Jump to content
Dogomania

kamciok

Members
  • Posts

    35
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Biography
    GG: 1864177
  • Location
    Lublin
  • Interests
    zwierzuchy, ludzie, książki, oko, obraz, dźwięk, ruch, atomy, zegarki, kawa, obiektyw, hmm..świ

Contact Methods

  • Messenger
    kamciok@gmail.com
  • WWW
    http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=65020&postdays=0&postorder=asc&start=0

kamciok's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Następca to w ogóle wszystko ma w swoich szanownych czterech... ma byc ciepło, ma być mięciutko, ma być to żarełko a nie inne szkoda tylko że nie zawsze to jest to samo...i czasem trzeba kombinowć....ma byc mizianie ma byc zabawa, ma byc jego myszka a nie taka sama ale inna itd........hehehe blazik, fochmen i histeryk - pękam z dumy w szwach :)
  2. ano takie odstające podsłuchy :P wszystko wie kiedy otwieram puchę kiedy nowy worek karmy ;)
  3. wazy juz kiciasty 60 !!:) wojtus skoczyl dokładnie tyle same ale powyzej 55 :) najmłodszy studnet prawie 50:)
  4. Pewnie, niedługo będę chwalić się chłopakami:)
  5. Kenaziasty , stwierdzam to juz 100% jest lustrzanym odbiciem Abraksasa. Zaczęło się. Fochy. Pańskie nawyki. Kuwetka ma być czyściutka. Miseczka wyszorowana. Łóżko jego, ja jego, wszystko dla niego...Cudownie:) I mamy trzeciego chwilowo bohatera. 8 tygodniowa kocinka z interwencji. Czarnul z białym krawatem, w piątek jedzie do mojej mamy :)
  6. Ba! Ja mam takie dwa :loveu: No mówiłam że w Braksia się wdał w Braksia ;) Chodzą mi po głowie, robią ze mną zakupy ( co jakiś czas w Lublinie da się zauważyć plecak z którego wystają dwa kocie łby :) , teraz będziemy musieli poczekać z wypadami do wiosny bo temp spadły na łeb na szyję ) Gryzą mnie, drapią, wkładają łapy do nos i uszu, ostatnimi czasy gryzą i drapią też moich znajomych- z miłości wszystko oczywiście. Zasypiają na mojej twarzy, robią pobudki, parkują tyłki w kanapkach (nie kanapie, kanapkach, ludzie je jedzą a moje koty na nich siadają :roll: ) , wywalają żarełko jeśli wyda się im nie teges, słowem, wszystko na swoim miejscu tak jak powinno być, bo ja to chyba lubię być u Kłaków pod pantoflem ;) :evil_lol:
  7. Czas popatrzeć prawdzie w koci pysk ;) (zdjęcie nie modyfikowane genetycznie ;) )
  8. Ano Braks trzeba przyznać wychował mnie należycie. Ale wpadki się zdarzają ;) A przy okazji moje przewrażliwienie na punkcie kociego zdrowia... (Kiciaste dorobily się własnej kociej opowieści, bo abraksasowa żyje ciągle, jako że Szlachciców się nie zapomina :) )A to ostatnia z najostatniejszych: No to sobie przewaliłam Zasiedzialam się zasiedziałam i słyszę nagle że Wojtek drze ryło aż echo idzie po korytarzu. No to na sygnale leeeeeeeecęęęęęęę bo albo brat na wojtkowy ogon zapolował albo świat się wali. Tak czy siak zapobiegać, zapobiegać.... Na miejscu tragedii cisza i spokój. Tzn cisza by była jakby Wojtek gęby nie rozdzierał. Kenazik zabija moje sandałki więc tym razem ostał się poza podejrzeniem. I biorę na ręce. I oglądam. I znowu nos sprawdzam, dziąsła, oczy , łapki czy coś nie wlazło i ogólnie co tam się jeszcze da na kocie wymacać wymacuję. Młody zdziwiony patrzy jak na debila i spokojnie pozwala się wymiętolić ( już przyzwyczajone bo nawet jak kichną cała procedura musi zostać od początku do końca przeprowadzona) No i niby nic. Odstawiam skąd wzięłam bo nie jestem cham i dawaj od nowa. Latam po piłeczkę. Czołgam się w poszukiwaniu myszy. Nic nie działa. Dźwięki przechodzą w ultra. Ja głupieję i już myślę gdzie dyżury w lublinie mają. Poza tym, kot przeżył szok. Wpadł do wiaderka z mopem w kibelku. Wody było mało i bez detergentów więc większych szkód niż strach nie było. Myślę, kocie w szoku musi odreagować. Ale Młody drze ryja i skacze po drzwiach tych odkibelkowych wyraźnie domagając się wpuszczenia. Teoria o szoku i odreagowywaniu padła zanim wyklarowała się do końca.... I wtedy EUREKA. Nażarły się suchej karmy i jak nigdy obciągnęły 2 pełne michy wody...No i pojawiło się zapotrzebowanie na trzecią... mea culpa. Przeprosiłam, napiłam spragnionego, przyniosłam kocie łakocie i odkupiłam winy po prostacku, systemem żołądkowym. Swoją drogą jak to się w tych bebechach zmieściło ? Powinno im chlupotać w środku ... Ale przecież własnym kotom wody żałować nie będę prawda? Po całej akcji usiadłam na tyłku i nad własną głupotą załamałam ręce... "Odwodniony" zabija właśnie na raz piłeczkę, myszkę i odnóże pszczoły giganta... Kenaz próbuje zeżreć schron .... Ja muszę się wyciszyć, bo bidy zwariują ze mną. AAAA i mam koty na dobranoc :) ( Braksio to była taka higieniczna kocina, zasadniczo nie dewastowała, zasadniczo w każdym razie... Smarkacze zasadniczo nie są, chociaż tfu tfu wiedzą do czego jest kuweta... I żeby zdjęcie nie dało wam złudnego wrażenia że są grzeczne...ale na zdjęcie zawsze można popatrzeć i pomarzyć... ;) )
  9. Na całe szczęście nie wiedzą nic. Wojtusia trochę trzeba było upewnić że już wszystko gra, Kenaz od razu wiedział o co chodzi z człowiekiem i domem, chyba jakiś młot wywalił go na śmietnik po odstawieniu od mamy ( tyle dobrze że odkarmili). Lubią się malce. Mnie lubią. Ja najbardziej się cieszę że Braks nie był w schronisku kiedy to wszystko się zaczęło (chociaż wiem ze tam też pełno dobrych ludzi ale dom to dom) że byłam przy leczeniu, kroplówkach... eutanazji, przytulałam. Kiciaste nie powinny odchodzić inaczej niż ze swoim Ludziem obok. A moje dwa diabły teraz mają przerąbane. Nawet kichnąć nie mogą żebym nie wszczynała alarmu ...:oops:
  10. Jest dwóch. Pseudonimy robocze Czarna Mamba i Anielica. Roznoszą mi mieszkanie. Budzą po nocach i chyba trochę leczą ze smuta. Braksa brak strasznie. Pocieszam się że dwa młode nie siedzą dalej w śmietnikach i mają chałupę. (( Czy ludzie kiedyś przyswoją słowo KASTROWANIE ? )) O tym że mnie zawojowały i mogą dosłownie wszystko wspominać chyba nie muszę? ;) Oficjalnie mogę już przedstawić: Czarny Kenaz i Ciapkowaty Wojtuś
  11. Wyrzucony na śmietnik. Uratowany przez lubelskiego Felisa. Kenaz. Miniaturka Mojego Pana i Władcy. Kolejny w potrzebie przez ludzką głupotę. Zabrał ten sam sweter i zajął to samo miejsce na kanapie. Nie zastępstwo, Grubego zastąpić się nie da, jak żadnego domowego ogona, ale jest, mała kropka która cały dzień spędza na moim ramieniu albo w arafatce przewiązanej na ramieniu w "nosidełko". 60dkg. 8 tygodni. Odstające uszy. Skłonności do robienia awantury o wszystko co nie jest po jego myśli. Dzięki jeszcze raz Wam , za to że miałam okazję mieszkać z prawdziwym Księciem. Bo to najpierw Wy daliście mu szansę, żeby potem On mógł dać ją Nam. I 3mam mocno kciuki za wszystkie Kociska które wtedy u Was spotkałam.
  12. Do Ciotek: Kiedy wstałam zaspana była przekonana że leży w korytarzu, okazało się że to moja torebka którą rzuciłam gdziekolwiek wczoraj. W nocy , w pół śnie łapałam się na tym że szukam dłonią jego łepka, żeby już nie musiał robić awantury o drapanie za uchem. Rano wstałam i zobaczyłam, kocyk, kuwetę, miseczki... Wszystko w domu wygląda tak jakby przed chwilą zeskoczył z kanapy i poczłapał do innego pokoju. Mój dom jest koci i zawsze był. Z kuwetami, porozrzucanymi piłkami i sierścią na kanapie. goście się do tego przyzwyczaili a ja nie bardzo potrafię inaczej. Każdy kot zasługuje na dom i swojego osobistego Sługę. Każdego Kota trzeba kochać, za to że drugiego takiego samego spotkać nie można. Za to trzeba je szanować. Nie wiem czy kolejny domownik będzie chciał być Panem, może zdecyduje się na rolę Pustelnika, Łowcy Głów albo Nadwornego Błazna czy Damy Dworu, zobaczymy, opowiemy Wam na pewno. Niestety zdecydowanie za dużo jest kotów które potrzebują domiszcza. Jest smutno, pusto i okropnie a jednocześnie cieszę się, najbardziej cieszę się z tego że o Braksiu nie zapomnę nie tylko ja , ale fajne Ciotki też Przytulam Was Mocno a Braks Dziękuje, na pewno bardzo Dziękuje za Waszą dobroć i serce.
  13. Już go nie boli. To najważniejsze. Pusto strasznie, ale przynajmniej wiedział że ktoś go chciał. Myślę że wiedział. I dzięki schronowi z sopotu też wiedział, że dużo dobrych ludzi jest, nie tylko kretyni którzy krzywdzą. Dzięki Wam , za wszystko.
  14. Z przykrością donoszę że Pan i Władca jest chory. W tym momencie w szpitalu. Żółtaczka. Ale dziś jedziemy do Pani Wet która jest podobno najlepsza z najlepszych.
  15. Odchowane piwniczne ze smarka malutkiego było :) Taka tyci w jednej dłoni się mieściła aż nie wiedzieliśmy czy wyżyje. Wyżyła i aż do nowotworu :( miała się rewelacyjnie. A Piękna była , mruczała jak traktor, tuliła się i witała w progu domu...jeno te polowania...No tak miała , na oczy, czasami na nosy- ale nikt nie stracił ani oka , ani nosa;) Czasami jak recydywista miałam rysę na poliku ale rzadko :oops: Czasami jeszcze jak nie chciała schodzić z kolan a nie miała ochoty na głaskanie to się wbijała zębami i pazurami w rękę- sygnalizując że finito :roll:- i tutaj brawa dla Braksia- dwa razy większy , dwa razy większe uzębienie- i dwa razy mniejsze obrażenia ;)
×
×
  • Create New...