Nastąpił kolejny zaskakujący zwrot akcji. Odebrałam rano Zuzę od tymczasowej opiekuni i miałam wieczorem zawieźć do dt, ale w międzyczasie zadzwoniła osoba polecona przez znajomą. Tak więc od razu pojechałam na wizytę przedadopcyjną i Zuza została. Na razie na próbę (ustaliłam z dt, że w razie czego ją przyjmie). Potencjalna właścicielka zobowiązała się sunie wysterylizować, zgodziła się na wizyty poadopcyjne i została poinstruowana, że piesek nie będzie na razie zbyt wylewny i może napaskudzić, zniszczyć coś itd. Ponoć jest na to przygotowana, po sąsiedzku ma dziewczynę, która zajmuje się psami (niestety poza dogo), dziewczyna fajna, konkretna i widać, że ma pojęcie. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Po świętach jadę na wizytę poadopcyjną. Trzymajcie kciuki, żeby się udało. Sunia niestety nie jest w najlepszej kondycji psychicznej i może sprawiać problemy, ale trudno się dziwić, jeżeli pani, która była całym jej światem, nagle zniknęła...za to pojawiło się mnóstwo obcych ludzi i sytuacji. Oby to już było szczęśliwe zakończenie. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za pomoc, a teraz to już tylko kciuki, kciuki i jeszcze raz kciuki, bo niczego tak nie znoszę, jak nieudanych adopcji