Dzięki podpowiedzi Onaa udało mi się skopiować wiadomość od Kasi:
Hej, wróciłam teraz od Maurycego i mam niedobrą wiadomość ...Wiecie w jakim on fatalnym stanie psychicznym był i nadal mnóstwo przed nami pracy, więc budowanie zaufania i nawiązywanie relacji sprowadzało się do głaskania Maurysia po głowie, grzbiecie i boczkach - krok po kroku coraz częściej, coraz dłużej i po większej powierzchni psa - w tym czasie Maurycy zawsze leżał przyklejony do kanapy, więc nie robiłam nic na siłę, nic coby wywoływało w nim większy strach niż ten, który i tak go paraliżował. I dziś mamy taki dzień, kiedy pozwolił mi na więcej - dał się pogłaskać pod spodem- po brzuchu - i tu jest ta zła wiadomość , ma Maurycy na podbrzuszu guza - takie jajko, ładnie oddzielone od skóry- łatwe do usunięcia i według mnie trzeba by to zrobić w miarę szybko, żeby nie rosło i nie podrażniało się potem przy kontakcie z podłożem. Chciałabym go umówić do weterynarza, tylko szkoda go ciągnąć specjalnie po to żeby go weterynarz zobaczyła i potem drugi raz na zabieg( badania miał robione po przyjeździe, więc nie ma raczej potrzeby powtarzać). Byłabym raczej za tym żeby go od razu umówić na zabieg, bez jeżdżenia dwa razy, żeby zaoszczędzić mu stresu. Dla równowagi z dobrych wiadomości - Maurycy dziś wyszedł poza kojec i w towarzystwie Frei dreptał przed siebie po ogrodzie, w momencie jak zobaczył człowieka uciekł szybkością błyskawicy do domku i ze strachu schował się do kolegi Kazimierza
Ogólnie zaczyna być coraz lepiej :)))