Witam,
Szczerze mówiąc czuje się z tym okropnie, ale potrzebuję rady :-(
Moja mama ma 14-letniego shi-tzu, który ma raka. Udało mi się ją raz namówić na operację, psu się faktycznie na pewien czas polepszyło, ale z badania histopatologicznego wyszło, ze jest to jakaś strasznie wredna carcinoma, która daje szybko przerzuty i nie idzie na chemię, i że trzeba będzie uśpić. Faktycznie, po dwóch miesiącach pojawił się bardzo szybko rosnący naciek na sutku (trzy zostały usunięte przedtem), tym razem drażący do jamy brzusznej, z naciekiem mięśni. Aktualnie pies jest w strasznym stanie - ma ogromny guz brzucha, wielkości melona, objawy neurologiczne (niedowład tylnej łapy), widać, że ma problemy z oddychaniem, jest strasznie słaby, prawdopodobnie ma przerzuty do jelit, bo robi kupy ze śluzem i krwią, a od 4 dni nic nie je. Nakarmiony na siłę wymiotuje, co chyba oznacza niedrożność jelit :-(.
Szczerze mówiąc, powinien zostać uśpiony jakieś 3 tygodnie temu, jak sie zaczął męczyć, ale... Moja mama bardzo cieżko przeżyła śmierć ojca, i wciąż nie doszła do siebie. Nie chce się zgodzić na zabranie go do weterynarza, pilnuje dniem i noca, przy próbie zabrania na siłę doszło do przepychanek i w końcu dałam za wygraną, bo co miałąm zrobić? Dać w pysk??
Mama twierdzi, ze pies chce żyć, a ona jest lekarzem i uważa, że pies też ma prawo do "godnej śmierci" (też mi "godna śmierć, nawet mu nic przeciwbólowego nie chce podać, skazuje go na powolną agonię :-( ).
Jakby to był obcy człowiek, sąsiad, zaalarmowałabym TOZ, ale to jest własna matka :-((. Nie chcę się z nią bić o psa, nie mam go jak wykraść z domu bez jej wiedzy, nie mam go jak zabrać do weterynarza. Nie wiem, co robić :-((. Zastanawiam się już, czy sama mu czegoś nie podać, żeby to juz zakończyć. Tylko co? Z niebezpiecznych specyfików w domu mam tylko tramal, isoptin i chyba jakiś potas w kapsułkach. Boję się, że go będzie bolało :-(
Nie chcę, żeby się męczył, a jednocześnie nie chcę narażac matki na kolejną traumę. Już i tak jest zdrowo walnięta i sama sobie ze sobą nie radzi :-(. Czuję się z tym wszystkim jak ostatnia szuja, ale nie mogę się po prostu przyglądać.
Poradźcie, co mam zrobić.