Tak, zmieniłam weterynarza...Choroba rozwijała się około 4-5godizn, a może nawet mniej. Objawy zaczęły się wczoraj rano, a u weta byłam około17-18(przyjmuje od 16). Dał mu ten lek, o którym wspomniałaś "I...jakoś tam". Powiedział, że jak jutro będzie gorzej to mam przyjść, jak nie to za dwa tygodnie. To "za dwa tygodnie" uznałam za zlekceważenie sprawy. Niedawno wróciłam od drugiego weterynarza. Lek, który Terry otrzymał wczoraj jest silny-właściwie trucizna, dlatego piesek wymiotował, choć wcześniej nie zwracał i dzisiaj dalej był śpiący ;(!!Trochę zmieniła się barwa moczu, na lepszy. Lekarz podała mu kroplówkę, antybiotyk, lek na ochronę nerek i wątroby. Drugą kroplówkę i jeden lek, dała w razie gdyby pies nie chciał nic pić i jeść, do podania około 18. Wróciliśmy, pupil napił się wody i zjadł herbatnika, myślę, że to już mały sukces, ale to choroba zdradliwa, więc się nie cieszę. Odetchnę dopiero za jakieś 2-3 tygodnie. Jutro sie wszystko okaże. Na razie Terry śpi, jest bardzo zmęczony około godziny przyjmował kroplówkę, lekarz nie mogła wbić się w żyłki i na dodatek te 3 zastrzyki...Trudno się dziwić, że uciął sobie drzemkę... Mam nadzieję, że będzie się lepiej czuł, choć tutaj nie można być niczego pewnym, a szkoda by było, bo zwierzak ma dopiero 11 miesięcy ;(...Póki co jestem załamana i dziękuje za wsparcie i porady :*