Jump to content
Dogomania

OlkoLolka

Members
  • Posts

    20
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by OlkoLolka

  1. Całkowicie rozumiem Twoją niecierpliwość NadziejaA:) Sama jak "odbijałam" mojego Lolcia (kotka parotygodniowego całe 400gram) od pseudochodowcy, który chciał go "opchnąć" (jak to sam ujął) zimą pod TESCO, a ja nie miałam przy sobie grosza, żeby go zabrać już w tej chwili, myślałam,że oszaleję! Nie spałam, nie jadłam... w rezultacie wykopałam spod ziemii potrzebną kwotę, skombinowałam wyprawkę i po 3 dniach, które były wiecznością miałam tę małą kruszynkę u siebie - dziś kruszynek Lolek ma przeszło 1,5 roku i waży 6kg:)... także jeśli ta dana czworołapna istotka zapadnie w serce to wiem, że można zdziałać cuda, by móc ją tylko do tego serca przytulić:) To dobrze, że myślisz już teraz o wszystkim (m.in. opieka weterynaryjna dla Werci i sterylka), to bardzo ważne. By wszystko było przemyślane do końca i nie na ostatnią chwilę. A z transportem na pewno coś się uda. Może chociaż kawałek drogi będziecie mogli podjechać w stronę Werci, moze jacyś znajomi? (pomyśl na spokojnie), może szybciej niż sądzisz znajdzie się transport całkowity z dogo (pieniążki rzecz nabyta, życie i ciepły kąt Werci - bezcenne.) Tylko taka prywatna mała prośba ode mnie (może biernego, ale wiernego łazika po wątkach bidulinek każdego dnia), aby Twoja decyzja o zaadoptowaniu Werci była przemyślana w 1000%. Nie kieruj się namowami dogomaniaczek na starszego pieska, czy rodziny na szczeniaczka. Kieruj się przede wszystkim sercem ...ale na spółkę z rozsądkiem. Bo tylko prawdziwa miłość do tego właśnie zwierzaka - w tym wypadku Werci - a nie innego sprawia, że cała rodzina jest szczęśliwa i każda trudność jest do pokonania! Powodzenia! Mysia,Olcio & Lolcio
  2. Witam serdecznie! Od samego początku obserwuję bacznie wątek Weruni i zastanawiam się nad jednym. Jeśli dom NadziejaA po wizycie przedadopcyjnej okazałby się tym NAJLEPSIEJSZYM DOMKIEM dla Weruni bez dwóch zdań. Czy sterylka niuni nie może być przeprowadzona już u NadziejaA, a po prostu do czasu sterylki (1-3m-ce) na pewno wspólnymi siłami udałoby się zebrać potrzebne pieniążki, by wspomóc nowy domek w opłaceniu zabiegu??? NadziejaA mogłaby się też zorientować jakie są ceny sterylki u niej, jacy weci, może by się jej udało załatwić tańszy zabieg (jeśli już ma się SKARB w postaci psiaka, to pomysły jak działać by działać jak najlepiej same przychodzą i staje się na głowie by zrobić to co potrzeba dla pełnego szczęścia jednego z domowników - a przynajmniej tak zakładam). Tym sposobem i Wercia miałaby szybko domek, i NadziejaA nie uschła z niecierpliwości, a zakładam, że jest odpowiedzialną osobą i jakiekolwiek niedopatrzenia bądź odwlekanie zabiegu sterylki nie wchodzi w grę. Bo jeśli zaś chodzi o transport, to uważam, że zorganizowanie transportu powinno już leżeć po stronie nowego domku, skoro tak bardzo cierpliwość się kurczy i chciałoby się, żeby Wercia była jak najszybciej (przynajmniej takie jest moje podejście...) Ot...głośno myślę... Cieplutkie głaski dla Weruni i mocne kciukasy za jak najsłuszniejszą decyzję NadziejaA:)
  3. Obserwowałam wątek Lolci od samego początku i BARDZO BARDZO się cieszę, że Lolcia wreszcie jest w swoim jedynym, wymarzonym i takim "swoim" szczęśliwym domku!:) Jednakże powracając do chudości Loli, to ona DEFINITYWNIE jest zagłodzona i nie dziwi mnie wcale fakt, że niunia rzucała się za każdym razem na jedzenie. "Garść" suchej karmy to zjada dorosły kot na raz...nie mówiąc o aktywnym, średnim i zdrowym piesku, który potrzebuje siły i energii. Ogólnie uważam, że choć RM na pewno ma ogromne serce dla zwierząt i uratowała życie Lolci dając jej DT, nie jest najlepszym domem zastępczym dla piesków z wielu znanych tu przyczyn. DT to jest maxymalna odpowiedzialność, znacznie większa często niż ta którą sprawujemy za swojego zwierzaka. Maxymalna odpowiedzialność, opieka, często liczne wyżeczenia, problemy i trudności, które trzeba przezwyciężyć. Dlatego też nieliczne osoby zgłaszają się do bycia DT, wiedząc jak wiele trzeba zaoferować. RM niejednokrotnie zraziła mnie, miedzy innymi właśnie tym ograniczeniem Loli jedzenia, bo przecież zabrudzi jej marmurowe podłogi (ogólnie chyba remontem i wysoki standardem całego domu RM zdąrzyła się pochwalić na łamach wątku Lolci więcej razy niż samą Lolcią),marudzeniem przy wizycie u weta, bo był taki czy owaki przez telefon, nie kupieniem Loli antybiotyków, bo niby byli na ulicy na której była apteka ale przecież szukania zbyt dużo, swoim podejściem od strony finansowej, jak i poświęconą uwagą Loli, zgubieniem Gacka, puszczaniem Loli bez smyczy i obróżki, a ostateczn zakup smyczki już w ogóle mnie rozbroił. Ja również jestem wdzięczna RM za uratowanie Loli życia, bo sama nie mogę wziąć żadnego zwierzaka do siebie na DT...ale właśnie dlatego, że nie mam ku temu 100% warunków i możliwości poświęcenia się bardziej niż dotychczas. RM powinna mieć tylko swoje pieski, do których ma całkiem inne podejście niż do tymczasa. Albo wymarzonego rasowca, który nie rysuje i nie kupczy na marmury. Na szczęście Lolsonek już grzeję dooopinkę u P. Eli i miejmy nadzieję, że tylko patrzeć jak nabierze ciałka i słodko się do nas uśmiechnie na foteczkach z nowego domku:) Szczęścia kochana Lolciu:) p.s. możecie pisać co chcecie, komentować, osądzać lub zbanować mnie za moją wypowiedzieć. Po prostu mam prawo powiedzieć to co myślę i jaki był mój odbiór, niejednokrotnych wypowiedzi RM i jej działań. Pozdrawiam.
  4. Obserwuję wątek Pysia od samego początku, ponieważ zabił mi się ten piesio w serce jak mało który. Nie odzywałam się do tej pory, bo nie jestem zwolenniczką samego hopania. Wolę pomagać "namacalnie". Ale to co zrobiła C.V. mnie po prostu PRZEROSŁO i zmusiło do odzewu! Życzę C.V. z całego psio i kocio-lubnego serca, żeby ją w życiu ktoś potraktował równie bezdusznie, pierfidnie i nieodpowiedzialnie z pełną świadomością swego czynu!!! W życiu nie widziałam tak nieodpowiedzialnej osoby i aż jest mi żal...że na kogoś takiego wyrasta "młode pokolenie". Jako osoba na co dzień obcująca z prawem, postaram się zrobić wszystko by znaleźć podstawy nie tylko faktyczne, ale prawne do tego by poniosła odpowiedzialność za to co zrobiła (bo nie wierzę, w alergię babci, gniew rodziców, miłość do Pysia i wszystkie inne tego typu bzdury, jak pewnie większość z was)! Na początek jednak jestem za jak najszybszym potraktowaniem jej "czarnymi kwiatkami"!!! Ufam całym sercem, że piesio jaki się odnalazł w schronisku to Pysiulek, który już niedługo trafi do swojego wymarzonego domu (mam nadzieję, że przefiltrowanego na wskroś, z pełnymi namiarami i umową) i zapomni o tym strasznym epizodzie z jego życia. A Ty Paulinko NIE OBWINIAJ się!!! Zrobiłaś bardzo dużo, a na pewno chciałaś jeszcze więcej przede wszystkim dobrego dla Pysia. NIe Twoją jest winą, że ludzie potrafią być tak nieodpowiedzialni i w dodatku skzetnie to maskować! Teraz najważniejszy jest powrót Pysiolka - całego i zdrowego. 3mam mocno mocno kciuki za Was dziewczyny i za Pysia. P.S. Proszę wybaczcie moje emocje i wydźwięk powyższej treści, ale po historii Xanta już mi nerwy puściły...a z drugiej strony, milczeniem zgadzamy się z tym co ma miejsce. Ja się nie zgadzam!
  5. Świetnie! Oby jakiś kocurek się ucieszył:) napisałam Ci PW.
  6. Cześć Dziewczyny:) Przepraszam, że ja tak troszkę nie na temat;) ale myślę, że chociaż taka moja mini pomoc może się przydać jakiejś kocince, a wy zapewne znacie ich zdecydowanie więcej niż ja... Mianowicie mam do oddania 2 małe puszeczki Hills'a, witaminki Gimpetu multiwitamina i na sierść (niestety nie w oryginalnych opakowaniach, ponieważ przesypałam je do plastikowego pojemniczka) oraz karmę Royal Canin Young Male 1,5 kg dla wykastrowanych kocurków od zabiegu do 7 lat. Mogłabym te rzeczy przekazać komuś w Legionowie lub w Wawie (tak, tu myślę Fonuś o Tobie, mam nadzieję, że się nie obrazisz), a wy może wiecie komu akurat by się przydały. Z góry dziękuję za odpowiedź, a Makumberskowi za użyczenie wątku;)
  7. Zwykle tylko "cichaczem" zakradam się na wątek Makumbersa,żeby z zapartym tchem poczytać o jej nowych przygodach i o przygodach innych koteczków. Jednakże, jako szczęśliwa (najszczęśliwsza!) ciotka Olcia z 5-raczków, po odejściu Muchomorka, nie mogę powiedzieć, że się nie denerwuję - wręcz przeciwnie - denerwuję się bardzo o mojego dzieciaczka i jego zdrowie. Ale uważam to samo co było powiedziane już powyżej. Każdy kotek ma w sobie mniejsze lub większe wirusiska (w tym FIP, FIV czy jak to cholerstwo tam zwał), ale 95% kotków, żyje z nimi przez długie,długie lata zdrowo i wesoło.I ja w to wierzę. Wierzę, że zarówno moj kochany Olcio jak i reszta rodzeństwa są i będą zdrowi i szczęśliwi:) A Tobie Fonuś chyba już poraz setny od wczoraj powtarzam - nie wolno Ci się obwiniać za nic! Niestety czasem los chce inaczej niż my i musimy się z tym pogodzić. A Ty masz przestać płakać! I dalej nieść serduszko innym kotowatym bidulkom. Ścisma Cię mocno (wici z wizyty u Lolcia prześlę Ci na PW) I na koniec oczywiście pozdrowienia dla szalonego Makumbersa i jej kolegi:d Muchomorciu słonko, jesteś już szczęśliwym kotkiem [*]
  8. Ehehehe;) Mój dzidziol Oluś vel Miluś, którego również mi się dostało od Fony (i chwała jej za to!!!) za możliwość pluskania się w wodzie dałby się pokroić! Skoki do pełnej wanny? poezja dla Milusiowego futerka :d Smarowanie sobie łepka i łapek pianą z wanny? mmmm, pyszota! Lizanie mokrej wanny? raj dla języczka:) A już brodzenie w wodzie, ew. w paście do zębów...no nie ma nic wspanialszego:) Także kocurki od Fony chyba już mają w sobie słabość do wody, ehehehe;)
  9. [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Dziewczyny, obserwując setki wątków, w wielu biorąc czynny udział (choć na dogo od niedawna..niestety:()tyle, że z „ukrycia” (jestem zwolenniczką działania, aniżeli mówienia...) i dochodzę do wniosku, że ciężko jest tu strasznie o obiektywizm. Zawsze jest jedna strona, która wynosi na piedestał i druga, która strzępi sobie na kimś język. Przecież nie o to tu chodzi!! Bo zwierzaczkom wcale, a wcale to nie pomaga.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Ja również wypowiedziałam swoje negatywne zdanie na temat oddania Króweczki do schroniska. Ale to nie znaczy, że w jakikolwiek sposób potępiam DIF i najchętniej zmiotłabym ją z powierzchni ziemii. W żadnym wypadku!!! I właśnie to musicie zacząć rozgraniczać. To ,że ktoś wypowiada swoje zdanie na temat danej sytuacji, nie znaczy że ma jakieś ogólne ale do człowieka.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]DIF bezapelacyjnie jest jedną z najlepszych osób na dogo, wiele robi, zazwyczaj wie co robi i robi to bardzo dobrze. We wszystko co robi dla piesiów wkłada całe serce i temu nikt nie zaprzeczy. Ale własnie....czasem trzeba kierować się też zdrowym rozsądkiem.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Któraś z was pisała, że równie dobrze DIF mogła zostawić psa na ulicy na pastwę losu i koniec. Ze skrajności w skrajność. To nie chodzi o to, żeby zwierzaka zostawić bez pomocy, ale udzielić jej w takim stopniu w jakim możemy.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]DIF nie od wczoraj ma męża, pracę, dzieci, inne zwierzęta potrzebujące uwagi i opieki. Na pewno nie z chwili na chwilę mąż DIF nagle dostał olśnienia, że od tego i tego dnia nie akceptuje większej ilości zwierząt w domu i nie wytrzyma w tym wszystkim! I z tym DIF powinna liczyć się wcześniej, nie po fakcie przygarnięcia Krówki.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Wiedząc to wszystko, odrazu mogła przekazać Krówcię do EMIR. I na pewno nikt nie uznałby tego jako w ogóle brak serca DIF i pozbycie się kłopotu, bo wszyscy tutaj znają DIF i wiedzą jaka jest. Znając warunki, swojego męża, multum obowiązków musiała liczyć się z tym, że może w końcu zrodzić się problem.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Myślę, że większość tutaj burzy się na to, że nagle bogu ducha winna Krówcia ze wspaniałych warunków będzie musiała trafić w te całkiem nienajfajniejsze. Bo zwykle tutaj walczy się o to by ta kolejność była odwrotna.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Ale to nie znaczy, że ktokolwiek chce się pastwić teraz nad DIF, sprawić jej przykrość i zdołować. Po prostu ja mam nadzieję, że DIF ta sytuacja czegoś nauczy i nie będzie robiła czegoś ponad swoje możliwości i granice akceptowalne przez domowników.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Także uważam, że dalsze rzucanie ognistymi emotkami, i kaśliwymi uwagami, możemy zachować dla siebie, bo tak naprawdę wszyscy mamy jeden cel – DOBRO KRÓWKI!!!! I wierzę, że ten cel na pewno będzie osiągnięty!!! Z wielkim udziałem DIF – którego nikt nie zaneguje![/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Osobiście bardzo bym prosiła o wiadomość na PW z kontaktem telefonicznym do DIF. Ogłosiłam Krówcię wszem i wobec gdzie tylko mogłam, i jeśli by znalazł się domek dla Krówci chciałabym mieć z DIF szybki kontakt, a niestety bywa, że czasem przez dłuższy czas nie mogę być obecna na dogo. Z góry wielkie dzięki.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]„DIF nie smuć się, nie załamuj! I przede wszystkim bierz pod uwagę dobro swojej całej rodzinki! BO to że kierujesz się dobrem Krówki jest wiadome wszystkim. Wyciągnij wnioski z tej życiowej lekcji i dalej czyń dobro najlepiej jak umiesz...[/SIZE][/FONT]
  10. Jeśli wolno mi wyrazić swoje zdanie, ja również uważam, że schron dla Króweńki to najgorsze co może być. Z regóły walka tutaj sprowadza się do tego by pieskom polepszać warunki, a nie odwrotnie. Rozumiem sytuację i decyzję DIF. Z drugiej zaś strony podkreślam (nie tylko na tym wątku), że piesio zabrany na tymczas, to nie jest miś podkradziony koleżance, którego jak nam się znudzi po dwóch tygodniach możemy odnieść spowrotem. Podejmując decyzję o domku tymczasowym dla psinki, trzeba zakładać wszystkie możliwości - chorobę pieska, przeciągający się pobyt na tymczasie (jedne pieski znajdują domek po 2 dniach inne po pół roku), trudności z pogodzeniem własnego stadka z tymczasowiczem. Wszyscy się cieszą jak znajduje się tu na dogo ktoś, kto pod wpływem emocji i namawiania bierze psiaka do siebie...ale potem kiedy rodzi się taka sytuacja jak u DIF, już nie jest wcale tak fajnie i nie ma lasy rąk do poratowania sytuacji DIF i przede wszystkim...Króweńki! Z domem czy tymczasowym czy stałym podarowanym bidzie jest jak z miłością - nie wystarczy kochać, trzeba umieć kochać mądrze i ze wszystkimi konsekwencjami idącymi za tym uczuciem!!!! Proszę o tym pamiętać! Mam nadzieję, że moja wypowiedź jest jasna i zrozumiała. Nie oceniam tu w żadnym wypadku DIF! Tylko sytuacje jaka zainstaniała (nie tylko tutaj). Ufam, że Króweczka znajdzie domek nim skończy się jej czas odliczany w DT i nie będzie musiała zderzyć się z koszmarem schroniska. DIF...może warto jeszcze raz wszystko przemyśleć, przedyskutować...czasem warto coś poświęcić za cenę życia takiej biduśki jak Krówcia....kwestia tego czy możemy i co poświęcić...ale na to musisz odpowiedzieć sobie sama. Ja ze swojej strony przesłałam zdjęcia Króweńki i opis do wszystkich których znam - wszędzie! Mam nadzieję, że domek znajdzie się na czas. Pozdrawiam
  11. [FONT=Times New Roman]p. Edytko kochana! Mimo odejścia P. Włodka i całego bólu, gniewu, bezradności, rozpraczy jakie ono za sobą niesie....niech nigdy nie opuści Pani zachwyt, który zmusza do dzielenia. Niech nigdy nie braknie ludzi, którzy Pani wszystko to co niezrozumiałe wskażą i wytłumaczą. Unaocznią sens... I żeby Pani ciągle było mało życia.... proszę nie przestawać iść. Niech czas nie przynosi nudy i monotonii. Niech codzienność nie ciąży rutyną. Przecież nie wiadomo, kiedy pojawi się kolejny zakręt. Oby Pani krok z czasem stawał się coraz lżejszy, a przy Pani boku pojawiali się coraz wierniejsi przyjaciele. Proszę nie pozwolić by cierpienie Panią przerastało. Niech smutek napełnia mądrością, a nie trwogą, aby żal – który jest nieodzowny – umacniał, a nie odbierał siły; aby uczył jak zatrzymać najcenniejsze, a nie uświadamiał stratę... [/FONT] [FONT=Times New Roman]Proszę nigdy nie gasić marzeń, waszych wspólnych marzeń tylko dlatego, że wydają się teraz nierealne. Niech wciąż będzie więcej tego, co można zacząć, niż tego, co właśnie się kończy. Proszę nie zaczynać nigdy przestawać – nie przestawać nigdy zaczynać! Nigdy!!! Tego zapewne chciałby dla Pani Pan Włodek...który będzie z Panią ZAWSZE...tylko troszeczkę dalej, niż zwykle....[/FONT] [FONT=Times New Roman]z wyrazami współczucia Olkololka:([/FONT]
  12. ........ p.s. cała reszta, którą chciałam Wam przekazać jest na pw...:)
  13. Och boziu! Biedny kociulek!Całe szczęście, że znalazł się dla niego domek, zarówno tymczasowy jak i stały! Wyobrażam sobie jak się biedaczysko musi czuć:(...ale już niedługo, niedługo!:) Ze swojej strony wiercę dziury w brzuchu mojemu znajomemu z Krakowa (żeby zechciał zająć się transportem Cofika:) ) narazie idzie ciężko, ale nie poddam się żeby nie wiem co (a znajomy wie jaką jestem kociarą i że łatwo się mnie nie pozbędzie, chyba że cały plan okarze się nie wykonalny). Jak coś się uda wtedy odrazu będę pisać i prosić o dokładne namiary. A narazie mocno mocno trzymam kciuki za Cofika!!!!- nie dawaj się kotusio, jeszcze troszkę i znowu zaświeci Ci słonko!:)
  14. Wafelek! W żadnym wypadku nie chciałam, ani nie przeszło mi nawet przez myśl, żeby urazić czy skrytykować Klementynkę! Wypowiedziałam tylko swoje zdanie na temat usypiania zwierząt i oddawania do schronu (do tego każdy człowiek ma prawo). Bezspornym jest, że Klementynka się stara najlepiej jak może i bezapelacyjnie pomaga suni! W to nie wątpię! I dzięki jej za to z całego serca! Uważam po prostu, że decydując się na udzielenie pomocy (na tymczas czy też na stałe) każdy musi się liczyć z jej konsekwencjami. Niestety:( człowiek nie jest w stanie przewidzieć charakteru i zachowań psa, kota czy innego stworzenia. I to jest właśnie to ryzyko, z którym należy się liczyć...i może też właśnie dlatego tak mało jest osób, które chcą się zdecydować na przygarnięcie tej czy innej bidy...a Ci co chcą, są już na tyle zapsieni lub zakoceni, że nie mają takiej możliwości :( Ja ze swojej strony jak już pisałam wcześniej, przedstawiam psinkę z jak najlepszej strony KAŻDEMU! desepracko chcąc znaleźć jej dom. Tylko większość słysząc o "aktywności" i "gadatliwości" psinki boi się podjąć tak wielką odpowiedzialność, właśnie dlatego by nie daj boże, kiedykolwiek musieć borykać się z problemem ponownego oddania małej....dwie osoby wciąż się zastanawiają. Także podkreślam, moja wypowiedzieć nijak nie miała krytykować KLementynki!!! I też robię wszystko co mogę, żeby znaleźć dom dla biduli! To jednak nie zmienia faktu, że dla mnie schronisko zawsze było, jest i będzie piekłem:( Z góry przepraszam wszystkich, którzy nie daj boże, poczują się urażeni moją wypowiedzią. I wciąż mam nadzieję, że znajdzie się prawdziwy i kochający dom dla "gadającej pięknotki":) i dalej będę robiła wszystko co w mojej mocy by ten dom się znalazł...niestety nie jestem cudotwórcą i nie mogę nikogo zmusić do przyjęcia nowego członka rodziny....niestety:(:(:(
  15. Ja wszystko rozumiem. Rozumiem jakie wiele może być problemów z Fruzią (jak z każdą żywą istotką!). Rozumiem, że czasem granica cierpliwości i wytrzymałości zaczyna się naciągać coraz bardziej i bardziej....ale mimo wszystko mam nadzieję, że ta "straszna" i ostateczna data, jest bardziej motorem mobilizującym i mającycm zwrócić uwagę aniżeli stanem faktycznym??? Przecież nie można starać się, pomagać, dawać nadzieję, ciepełko, miłość...DOM, a potem z jednym dniem przekreślić wszystko....to jest jeszcze gorsze niż pozostawienie suńki bez opieki :( nie można tak po prostu ot tak, z datą 29 lutego odebrać jej życia lub rzucić do z nieba do "piekła" - bo czymś takim właśnie jest schronisko:(:(:( Ja ze swojej strony ogłaszam wszem i wobec psinkę!!! Chyba nie ma osoby, która jeszcze by o niej ode mnie nie słyszała i mam nadzieję, że jednak zdarzy się cud i pięknotka dostanie swój jedyny i niepowtarzalny domek. Klementynko nie poddawaj się!!! I wracaj szybciutko do zdrowia!
  16. Typowa kobitka:) hihihih, wiedziałam, że komuś na pewno się spodobają;)
  17. Witam wszystkich serdecznie! Jestem na dogo nową osobą, stąd mój nick może wam nic nie mówić. Jednakże od przeszło pół roku każdego dnia śledzę znajdujące się tu wątki, często te ze szczęśliwymi zakończeniami, ale jeszcze częściej te wyciskające łzy z oczu i powodujące niezwykły żal w sercu, pustkę i szaleńczą bezradność... Dziś trafiłam na wątek Bernisia. Na pewno to co się stało z Bernim jest czymś strasznym, bo sama śmierć jest najgorszym co może nas spotkać w życiu...jest końcem wszystkiego...tu na ziemii...bo mocno wierzę w to, że jest gdzieś ten drugi, szczęśliwszy świat, do którego z czasem trafi każdy z nas, by żyć na nowo, jeszcze raz – mocniej, piękniej, szcześliwiej. Przeczytałam dokładnie wszystkie wasze wypowiedzi, zarówno te oceniające p. Magdę negatywnie (delikatnie mówiąc) jak i te próbujące ją w jakikolwiek usprawiedliwiać. Ja zaś uważam (mimo tego, że jestem całkowitą zwolenniczką ratowania do ostatniej chwili, każdej istoty żyjącej – pieska, kotka, człowieka czy ptaka. Sama walczyłam o nie jedną istotę, i też z niejedną śmiercią musiałam się pogodzić – zarówno najbliższych osób, jak i kochanych czworonogów...i wiem, że jest to coś na co nigdy nie jesteśmy w stanie się przyszykować, nastawić, z czym jesteśmy się w stanie pogodzić...) mimo wszystko, że dalsze roztrząsanie problemu „morderstwa czy konieczności” nie ma najmniejszego sensu. Wiadomo, że całą sprawę trzeba wyjaśnić od początku do końca, od pierwszego badania do ostatniej kropki w dokumentach weterynaryjnych. Ale wiem, że tego już nikt lepiej nie dopilnuje jak DIF i jeśli tylko wszystko będzie wiedziała na pewno nas o tym poinformuje. A teraz...teraz Berniś w konsekwencji ww. czynów jest już w swoim lepszym, szczęśliwym i wiecznym świecie z innymi bidulkami. Teraz my...mamy do wyboru tysiące wątków nieszczęśliwych istotek, na które możemy wejść z ogromną chęcią i nadzieją, że będziemy w stanie pomóc. Teraz...nie jesteśmy w stanie zmienić przeszłości, możemy tylko zająć się teraźniejszością i wykorzystać w niej najlepiej jak się da wszelkie wskazówki i nauczki, jakie wskazało nam odejście Berniego. Teraz...właśnie. Teraz mamy do wyboru – dalej przekomarzać się, denerwować, nienawidzić i oceniać...nie zmieniając tym nic. Czy też pomodlić się w CISZY za Bernisia, dać p. Magdzie w CISZY szansę na wyjaśnienie i w CISZY, skupić się na pomocy innym bidom....których czeka całe mnóstwo!!! Bernisia losu już nie odmienimy, ale zawsze będzie on w naszych sercach, w najcieplejszych myślach. Ale możemy odmienić los tych, ktorzy tylko czekają, że nasze oczy i mysli skierują się może na nich i dostaną „dom”.... Ja osobiście mam ogromną nadzieję, że wszystko się wyjaśni! I wszystko co gorzkie i złe pójdzie w zapomnienie, zostanie w pamięci tylko Berniś. A mogę się założyć, że zarówno p. Magda, jak i DIF...czy każdy z nas tutaj (młody, stary, rasowy dogomaniak, czy raczkujący użytkownik) i tak już swoje przeżył czytając tą historię. Ci co powinni ponoszą swoją karę, inni po prostu czują olbrzymi smutek, który sam się musi ukoić....i wzajemnie nakręcanie się, wkurzanie, obwinianie czy dobijanie, nie ma sensu....a Berniś chyba by nawet tego nie chciał. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
  18. Tak,tak, właśnie o tego. Serdecznie dziękuję:) I z całego serca życzę, aby przeprowadzka Gizmusia przebiegła pomyślnie, szybciutko i bezboleśnie...wierzę, że domek do którego trafi będzie już jego ostatnim domkiem...najlepszym domkiem!!!:) 3mam mocno kciuki!
  19. Witam! Poszukuję wątku o pieseczku, który miał rozdwojoną jedną łapkę, obecnie po operacji, w DT u jednej dziewczyny. Jeśli ktoś może mi pomóc, będę bardzo,bardzo zobowiązana. Dziękuję!
  20. Witam! Od samego początku śledzę wątek Gizmusia, gdyż tak jak wszystkim tutaj, jego obraz wyrył mi się w serduszku jak żaden inny. Po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi, również jestem za tym żeby piesio został w Polsce. Absolutnie nie chcę tu oceniać warunków jakie czekają go w Niemczech, bardzo możliwe, że będą idealne. Jednakże mimo wszystko, zawsze lepiej jak "nasz" Gizuś będzie dalej pod "naszym okiem". Tu na miejscu (tzn. w kraju) na pewno będzie łatwiejszy kontakt z nowym domkiem, łatwiejszy dostęp do informacji i jego dalszych losach i szybka możliwość pomocy każdego rodzaju. A przy tym uważam, jak część moich poprzedniczek, że bariera językowa nie jest trudnością tylko dla ludzi, ale również dla zwierząt. Dla Gizmula tym większą, gdyż maluch nie widzi...w kontakcie z człowiekiem opiera się wyłącznie na dotyku i ...słuchu! Nie zapominajmy o tym.... A jeśli chodzi o stronę zdrowotną, również uważam, że mimo tego jaka decyzja zapadnie w sprawie Gizma (wyjazd, czy pozostanie w kraju) wizyta u dr Garncarza byłaby wskazanym i bardzo dobrym pomysłem. Sama swego czasu korzystałam z jego pomocy dla mojego pupila i wiem, że potrafi zdziałać cuda. I na pewno nie zaszkodzi Gizmulowi, a może bardzo pomóc.... Trzymam całym sercem kciuki za Gizma i wiem, że trafi do najwsapnialszego domku na świecie, takiego na jaki zasługuje:) Pozdrawiam
×
×
  • Create New...