Pierwsza operacja - miala byc niewinna, wyciecie ot cala filozofia - nie mialo byc powiklan i tez nie było. Zagoiło sie - pies zniosł to super.
Połtora miesiaca temu pies stal sie osowialy, nie jadl, mial biegunke, wymioty -> weterynarz -> wyrok : rak od sledziony , ogromny
niecałe 10% szans na podjecie sie wyciecia tego po otwarciu psa, ewentualna operacja dzien pozniej, zostawiamy, otwieramy i ewentualnie wycinamy(ale mala szansa ze w ogóle da sie) a jezeli byloby tragicznie to srodoperacyjne uspienie... noc - wielki dylemat , co zrobic , co lepsze, jak postapic, mama sie bała - ona nie chciala decydować, wiec ja doszlam do wniosku,ze wszystko albo nic -> operacja -> wyciecie choc wyrok, ze juz nerki sa zajete -> decyzja czy wybudzac psa -> zdecydowalismy sie wybudzic i wet powiedzial,ze tez by tak postąpił ( swoja droga trafilam na swietnych weterynarzy, ktorzy walczyli do konca o psa) , pies sie czul dobrze, zaczał jesc ! sukces bo po operacji wazył 20 kg a powinien ok.40
trwalo to ok.2 tyg. jeszcze w miedzy czasie mial zapalenie zoladka, podawalam mu zastrzyki, bo nie chcialam go stresowac wizytami u weta, ale mialo byc dobrze, nerki byly sprawne, wyniki troszke przekroczone ale pozniej juz zaczely opadać (mocznik i kreatynina), potem pies zaczal sie izolowac, nie jadl, tylko pił, jedzenie wciskałam mu na siłe, on wypluwał, probowalam wszystkiego-> gotowany kurczak,ryz,rosolek chudy,sloiczki dla dzieci, puszka dla szczeniaków -> nic:( sprowrotem do weterynarza choc juz przez droge i cala noc plakałam bo wiedzialam z czym to sie prawd. wiążę -> u wet. decyzja zrobienia badań -> lekarka powiedziala,ze domysla sie ze to nerki przestaly pracować ale wszyscy chcielismy byc pewni - nawet ona -> czekanie na wyniki, spacerowalam z psem, chciał być silny, chciał sie bawić i gonic kamyki, ale sie potykał , wywracał:(( ale widzialam w jego oczach, ze chce pokazac ze jest silna,że da rade ! słonce zaczelo swiecic-myslalam : "bedzie dobrze,musi być" powrót do kliniki-lzy w oczach mamy :( , wyniki tragiczne , góra 3-5 dni zycia psa w wielkich meczarniach, decyzja - usypiamy, byłam do konca,musiałam, chciałam, widziałam w oczach smutek, potem ją lekarka zabrała, niestety nie dane mi było ją pochować -> nie mam warunków :(