Bardzo mi przykro ,zwlekałam z informacją o śmierci mojego kochanego Bombata.Odszedł tuż przed gwiazdką,wylew.Tak po prostu nagle się przewrócił w kuchni przy jedzeniu i za chwilkę wstał jak gdyby nic sie nie stało. Poleciałam z nim do weta ,trzy tyg walczyłam o jego życie niestety było tylko gorzej.w ciągu cztertech dni stracił po porażonej stronie słuch i wzrok. mózg mu wysiadał,przestał rozpoznawać otoczenie,ściany.śmierć miał straszną, był na ciężkich psychotropach.Przeżyłamjego odejście jak nigdy. U weta bez świadomości otoczenia walczył o życie,gryzł,wył i umierał.musiałam go trzymać żeby pomóc mu odejść.Przeżycie koszmarne,na siłe ale nie można było mu pomóc.mózg przestał działać.
Był bardzo dzielny, przezył koszmar w swoim życiu.Pozbierał sie po kilku operacjach ,prawdziwy czołg. Niestety <3
Bombat dzień przed śmiercią, na lekach. I takim go zapamiętajmy.