Będzie długo:
Starszy, mieszaniec owczarka niemieckiego, po przejściach, ma ok. 5 lat, jest z nami od 3,5 roku. Niedawno zrobił PT. Chodzi wyłącznie na smyczy bo nadal jest agresywny do obcych psów.
Młodszy, mieszaniec diabli wiedzą czego (może amstaff, może bokser), ma ponad 2 lata, też już po PT, znaleźliśmy go w lesie jak miał ok 6 tygodni.
Starszy natychmiast go zaakceptował (duże zaskoczenie dla nas).
I do zeszłego tygodnia wszystko było super. Jadły jednocześnie w jednym pomieszczeniu, piły z jednej miski, biegały razem po podwórku, bawiły się razem w pokoju, witały nas razem, siedziały osowiałe jak z drugim się wyszło, jeździły razem samochodem na tylnej kanapie. Wielka miłość braterska po prostu.
Młodszy uczył się od starszego jak wyglądać groźnie za płotem :-) , a starszy od młodszego jak fajnie jest się bawić i przytulać.
Dwa tygodnie temu wróciłem z z młodszym ze szkolenia - i starszy spuścił mu manto. Wyglądało groźnie, ale nie było żadnych strat. I po chwili wszystko wróciło do normy.
W zeszłą sobotę byłem (po raz kolejny) na budowie naszego nowego domu z Młodszym. Gdy żona przyjechała ze Starszym zaczęła się między psami awantura. Rozdzieliliśmy. Druga. Rozdzieliliśmy. Po trzeciej jeden został zamknięty w samochodzie, a drugi na smyczy przy słupku (starszy szybko przegryza smycz jak się nie patrzy).
Bilans dnia: uszkodzona łapa Młodszego, skaleczone oko Starszego.
Po powrocie do starego domu - to samo - ujadanie i próba przystąpienia do walki. Zrobiliśmy im musztrę w jednym pokoju. Siad, waruj, równaj itd. Trochę się uspokoiły. Ale nie dało się ich puścić ze smyczy. W niedzielę to samo, także na terenie neutralnym - na placu gdzie obaj się szkolili.
Widać, że Młodszy już nie chce dłużej podporządkować się Starszemu.
Siły są wyrównane i niestety dość duże.... ale Starszy jest doświadczony w bójkach i rozniesie Młodszego.
Teraz wywieźliśmy Starszego do teściów (teść bardzo często się opiekuje psami gdy my nie możemy), a Młodszy chodzi nerwowo po domu: "kiedy przyjdzie Starszy i spuści mi łomot?".
I zastanawiamy się co dalej:
Nie chcemy żadnego oddać na stałe.
Nie chcemy trzymać ich oddzielnie, bo mieszkają z nami w domu, a nie na podwórku.
Nie chcemy żeby walczyły ze sobą w kagańcach (taka propozycja padła od instruktorów) - bo z obserwacji Starszego, jak tylko mu się zdejmie kaganiec to dokończy "robotę".
Rozważamy kastrację obydwu. Czy ktoś może podzielić się doświadczeniami z takiej operacji?
Jakieś inne pomysły?
Co robić?
Pozdrawiam
KSP