Jump to content
Dogomania

jubu

Members
  • Posts

    184
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Biography
    mężem ajlii
  • Location
    Koluszkach
  • Interests
    szczuuuuryy!!!
  • Occupation
    mało ambitny...

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

jubu's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Jadę już 23-ciego w niedzielę.
  2. [quote name='Hałabajówka']Domek z ogródkiem z pieskiem 12 letnim, bardzo mi się dla Soni podoba ;) Transport potrzebny na ok 10 marca...nic nie znalazłam niestety ;([/QUOTE] Szkoda, że nie wczesniej. Za kilka dni będę "w okolicy". Dało by się urwać 1/4 kosztów przejazdu.
  3. [h=5]Przekazuję info o Baltisiu zamiast Zuzlikowej, która ma awarię laptopa. Baltazarek jest już po operacji. Jest ok, wybudza się. Guz śledziony został usunięty, był duży (wg usg 8 cm - 6 na zewnątrz i 2 cm w śledzionie), nie jednorodny i grożący rozpadem. Wcześniejsze usg serca wykluczyło możliwość że guz w śledzionie jest przerzutem. Najbardziej obawialiśmy się wszyscy, że po otworzeniu jamy brzusznej Baltisia chirurg ujrzy guzy nowotworowe na innych organach i wtedy decyzja byłaby trudna... ale była zgoda na niewybudzanie psa. Wiemy że są zmiany na jednym płacie wątroby, z uwagi na niski hematokryt nie mogły być dziś zoperowane. Napewno Balti będzie leczony. Krew nie była przetaczana, wg lekarzy Baltiś jest stabilny - a transfuzja osłabia jednak odporność. Na wszelki wypadek przy Baltim jest nadal sunia-dawca. Balti do wieczora zostanie w lecznicy.[/h]
  4. [quote name='ewu']Żeby Jubu go zawiózł, strasznie się denerwuję...[/QUOTE] Nie będę się upierał żeby malucha wozić... fanie będzie jeśli znajdzie DOM!
  5. Już mogę pisać... Zatem opowiem w kilku zdaniach. Biorąc pod uwagę możliwości Klaudus__ i Jamora w dziedzinie wydania i odbioru psiaka, wyruszyłem po Aramisa kilka minut po 3 rano. Byłem w Pszczynie przed 6-tą. Aramis chętnie wyszedł z Klaudus__ z boksu. Od razu widać było, że coś wyczuwał... Nie chciał odstąpić "swojej Pani" ani na krok. Skakał i łasił się na przemian. W końcu po krótkich namowach sam wsiadł do samochodu. Przypieliśmy Go. Długie pożegnanie... i w drogę. (O kilometrowym korku spowodowanych wypadkiem nie ma co wspominać... o konwoju policyjnym blokującym drogę nr 1 też nie... o robotach drogowych tym bardziej...) Aramis jechał spokojnie jak na te warunki drogowe. Nie szczekał, nie płakał. Czasem tylko wyglądał w moją stronę w nadziei, że Go uwolnię z wpinki którą był zabezpieczony. W hotelu u Jamora byliśmy kilkanaście minut po 12-tej. Bez problemów udało się Aramisa wypiąć i wyprowadzić z samochodu. Zaraz zrobił siusiu na trawnik i przez Jamora został zaprowadzony do nowego mieszkania. W sumie, (tak jak dyktowało mi doświadczenie), Aramis po zmianie otoczenia zachowywał się spokojnie i bezkonfliktowo. Ręce i nogi mam całe. Ucierpiał tylko pas bezpieczeństwa którym Aramis zainteresował się jeszcze w Pszczynie - nowa zabawka? :)
  6. [quote name='Maciek777']Z chihuahua bym go nie zostawił;)[/QUOTE] Kilka miesięcy temu, kilkukilowa kruszynka - sunia ratlerka spacyfikowała całe nasze stado. Bez problemu sprowadzała do parteru ponad 35-cio kg mixa borzoja (może i mniejszy od Sama, ale wzrostowo kawał chłopa)...
  7. To ja już chyba nic nie będę pisał... Miło mi było poznać Sama.
  8. No i pojechała... Troszkę się zasiedziałem w Psanatorium (pozdrawiam gorąco), dlatego pojechała nieco później niż planowałem. Po kłopotach z wsiadaniem do samochodu i kilku minutach skarżenia się, jechała bardzo spokojnie. Rozkopała i poukładała po swojemu posłanie... wyglądała przez okna... czasem coś do mnie pogadała... Mimo kilku propozycji - wody nie chciała. Było troszkę obaw czy nie zwymiotuje po drodze śniadania - ale nic takiego. O 22 była w nowym domu. Przekazałem Ją nowemu Panu i Pani. W pierwszej chwili była nieco zdenerwowana i przestaszona (a kto by nie był?) ale po kilku minutach wyszła z nową Panią na smyczy przed dom (ogrodzony teren). Udzieliłem jeszcze kilku rad i pojechałem dalej.
  9. Odpisałem Dżdżowniś PW. Dla mnie koszt (ruszam z okolic Łodzi) to jakieś 480-500 zł. I 500 to "chyba, raczej, napewno" kwota maxymalna.
  10. Stary Piernik strasznie się rozpuścił! Wczorajszy wieczór (tak około 23): połaził po ogródku... przyszedł, zajżał do miski, pogrzebał w niej, zjadł nieco... poszedł do ogrodu. Za chwilę wrócił, zjadł troszkę, połozył się... po chwili jęki... Jęki... JĘKI... MARUDZENIE!!! Myslę sobie - "może coś mu się stało? może wstać nie może? albo krzywo się połozył i tym bardziej nie może wstać? albo coś Go boli?". Poszedłem do Niego. Zapaliłem światło. Na mój widok jęczenie natychmiast ustało, zerwał się, przydreptał i oparł chlerny łep o kolano... kazał się głaskac! Towarzystwa mu brak! Cholerna dziadyga! 3 rano - jęczenie "na siku". Wrócił za kilka minut. (Ja chyc z powrotem do łóżka.) Poszedł grzebać i (napewno z premedytacją) jeździć metalową miską po "kafelkowej" podłodze. Zjadł... poszedł na poduszkę i zaczął jęczeć! 3:30 - jęczy... wstałem... poszedłem do Niego... ucieszył się! Q^#%#&%#^!!!! Wiązanka pomogła. Poszedł spać. O 7:40 wypuszczałem psy do ogródka. Bochnar tylko łypnął na mnie jednym okiem... i śpi dalej. Nie przeszkadza mu nawet wnusia Lenka...
  11. hmm... w zasadzie, to Sam od godziny 14 (mniej więcej....) w nowym domu. :) Pozdrowienia dla Sama!
  12. Szczegóły transportu już dogadene. Sam ruszy w dalszą podróż w poniedziałek około 7 rano i przed południem powinien być za Wrocławiem.
  13. Pisałem już wcześniej do anja2201 PW. Momo przejechał całą drogę bardzo spokojnie. Wygrzebał się tylko o kocyka i ułożył wygodniej. Nie sikał i nie wymiotował. Czekając w lecznicy w Lublinie wykazywał wielki spokój i grzecznie dawał się oglądać Panu Doktorowi (który żółtaczkę zdiagnozował od pierwszego wejzenia - podejżewał, że jest to wynik urazów w wypadku). Cała lecznica (włączając w to personel) robi bardzo dobre, profesjonalne wrażenie. Mam nadzieję, że lubelscy weci będą mogli temy miłemu burkowi pomóc. Z całej siły trzymam za Momo kciuki.
×
×
  • Create New...