Jump to content
Dogomania

Hancia

New members
  • Posts

    1
  • Joined

  • Last visited

Hancia's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Limka.....biedula leżąca w schroniskowym boksie, potrzebująca przytulenia, nie miała nawet siły by sie ruszyć, zrezygnowana, tych oczek nigdy nie zapomnę.....jej widok mnie zamurował, trudno było powstrzymać łzy...cóż mogłam zrobić. Pojechałam tego dnia do schroniska zupełnie pod wpływem impulsu ale pewnie tak miało być, sama nie wiele mogłam ale wiedziałam że ktoś inny może pomóc tej mordzie i tak też się stało. Tak zaczęła się moja przygoda z Limką choć wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Na drugi dzień zadzwonił telefon,jakaś kobieta mówi o psach a ja nie wiem o co chodzi nie dopuszcza mnie do głosu tylko pyta czy mogę pojechac do schroniska i zrobić pare zdjęć- to była Gonia_P. Wsiadłam w samochód i pojechałam najpierw do Goni a potem do schroniska. I tak poznałam Anioła od psiaków i nie tylko.... Mineło pare dni,nie wiedziałam co dalej się dzieje.A boksio siedział mi w głowie i co i zadzwoniła Gonia że Limke trzeba wyciągnąć ze schroniska i zawieść do kliniki, ja nie zastanawiają się i nikomu nic nie mówiąc znikłam z pracy na 3 godziny i pojechałam.Limka była tak wygłupiona,przy tym tak smutna,wsiadła bardzo chętnie do samochodu, na przednim siedzeniu była bardzo widoczna i podziwiana przez innych kierowców:loveu: Zastanawiam sie teraz kto był bardziej zdenerwowany ja czy Limka, dla mnie wszystko to było nowe, nie miałam pojecia gdzie jest klinika ale jechałam, psiak był teraz najważniejszy!!! Jak wszyscy wiecie Limka przeszła operacje miała ogromnego guza, usunięto jej śledzione, wykonano badania, powoli wracała do sił. Gonia i Aga usilnie szukały dla Limki domu, było ciężko,znalazł się domek tymczasowy huuuuurrrrrraaaa. I znów przypadkiem miałam to szczęście i wraz z Gonią, Karolą i Donvitem odwieźliśmy Limkę do Leny. Lena niesamowicie opiekuńcza kobieta, dbała o nią jak o dziecko, spacerki,wizyty u weta, lekarstwa, smakołyki i co najważniejsze miłość, ciepły kąt, przytulanki, drapanko, zabaweczki i w końcu Limka zaczeła się uśmiechać.Jej czas u Leny niestety dobiegał końca, domku nie było widać....z Leną bardzo się związały, Limka znów poczuła że człowiek może byc dobry i dać jej szczęście. I nie mogło być inaczej... Limka trafiła do mojego domku. Biedactwo znów nie wiadziało co sie dzieje, nie dość ze zmieniła miejsce to jeszcze właściciela, który wcześnie rano wychodzi do pracy i wraca późno, jedyne co miała to swój kocyk, kołderke i wielkie legowisko od cioci Agi:). Poranki były najgorsze nie zdążyłysmy nigdy sie sobą nacieszyć, zaraz po spacerku wychodziłam do pracy, póżniej pałeczke przejmowała Gonia, codziennie w południe przyjeżdżała i zabierała Limke na długie spacery, świata poza sobą nie widziały, z Gonią ciągle na łączach jak dwie wariatki, życie kręciło sie wokół Limy. Wiecie ile to radości dawało widzieć jak ten psiak z każdym dniem się zmienia,cieszy kiedy wracasz, kręci dupką, daje całusy.... Z czasem Limka po spacerkach zaczeła z Goncią wracać do jej domku skąd codziennie ją odbierałam, radziłyśmy sobie jak tylko mogłyśmy, w zasadzie mozna powiedzieć ze u mnie Limka tylko sypiała, większośc czasu spędzała z Gonią, jak wracałysmy do domu nie opuszcała mnie z poczatku na krok, śledziła każdy mój ruch, pamietam że nawet jak szłam sie kompać Limka musiała być ze mną, myśle że sie bała ze znów ktoś ją zostawi, miała dośc samotności, potrzebowała miłości , po paru dniach było lepiej znów się przyzwyczajała, z resztą tak jak ja, ale przy mojej pracy i obecnej sytuacji posiadanie psa na stałe byłoby tylko męczarnią dla zwierzaka. I tak nam leciały dni, spokojne że Limka ma póki co własny kącik,a poszukiwania domku trawały. Niestety od początku można powiedziec że los nam nie sprzyjał do końca, było zbyt dobrze, ludzie potrafia być okrutni, co niektórym nie podobało się to że Limka płacze czasami gdy jest sama w domku, a jej tylko było smutno...niestety nie mogła zostać ze mną dłużej, mieszkanie w którym mieszkam wynajmuje i niestety na pewne rzeczy nie miałam wpływu. To był dramat, miałam wrażenia że cały świat dowiedział się o Limce, dziewczyny postawiły wszystkich na nogi, dom dla Limki był pilnie potrzebny, czas leciał nieubłaganie jak by szybciej niż zwykle, brakowało juz pomysłów, Gonia była załamana....... Ale jednak nad Limką ktoś czuwał.........cuda się zdarzają i tym cudem okazał sie Mateusz!!!!!!!!!!!!!Pamiętam że Mateusz spóźniał się na pierwsze spotkanie z Limką, Gonia siedziała w pokoju i palila papierosa za papierosem, ja nie potrafiłam usiedzieć na miejscu, ciągle chodziłam do kuchni i wypatrywałam go przez okno i w końcu wypatrzyłam..... W drzwiach stanął młody chłopak zafascynowany Limką, jeszcze jej nie widział ale juz wiedział ze wróci z nią do domu, Gonia nie miała żadnych wątpliwości, Mateusz zabrał Limke na spacer a my szalałyśmy z radości. Mateusz nie miał tak łatwo, Gonia już o to zadbała, biedny chłopak został prześwietlony ,ale był twardy nie dał się hi hi hi. Odwiozłam Limke do jej nowego domku, nie było to łatwe ale przecież jechała do domu........po długiej drodze otworzyły się dla niej drzwi do raju, nie miał łatwego życia ten pies. Limka była niesamowitym psem, grzecznym, łagodnym, nic tylko tulić , kochać i całować, nie robiła żadnych problemów, na spacerkach kochana, lekarstwa pieknie przyjmowała, u weta anioł, taki pies to.....brak słów.Razem z Matim tworzyli piękny duet, to na niego czekała, to on miał być jej Panem, to ona z nim miała witać kolejny dzień, chodzć na spcerki i cieszyć każdą wspólna chwilą, to siebie nawzajem tak długo szukali. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to żeby zrozumieć odejscie Limki po tak cięzkim losie i tak krótkim czasie z Matim, nic nie dzieje się przypadkiem. Jeden pies spowodował że drogi wielu róznych ludzi z różnych środowisk spotkały się, zobaczcie czego ten pies nas nauczył, ile ludzi o niego walczyło-jak chcemy to potrafimy-JEDEN PIES.Miłości psa nie da się opisać i nie da się z niczym porównać, tego trzeba doświadczyć!!! Boli bardzo boli że jej nie ma, ale nie była sama, odeszła bedąc bardzo kochana, wiele miłości dała innym i wiele jej dostała, Mateusz bardzo cierpi, nie cierpi już Limka, tak to juz jest..... Nie macie pojęcia ile zawdzięczam LIMCE odmieniła moje życie w najtrudniejszym momencie,bo dzięki niej poznałam mojego Anioła Stróża, obie z Limką doświaczyłyśmy co znaczy zły człowiek, obie wiele zawdzieczamy Goni,nic nie dzieje się przypadkiem......Mateusz przywróciłeś Limce wiare w człowieka w to że potrafi być on najlepszym przyjacielem psiaka!!! Gonia przywróciła mi wiare w człowieka, póki co w jednego!DZIĘKUJE. LIMKA śpij słodko.
×
×
  • Create New...