Witam, wszystkie koty są w dobrych rękach - myślę, że p.S szlag trafi.
Podobno ma jej nie być od kwietnia, trochę obawiam się naszego kolejnego spotkania.
Miała jeszcze pojechać trikolorka Czita - oswojona koteczka, która lubiła przesiadywać na górze, blisko ludzi- niestety w międzyczasie zagryzły ją psy.
Ktoś tam czegoś nie domknął, ktoś czegoś nie usłyszał.
P.Stefa strasznie zbiła za to psy - pewnie lała każdego, który się jej nawinął, bo przecież nie była przy tym zdarzeniu.
Wszystkie zwierzaki mają tam przerąbane.:-(
Kiedy czekałam na ludzi z Warszawy przyszedł jakiś facet po szczeniaka, zapłacił 40zł za maluszka - dorwałam go i prosiłam, żeby zaraz poszedł z nim do weta, że piesek jest jeszcze maleńki, żeby uważał - nie wiem, czy się przejął.
Za chwilę podjechało małżeństwo i zabrali krótkowłosą sukę - Dianę, taką czarną, podpalaną - p.Ala zastanawiała się, czy im ją wydać, bo nie chcieli zapłacić stówy, tylko najwyżej 50zł - ponieważ było to przy mnie i ludziach z Warszawy, a my chyba wytrzeszczaliśmy oczy ze zdumienia, to w końcu im ją oddała.
Ale wiecie, co jest najgorsze - ja nie widzę, po tych ludziach, którzy tam wchodzą, żeby byli zdruzgotani widokiem schroniska, chodzą sobie, zaglądają, uśmiechają się, pokazują pieski.
Weterynarz, który tam się zjawił, aby kotom zrobić testy na FIP i białaczkę(załatwione przez Rzeszów, a przywiezione z Warszawy) - widział je pierwszy raz w życiu i z rozbrajającą szczerością stwierdził, że będzie miał problem z wkłuciem się w kota, aby pobrać krew. No, ale jak sam podkreślał - jest w Orzechowcach dopiero od miesiąca. Najwyraźniej nie miał wcześniej do czynienia ze zwierzętami, ale co tam, do schronu nada się w sam raz.
Koty pojechały z testami do Jamnika w Rzeszowie i tam dopiero im je zrobiono.
Nie cierpię tych ludzi i tego miejsca.
Nie zostawiajcie tych psiaków, nie poddawajcie się. Pozdrawiam.