Witajcie,
jestem z Wawy. Dziś byłam - przejazdem - na pogrzebie w Janowcu (pod Częstochową). Na stypie, podczas rozmowy z rodziną męża, jedna z ciotek zaczęła pakować jedzenie do worka. Oczywiście zaraz zapytałam po co. Okazało się, że przyjechała do Janowca na pogrzeb, a wczoraj była w Biskupicach przejazdem u znajomych. Jest tam we wsi bezdomny, wygłodniały pies. Tamtejsi poganiają go kamieniami, że ma chyba ubitą łapkę. Mówili jej, że on nie przyjdzie bo dziki etc. ale on jest taki głodny, że przychodzi od razu. I podobno sympatyczna psina. Ktoś mu niby jakąś budę w lesie złożył, ale tam jakiś wygwizdów, a psa nikt nie karmi. Podobno bida straszna. Ona miała przed powrotem do siebie, podjechać tam i dać mu jeszcze jeść. Czy ktoś może mieszka niedaleko? Czy może jakoś pomóc? Dowiedzieć się etc.?:-(