Moja Betunia (wyżeł) ma 13,5, jest po przeprowadzonej 1,5 roku temu operacji wycięcia nowotworu (sutki).
Ma od pewnego czasu słaby słuch. Trzeba mówić do niej głośno i z bliska. Na oczach zaćma, jednak wetka odradziła nam operowanie, ponieważ - mając nadal doskonały węch - zupełnie dobrze sobie radzi.
Przytulaśna była od dziecka, a teraz już nie ma mowy, żeby zasnęła na swoim posłaniu. Pakuje się do łóżka, pod kołdrę, przytula się i śpi do rana.
Zachowuje wciąż niezłą kondycję i na spacerach chętnie bawi się z psami, pod warunkiem, że są to nieduże pieski. Te większe, które wcześniej ignorowała, teraz budzą w niej wyraźny lęk. Przytula się do mnie i udaje, że ich nie widzi.
Jednak zauważyłam, że kiedy biegnie w radosnych podskokach, zdarza jej się potknąć, zarówno na przednią, jak i na tylną nogę. Dwa razy nawet się przewróciła. Strasznie się potem wstydzi, zupełnie jakby zrobiła coś złego.
W naszym domu zawsze były przynajmniej 2 koty, i tu relacje między zwierzakami się nie zmieniły, są przyjazne i bawią się razem. :lol:
Natomiast zupełnie nową cechą jest to, że moja panna zaczęła na starość bezczelnie kraść. :lol: Kradnie kotom jedzenie, mimo że jest strategicznie ustawione na parapecie. Bacznie obserwuje kuchnię i co paręnaście minut sprawdza, czy nie pojawiło się coś, co można świsnąć.
Chętnie bym jej na to pozwoliła, niechby sobie poużywała. Ale niestety, jej system trawienny jest po licznych kuracjach antybiotykowych tak spaskudzony, że po nieodpowiedniej potrawie strasznie choruje. Pilnujemy jej więc jak oka w głowie.