Zapomniałam napisać, że byłam u Rudziaczka w sobotę, i dobrze nie było. To znaczy, mała była bardzo wystraszona, dużo bardziej niż ostatnio. Gdy podchodziłam na 5 metrów, od razu wycofywała się na parking. Przyniosłam jej parówy, nawet nie tknęła. Podjęłam 3 próby podejścia do niej, potem odpuściłam, coby Rudzi zbytnio nie stresować. Nie wiem, w czym tkwi diabeł: może za rzadko jest odwiedzana, może zostało jej to po przedsylwestrowym łapaniu... Nie wiem. W każdym razie jutro lub w niedzielę znowu postaram się do niej podjechać.