Cześć i czołem :)
To mój pierwszy post i być może ostatni, ale temat mi się spodobał...
Jestem właścicielką dalmatyńczyka - drugiego w życiu i drugiego po przejściach. Oba były niewychowane potwornie i strasznie nieznośne z racji tychże przejść, co nie zmiania faktu, ze kochane.
W ogóle jak zobaczyłam Varysa pierwszy raz, 14 lutego 2005 to aż złapałam za ramię mojego chłopaka - bo normalnie, inkarnacja Sroki. Tylko wyższy i chudszy (nigdy w życiu nie widziałam tak chudego psa!). Niesamowicie podobny układ cętek, to samo ucho czarne, oczy z białymi rzęsami na czarnym tle, linia małych kropek na pysku i coś w rodzaju kwiatka na tyłku.
Dalmatyńczyki się śmieją, zębami, na przywitanie. Niesamowita sprawa. Varys poza tym tak śmiesznie powarkuje, a zdarza mu się szczeknąć.
Uwielbiają się tarzać. Przy czym Sroka się z lubością tarzała w rzeczach śmierdzących, a Varysowi zdarza się to rzadko i raczej przypadkiem - mam wrażenie że usiłuje sobie zdjąć kaganiec i o to w tym chodzi.
Nienawidzą kąpieli - w wannie, bo w rzece jak najbardziej. chociaż Varys się wyraźnie brzydził wody przez pierwszy rok.
Są straszliwymi pieszczochami.
Varys mruczy jak zasypia - i wymaga żeby go przykrywać na noc, taki rytuał. Zostało z czasów jak do nas przyjechał i był w strasznym stanie. Teraz po wieczornym wyjściu na siusiu kładzie się w legowisku i łypie - należy go wtedy przykryć i otulić, a on mruczy. Strasznie mnie to rozczula.
Jedzenie wszystkiego co wpadnie im pod pysk, kradzieże jedzenia i żebranie - ale w przypadku moich piesów to cecha nabyta myślę.
I to głośne ziewanie, takie lekko histeryczne nawet - zawsze myślałam ze to z nerwów, albo coś. Odbywa się kiedy stoję przy drzwiach i zakładam buty/kurtkę, a pies nie jest pewien czy wychodzę sama, czy z nim.