Ja po prostu tam nie jeżdżę. Mój pobyt skupia się wtedy na dożywianiu tych biedactw, a potem wracam "zrypana" psychicznie, z myślami, co z nimi będzie, czy znajdzie się ktoś następny kto rzuci coś im do jedzenia. Tak było w Hiszpanii, Chorwacji. To jest okropne, gdy człowiek nie może im pomóc poza tym dokarmianiem przez tydzień czy dwa.