Moje suczydło fantastycznie komponowało się z fakturą i wzorami na dywanie. Na hasło: Puma - kąpachnu! pies robił się ciężki jak worek ziemniaków, lał się przez ręce albo znikał na dywanie płaszcząc się jak placuszek - psa nie było. Wanna to była kara i nie pomagały żadne psie smakołyki, "miętki" głos i przekonywanie, że głupia muszę cię wykąpać, bo ci nogi śmierdzą. Po kąpachnu głupawka po chałupie (gdyby wybuchł pożar, nie musiałabym wzywac strażaków - pomimo wycierania i tak mieszkanie było zalane wodą), wycieranie w kanapę i fotele i nogi pańciostwa. Kiedy mój syn był maleńki i jemu się dostawało, pies "obtarzał" się w dziecku.
Za to jezioro to było najwspanialszym miejscem do wodnych harców. Pies był czysty (chociaż nigdy nie używałam szamponu!), futro jedwabiste, nogi nie śmierdziały i nawet pewnego dnia dokonaliśmy odkrycia, że Puma ma na tylnej łapce 2 białe pazury!