Byl z nami prawie 10 lat.
Smialismy sie z bratem ostatnio, ze niedlugo mu trzeba urzadzic porzadna impreze z mega tortem miesnym...
I nie zdarzylismy...
Prawdopodobnie potracil go samochod...
Dokladnie nie wiem, ostatni rok mieszkal w naszym domu rodzinnym tylko z nasza babcia. Reszta rodziny rozjechala sie po swiecie, jak w wielu rodzinach to teraz w Polsce bywa.
Wszystko przez mieszkajaca nieopodal ciotke, "przyjaciela rodziny". Niby to rodzina, ale nie chce tu o niej pisac...brak mi slow.
Co do naszego Czakusia, zawsze mielismy z nia "na pienku". Bo to ta durna "zyczliwosc", co by tylko najwiecej zrobic innym na zlosc.
Czaki mial "dziwna" przypadlosc...notorycznie podbiegal do samochodow i je oszczekiwal...jak to raz zobaczylam to az zamarlam.
Z tego glownie powodu trzymalismy go zawsze w domu, ewentualnie na ogrodzie na dlugiej smyczy, spacjalnie do tego celu poszukiwanej i szczesliwie zakupionej...
A "zyczliwa"...co rusz wpadala "w odwiedzinki" i wypuszczala go "na wolnosc", bo przeciez "ma ograniczone pole do zycia", "jest mu zle", "meczymy go tak"... no i tym razem tez go wypuscila... :(
Babcia nie protestowala, nie mam do niej o to zalu, starsza kobieta, moze nie miala na to sily..?
Mam wielki zal do tej wielce "zyczliwej" ciotki, za to do czego doprowadzila...prosze, strzezcie sie takich osob, podejzewam ze jest ich wiecej, nie ona jedna...:( teraz siedze i placze...
Babcia sobie nie moze znalezc miejsca, obwinia sie ze mogla nie pozwolic na puszczenie...ja mysle ze nic by nie osiagnela...
Nie ma juz z nami naszego kochanego wariata, Czakiego, mam nadzieje ze uda mi sie tu wstawic jego fotki... a ma ich tak wiele :(
Jak bede w stanie, napisze o nim cos wiecej, byl...jest tego wart, przynajmniej tak o nim nikt nie zapomni...
Asia.