witam! pisze w sprawie suni z pożaru, która w końcu udalo sie nam zlapać...
nie wiem co mam zrobic! zadzwonil dziś do mnie jej "wlaściciel" po blisko miesiącu od tragedii...na moej pytanie, jak to sie stalo odpowiedzial,że wyjechal do tarnowa zostawiając psa koledze, który mial szczeniaka od niej (ten drugi piesek, który nie przezyl)...mówił, że sunia to jego najlepszy przyjaciel, że nie odstępują sięna krok od 3 lat, i ze gdyby mu nie zalezało, żeby wróciła do niego to by nie dzwonił...ale, zostawil psa na caly miesiąc u kolegi, pytalam kto był pytac o psy w strazy - powiedzial,ze pewnie wlaśnie ten kolega i ze nie ma z nim kontaktu, pytałam dlaczego dopiero teraz sie odzywa- powiedzial,ze o niczym nie wiedział, że teraz dopiero wrócił i znajomi mu powiedzieli, że sa ogloszenia...powiedzialam,ze sunie trzeba wysterylizowac, i że ja pokryje koszty - odpowiedział,ze w żadnym wypaku, bo on ma chetnych na maluchy od niej (podobno ma 3 lata, i już 3 razy miała młode)...
no i tak! psa nie oddam, ale nie wiem jak mu o tym powiedziec...jemu podono zalezy, może być przywiązany do tej suni...nigdy nie byłam w takiej sytuacji...jak to rozwiązać...najnormalniej w świecie mam cykora....