O, miałam identyczną przygodę. My z Amado to w ogóle mieliśmy strasznego pecha z tymi 'rzepami'. Po każdym spacerze chociaż jeden się zaplątał :shake: To było straszne, dla niego stres, a dla mnie znowu to potworne wycinanie, najgorzej było, kiedy rzep zaplątał się we włoski na szyjce, ale udało - wyciełam. W tym samym dniu jechałam na pogrzeb, w związku z czym piesek został w domku - niestety, nie zobaczyłam jednego, jeden rzep zaplątał mu się w łapkę, dopiero jak przyszłam zobaczyłam połowę odgryzionej kulki... Piesek kaszlał, chrząkał, po chwili przestał. Uważnie go obserwowałam, żeby w poważniejszej chwili od razu kontaktować się z wetem - ale nic takiego nei było potrzebne, na szczęście nic się nie stało i sytuacja już nigdy się nie powtórzyła.