Jump to content
Dogomania

doram

Members
  • Posts

    22
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by doram

  1. W każdym razie chyba schronisko to byłby już najgorszy wyrok. Znajoma powiedziala, że jak będą odwidzac rodzinę na wsi dowiozą karmę o będą odwiedzac Bruna - przynajmniej bedzie na dworzu - "oby nie do bólu". Pozdrawiam
  2. Dzięki za zainteresowanie ale zanjoma poinformowała mnie, że Bruno został oddany do dalszej rodziny na wieś do domu z ogródkiem. Pytałam sie, czy nie do budy - ale zapewniła mnie, że nie. Tak więc mam nadzieję, że piesek trafił lepiej. Pozdrawiam Dorota i bardzo, bardzo dziekuję Pani Karolinie za założenie wątku.
  3. Pozdrowienia dla całej Rodzinki - u mnie po szczepieniu przeciw grypie przez 3 tygodnie walczyłam nie wiem z czym a teraz odrabiam zaległości w robocie ale myślę o Was często i specjalne czochranko dla Tintusi - Pa :kiss_2:
  4. Filmik z pieskami super. Tina ładnie bawi się z Daizi czego nie było, kiedy byliśmy na wiosnę na wspólym spacerku. Wtedy Tina robiła wrażenie wycofanej, a teraz to wspólne baraszkowanie sprawia wyraźnie obydwu radość. Ogonek cały czas wyraża jej zadowolenie i poczucie bezpieczeństwa. Bardzo ładna wypowiedź o tym, jak relacje ze zwierzęciem, jego doświadczenia przekładają się na nasze relacje ze światem, z ludźmi. Jak zwykle mogę tylko napisać - jak dobrze, że Tina ma tak cudowny domek z cudowną Pancią. Pozdawiam Gwiazdeczki :B-fly:
  5. No tak - ja tu dzwonię - człek przyziemny do telewizyjnej gwiazdeczki - to już wszystko jasne. Niedługo w terminarz przyjdzie się z wyprzedzeniem zapisać. :razz: A tak na prawdę to gratulacje i w telwizor będę się gapiła, że ho! ho! A spacerek nie zając - nie ucieknie, jak takie ważne rzeczy się wyrabiają. Kochane dziewczyny :multi: A może i inne pieski na tym skorzystają :lol:. Brawo dla każdego, bo ten psi los to często ciężki.
  6. Spacerek mam nadzieję, że nadrobię w tym tygodniu. Co do Tintusiowego tycia to zapewne efekt sterylizacji - ponoć suczki po tym zabiegu są bardziej łakome i mają tendencję do tycia. Ale są chyba karmy dla suk po sterylizacji - są mniej kaloryczne a wypełniają wiecznie głodny brzuszek. Dodatkowo taki apetyt zapewne świadczy o dobrym samopoczuciu. A może jej puścić programy z psią modą żeby panienka po spojrzeniu w lustereczko doszła sama do wniosku, że już więcej ciałka to niekoniecznie :razz:. Pozdrawiam - Pa!
  7. No ja już się szykluję, ale plany na bieżący tydzień ustalają się w poniedziałek więc dam znać, bo już nie mogą się doczekać poczochrania Tintusiowego futerka. Co prawda, mam w związku z Tinką wiele znaków zapytania - czy mogło być inczej??? - ale jak czytam Twoje posty, to jestem pewna , że trafiła do swojego i najlepszego domiku. Zadzwonię, jak tylko będę mogła - PA!
  8. No i znowu zbliża się jesień. W ubiegłym roku dla Tiny oznaczała ona rozstanie z kolejnym domem i początek tułaczki po hotelach, zimne boksy i samotność. Tak się cieszę, że nie grozi już jej zimno, tułaczka i bezpańskość. Ma swoją Pancię, domek, koleżankę do psot i kaloryfer do grzania w zimne dni i noce. Jej historia znalazła tak szczęśliwe zkończenie. Dziękuje w jej i swoim imieniu Damito.:loveu:
  9. No i jak dziewczyny po powrocie do domku? Grzeczne?
  10. No to gratulacje - takie wakacje: Tinka najpierw opisana w gazecie "Metro", potem nad morzem ho! ho! Jak to się panience powodzi :klacz:. A wszystko dzięki kochanej Panci. No i super, że mamusi też się Tineczka spodobała. Kochane psisko i kochana rodzinka - czy to podlega klonowaniu! :iloveyou:
  11. Miałam nadzieję, że skłonności niszczycielskie Daizy miną, ale to jednak młody pies więc miejmy nadzieję na poprawę.To napewno ogromny kłopot. Twojej miłości staczy dla dwojga, a pieski nauczą się dzielić - dobrze, że Tina wykazuje się większą cierpliowością. Tak się cieszę, że Tina trafiła właśnie do Ciebie. :lol::lol::lol:. Pozdrawiam serdecznie całe stadko -Pa:multi:
  12. Trzymam kciukiza udany wyjazd. Dla Tiny mam nadzieję,że będzie to miły wyjazd - Pancia będzie miała więcej czasu na głasanko i spacerki. Podróż samochodem zawsze znosiła dobrze -była spokojna i grzeczna. Przy wsiadaniu czasem wymagała lekiej pomocy - ale bez paniki. No i fajnie,że Tinka trochę przytyła - apetyt świadczy o dobrym samopoczuciu. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze wieści. Pa!
  13. Właśnie udało mi się dopchać do internetu i cieszę się z postępów Tinusi. A jak walka o dominację - kto wygrywa - Daizy czy Tina, a może panienki się zaczęły zaprzyjaźniać? Już widzę to szczęście Tiny puszczonej na spacerku wolno bez smyczy - chyba jej tego bardzo brakowało. Bardzo serdecznie pozdrawiam "całe stadko" i czekam na dalsze wieści - Pa
  14. No w takim razie trzymam kciuki za Tinę, aby wypracowała swoją pozycję, choć może będzie jej trudno, bo jest w tym domku krócej i jest mniejsza - ale jeżeli już zaczęła czasem powarkiwać i bronić swojego, to duży plus. Daizy też zacznie dorastać i stanie się spokojniejsza. Tina rok temu gotowa była zamęczyć zabawą każdego psa, a na spacerkach trenowała sporty ekstremalne: puszczanie z Panci latawca. Teraz, jak widziałam ją spokojnie chodzącą na spacerku, to byłam mile zaskoczona. :crazyeye: Dla Tiny to co teraz ma - swój dom, Pancię do kochania - to inny świat. Przez tyle miesięcy była niczyja, zmieniała hotele. To dla niej największe szczęście.:loveu:
  15. Damita - ja zaglądam codziennie i bardzo się cieszę z postępów Tinusi. A jak relacje siostrzane - czy Deizi nadal zazdrosna, czy może już siostrzyczkę bardziej polubiła. No oczywiście nie mówię o łóżku, bo wtedy dla pampusi miejsca już by chyba zbrakło :evil_lol:. To cudownie, że Tinka może pobiegać na spacerkch, grzecznie wraca i pilnuje się stadka - chyba zaczarowałaś ją swoim ciepłem i podejściem. Trzymam kciuki za dalsze postępy. Do końca sierpnia będę miała tylko czasami dostęp do internetu, ale jak mi się uda to zadzwonię i dowiem się, co dalej, bo inaczej ciekawość mnie zeżre. A od września piszę się na wspólne spacerki . Bardzo, bardzo serecznie pozdrawiam i proszę o poczochranie Tintusiowego futerka. :hand: Dla Tiny jestś aniołem :lilangel:
  16. Damita - super, że Tinka lepiej funkcjonuje. Z tego co widziałam wie, gdzie jest jej "stadko" :cool3:. Co do planowanego wyjazdu, to jeżeli pomoże ktoś podczas wsiadania - bo to chyba najtrudniejsze, to powinno się udać. Cały czas będzie z Tobą - a to dla niej chyba najważniejsze. Jeździła już samochodem, autobusem, to i pociąg chyba jakoś zniesie. W podróży samochodem była spokojna. Można rozważyć danie poleconego przez weterynarza środka upokajającego, ale tego nigdy nie stosowałam. Może warto wziąć jej kocyk, żeby na miejscu wiedziała, gdzie jej miejsce do spania. U Ciebie w domu ma intymną kryjówkę i tam czuje się bezpiecznie. Z niecierpliwością czekam na dalsze wieści i pozdrawiam. Jak dobrze, że Tinka jest u Ciebie :multi:
  17. No i po wizycie. Biliśmy w nowym domku Tintusi a potem na wspólnym spacerku w lasku. Szkoda było rozstawać się - pani Basia jest niezwykle ciepła i Tina lepiej nie mogła trafić. Deizi jest bardzo energrtyczna - ma jeszcze szczenięce zachowania i nieco dominuje Tinę, jednak obydwa pieski nie przejawiają agresji i jak Pani Basia odeszła z Deizi na chwilkę ta zapiszczała za swoim "stadkiem" i pociągnęła mnie w tamtą stronę. Gdy pożegnaliśmy się odeszła nie oglądając sie za siebie - a przecież jest tam dopiero trzy tygodnie. Tina wydoroślała - jest spokojniejsza, mniej skłonna do zabawy za to do piszczoty zawsze chętna. Zrobiliśmy zdjęcia - przesłałam Pani Basi - ja wstawiać nie umiem - ale mam nadzieję, że ktoś to zrobi, aby pokazać Tinę w swoim nowym stałym domku. Jechaliśmy po wizycie samochodem a mi poleciały łzy wruszenia. Cieszę się :multi::eviltong:
  18. W czwartek umówiłam się a Panią Basią na wizytę u Tuntusi - oddamy jej piłeczkę, która czekała od tylu miesięcy. Niestety żadne z wielu zabawek, smyczka nie wróciły z hotelików, ale ukochana piłeczka czekała u nas i się doczekała :evil_lol:. Postaramy się zrobić zdjęcia Tiny i Daizy. Czekam z niecierpliwością do czwartku i jestem szczęśliwa, że Tina tak cudownie trafiła. Damita jesteś wielka, choć ponoć niewielka wzrostem:loveu:. Wyjdziemy razem na spacerek do lasku :Dog_run::Dog_run:z dwoma pieskami.
  19. Damita - a więc to rzeczywiście na Ciebie czekała Tinka - i było warto. Jej droga była długa - ale jednocześnie zapewne jakoś ją ukształtowała, doświadczyła. Oczy mi się moczą, gdy czytam Twoje posty. Tak bałam się o przyszłość Tintusi - teraz wiem, że lepiej trafić nie mogła. Dzięki za to jaka jesteś!:klacz: Czekam na dalsze wieści.
  20. :multi:O niczym innym nie marzę i jeżeli będzie możliwość to ją odwiedzimy, tym bardziej, że mam dla Tinusi ulubioną piłeczkę do oddania w nowym domku. Dziewczymy - podziwiam Was za to co robicie a szczególnie dziękuję Feli i Kindze, z którymi miałam największy kontakt. Nadal będę wspierała Wasze działania bo warto!:laola:Proszę tylko o szczegóły, gdzie można Tinusię odwiedzić.
  21. Witam – jestem pierwszą opiekunką Tiny (Pestki). Była u nas przez 3 miesiące. Straciliśmy po 13 latach jamnisię. Tina była na Tatarkiewicza po sterylizacji, ze śladem ogromnej rany przez całą łapę. Umówiliśmy się, że będziemy bezpłatnym domem tymczasowym, a jak się uda to zostanie u nas na zawsze. Nie udało się i nie mogę powiedzieć, że tylko z winy Tinusi. Ona nie była domowym psem i miała na pewno złe doświadczenia ze strony człowieka, bo panicznie bała się (głównie mężczyzn). Czyniła szybkie postępy i wydawało się, że to pies idealny – chodzi na smyczy, w domu reagowała na przywołanie, dawała się obsmyczyć, nie szczekała, cierpliwie czekała na spacerek (nawet rano), przestała niszczyć. Problem zaczął się, gdy zaczęliśmy wyjeżdżać na działkę. W samochodzie ładnie jechała. Tam zachwyt swobodą i niestety regres – nie chciała poza mną do nikogo podchodzić, zamknięta w domu zaczęła niszczyć, chociaż gdy przyjechaliśmy do Warszawy nie niszczyła. Ona chyba boi się zmian. My często wyjeżdżamy służbowo i zostawiamy pieska dziadkom – ale odmówili opieki nad Tiną, bo wiekowi już ludzie nie czuli się na siłach. Córka wyjechała na stałe do Londynu i zapadła bolesna decyzja o rozstaniu z Tinusią. Dalsze losy wpłynęły regresywne. Najpierw trafiła do rodziny na tydzień (mama + 3 dzieci w wieku młodzieńczym + chorobliwie zazdrosny ratlerek i mieszkanie 24 m) – super – chcieli ją oddać już następnego dnia bo za duża – nic nie mówili o niszczeniu. Oddali Tinę „na pniu” do pani z klatki – ciasne mieszkanie, zabawki (u nas wszystkie były dla niej do gryzienia). Pani początkowo była zachwycona Tiną – bo spokojna, łagodna do dziecka, cicha i czekająca cierpliwie na spacerek. Ale zostawiona sama zaczęła niszczyć. Po 2 tygodniach trafiła do hotelu „Dobry pies”. Byliśmy tam i wydaje mi się, że szkolenia to tam nie było. Pani Agnieszka ma super podejście, Tina jej słucha ale mówiła, że szkolenie będzie miało sens, gdy będzie uczestniczył docelowy właściciel. Tina jest tam jednak przez większość czasu ani z człowiekiem, ani z psem. Jesienią była w osobnym kojcu sama odgrodzona blachą od innych boksów. Teraz na zimę jest w zamkniętym boksie ogrzewanym bo na dwór i za mała i za chuda. Żyje od wypuszczenia na teren do wypuszczenia – wtedy ma towarzysza (a bliżej jej do psa niż do człowieka). Pozostały czas czeka, nudzi się i gryzie deski. Dlaczego piszę. Boję się, żeby do Tiny nie przylgnęło, że to pies bez nadziei. Myślę, że gdyby trafiła do domku z innym psem i o bardziej stabilnym trybie niż u nas miałaby szansę. Obecnie nie funkcjonuje jak pies domowy. Oduczyła się podchodzenia, bo nie wychodzi na spacery na smyczy i ten kontakt z człowiekiem jest niewielki. Wiem, że domków się nie czaruje. Sama nie mam pomysłu na rozwiązanie, choć jej los leży mi na sercu. Częściowo wspieramy finansowo pobyt Tiny w hotelu i tyle. Nam brak czworonoga, ale teraz już się boimy – z naszą Korą udawało się to pogodzić, ale psy jak i ludzie - są różne. Przepraszam za dłuuuugi opis – chciałam aby popatrzyć w tym natłoku pieskowych problemów na jej historię wnikliwiej. To młody psiak a w jej życiu tyle zmian. Chciałam wyrazić dużo uznania dla działania Pań ze Stowarzyszenia a przede wszystkim dla pani Kingi, z którą miałam najbliższy kontakt. Pozdrawiam serdecznie.
  22. Witam – jestem pierwszą opiekunką Tiny (Pestki). Była u nas przez 3 miesiące. Straciliśmy po 13 latach jamnisię. Tina była na Tatarkiewicza po sterylizacji, ze śladem ogromnej rany przez całą łapę. Umówiliśmy się, że będziemy bezpłatnym domem tymczasowym, a jak się uda to zostanie u nas na zawsze. Nie udało się i nie mogę powiedzieć, że tylko z winy Tinusi. Ona nie była domowym psem i miała na pewno złe doświadczenia ze strony człowieka, bo panicznie bała się (głównie mężczyzn). Czyniła szybkie postępy i wydawało się, że to pies idealny – chodzi na smyczy, w domu reagowała na przywołanie, dawała się obsmyczyć, nie szczekała, cierpliwie czekała na spacerek (nawet rano), przestała niszczyć. Problem zaczął się, gdy zaczęliśmy wyjeżdżać na działkę. W samochodzie ładnie jechała. Tam zachwyt swobodą i niestety regres – nie chciała poza mną do nikogo podchodzić, zamknięta w domu zaczęła niszczyć, chociaż gdy przyjechaliśmy do Warszawy nie niszczyła. Ona chyba boi się zmian. My często wyjeżdżamy służbowo i zostawiamy pieska dziadkom – ale odmówili opieki nad Tiną, bo wiekowi już ludzie nie czuli się na siłach. Córka wyjechała na stałe do Londynu i zapadła bolesna decyzja o rozstaniu z Tinusią. Dalsze losy wpłynęły regresywne. Najpierw trafiła do rodziny na tydzień (mama + 3 dzieci w wieku młodzieńczym + chorobliwie zazdrosny ratlerek i mieszkanie 24 m) – super – chcieli ją oddać już następnego dnia bo za duża – nic nie mówili o niszczeniu. Oddali Tinę „na pniu” do pani z klatki – ciasne mieszkanie, zabawki (u nas wszystkie były dla niej do gryzienia). Pani początkowo była zachwycona Tiną – bo spokojna, łagodna do dziecka, cicha i czekająca cierpliwie na spacerek. Ale zostawiona sama zaczęła niszczyć. Po 2 tygodniach trafiła do hotelu „Dobry pies”. Byliśmy tam i wydaje mi się, że szkolenia to tam nie było. Pani Agnieszka ma super podejście, Tina jej słucha ale mówiła, że szkolenie będzie miało sens, gdy będzie uczestniczył docelowy właściciel. Tina jest tam jednak przez większość czasu ani z człowiekiem, ani z psem. Jesienią była w osobnym kojcu sama odgrodzona blachą od innych boksów. Teraz na zimę jest w zamkniętym boksie ogrzewanym bo na dwór i za mała i za chuda. Żyje od wypuszczenia na teren do wypuszczenia – wtedy ma towarzysza (a bliżej jej do psa niż do człowieka). Pozostały czas czeka, nudzi się i gryzie deski. Dlaczego piszę. Boję się, żeby do Tiny nie przylgnęło, że to pies bez nadziei. Myślę, że gdyby trafiła do domku z innym psem i o bardziej stabilnym trybie niż u nas miałaby szansę. Obecnie nie funkcjonuje jak pies domowy. Oduczyła się podchodzenia, bo nie wychodzi na spacery na smyczy i ten kontakt z człowiekiem jest niewielki. Wiem, że domków się nie czaruje. Sama nie mam pomysłu na rozwiązanie, choć jej los leży mi na sercu. Częściowo wspieramy finansowo pobyt Tiny w hotelu i tyle. Nam brak czworonoga, ale teraz już się boimy – z naszą Korą udawało się to pogodzić, ale psy jak i ludzie - są różne. Przepraszam za dłuuuugi opis – chciałam aby popatrzyć w tym natłoku pieskowych problemów na jej historię wnikliwiej. To młody psiak a w jej życiu tyle zmian. Chciałam wyrazić dużo uznania dla działania Pań ze Stowarzyszenia a przede wszystkim dla pani Kingi, z którą miałam najbliższy kontakt. Pozdrawiam serdecznie.
×
×
  • Create New...