A więc tak, we wigilię moja sunia zniknęła na 2 dni, nie wiem co się z nią działo ani gdzie była. Szukaliśmy jej wszędzie. W każdym razie po dwóch dniach wróciła. W niedzielę wieczorem odkryłam u niej kleszcza na uchu, jak zaczęłam ją przeglądać to no po prostu jest ich kilkadziesiąt, maluteńkich, chyba postać nimfy. :shake::shake::shake::shake::shake:Najwięcej ma ich pod pachą. Próbowałam je wyciągnąć, kilka się udało ale przyznam się, że one są tak małe, że ciężko je chwycić. W poniedziałek dzwoniłam do lecznicy i tu pan weterynarz powiedział żeby się zaopatrzyć w jakiś środek na kleszcze bo przecież jest ich za dużo żeby je wyciągać - bez komentarza.
W drugiej lecznicy zaaplikował jej frontline, a potem kazał założyć obrożę (ale dopiero jak jej się ranki od drapania zagoją). Zdziwiony był strasznie, że w grudniu można złapać ich tyle. Powiedział jeszcze żeby ją obserwować na wypadek babeszjozy. Mam tylko pytanie czy one "padną" na niej i trzeba będzie je wydzierać czy same się odczepią i wtedy padną? I jeszcze co w przypadku gdy martwe będzie trzeba wyciągać, a się nie da wcałości tylko części. One są takie malutkie, że z tym naprawdę jest problem.