Witam!
Miałam do tej pory dwa pieski - belga płci męskiej (27 miesięcy) i nowofundlandkę (21 miesięcy). Po pierwszej cieczce Nany weterynarz zalecił antykoncepcję hormonalną - pierwszy zastrzyk dostała wiosną, miał trzymać pół roku. W sierpniu Amigo zaczął podejrzanie interesować się koleżanką, ale sunia nie miała żadnych objawów cieczki.
We wrześniu Nana zaczęła jeść jak szalona i bardzo przytyła. Przy jesiennej wizycie u weta padło pytanie, czy suczka nie jest w ciąży - weterynarz nawet jej nie dotknął, ocenił "na oko", że nie i dał kolejny zastrzyk antykoncepcyjny.
W nocy 20/21 października okazało się jednak, że niufka będzie rodzić - o godzinie 2:30 pojawiła się pierwsza suczka, o 4 rano kolejna. Kolejne szczeniaki urodziły się o 9 i 12. Nana w dalszym ciągu była niespokojna, miała gorączkę, plamiła ciemnozieloną wydzieliną, w związku z czym została zawieziona na USG do innego weterynarza. Okazało się, że sunia ma jeszcze w brzuchu żywe szczenięta - trafiła na cesarkę (i sterylizacją).
Na sali operacyjnej okazało się, że martwe szczenię zaklinowało się w kanale rodnym, utrudniając poród. Niestety, zaczęło się już rozkładać, co spowodowało zatrucie. W brzuchu Nany było siedem szczeniąt, dwa udało się uratować.
Jeden z nich niestety żył tylko niecałe dwa dni, drugi na razie się trzyma. Z jedenastu szczeniąt mamy obecnie sześć. Niestety, matka się nimi prawie nie interesuje - rzadko się koło nich kładzie, czasem je liże, czasem karmi, ale potrafi przerwać w połowie i uciec. Bardziej interesuje ją jedzenie, niż dzieci :/
Pieski obecnie ważą 600-800 g (urodzone w domu), ten z cesarki waży 400 g. Psiaki rosną, ruszają się i piszczą, są dokarmiane butelką.
Czym może być spowodowany brak zainteresowania szczeniakami? Przed cesarką Nana była bardzo opiekuńcza w stosunku do piesków, które urodziła o własnych siłach...