Bardzo proszę o poradę. Nie wiem co mam robić. Otóż, prawie 2 tyg temu pies sąsiada (bullowato-podobny) pogryzł mojego psa.:placz: Wezwałam policje, która sporządziła notatkę, do sąsiadów sie nie dopukała. Efekt jest taki, że mój pies jest w trakcie leczenia, ma szwy na uchu (wewnątrz i na zewnątrz) i trochę obrażeń głowy. Pies - agresor czasem nadal biega luzem bez kagańca. Ja boje sie wychodzić z moim psem. Niestety prawdopodobieństwo, że sytuacja sie powtórzy jest duże. Właściciel jest przedstawicielem marginesu społecznego, który wychował psa poprzez krzyk i bicie. Byłam u niego następnego dnia po tym zdarzeniu, powiedziałam, że będzie musiał zwrócić mi koszty leczenia. Niby wykazał (a raczej jego żona) zrozumienie i nie powiedział "nie", ale do końca leczenia jeszcze trochę. Ucho nie goi sie ładnie. Założyłam sobie, że jeśli nie zapłacą, zgłoszę to u dzielnicowego. Mandat i sąd grodzki murowany. Ale sprawy to nie rozwiązuje. Pies jak był, tak jest. Nie ma u nas takiego prawa, które umożliwia zabranie zwierzęcia właścicielowi w takim wypadku, ani wydania zakazu posiadania. Jeśli macie podobne doświadczenia, powiedzcie, co można zrobić. Czy jakakolwiek instytucja w Polsce jest w stanie zaradzić coś w takiej sytuacji? Gdyby ten pies pogryzł człowieka, byłaby afera, ale jak pogryzł (nie zagryzł przecież...) psa??
Będę wdzięczna za wszelkie opinie. Pozdrawiam.