nakarmic. Tak sie modle zeby bylo dobrze, bo bez mojej psinki nie umialabym zyc! Jak myslisz? Powinnam zabierac go na dwor zeby sobie choc minimalnie pochodzil? Tzn.na dwor oczywiscie znosilabym go na rekach. Wiem ze jeszcze wejde do lecznicy a Czarus bedzie szedl za mna, a nie jak zawsze u mnie na rekach! :D
-
[quote name='gusia0106']To, że śpi to normalne. Niech śpi. Jak najwięcej. Regeneruje się wtedy. A ma temperaturę? Załatwia się normalnie? Sam je? Miał już robione badania krwi po operacji? Variucho kroplówki po operacji dostawał chyba 6 dni. I też bardzo dużo spał.[/quote] Nie ma temperatury. Nawet jak siusia to nie wstaje. Jak pisalam nie je nic. Przy czym lekarz powiedzial ze na razie i tak by nie mogl. Dzis jade dopiero na 2 po operacji kroplowke. Badan krwi tez nie mial jeszcze robionych, ale jak juz pisalam, operacja byla w sobote. Tak sie cieszylam. wmowilam sobie ze jeszze tego samego dnia pojdziemy na spacer ;( wiem, ze niepotrzebnie..
-
Poznaje nas, ale czasem nawet glowy nie chce mu sie podniesc. Nic nie je, nic nie pije. Ale lekarz powiedzial ze z tym nie ma problemu, po to dostaje kroplowki. Boje sie najbardziej tego ze on nie wstaje ;(;(;(