Witaj Halu....
Przepraszam, że zaśmiecam Ci wątek.... ale mój Ukochany Przyjaciel odszedł dzisiaj w nocy... spędziliśmy razem 8 lat życia... ostatnie trzy doby stawałam na uszach żeby mu ulżyć, pomóc... niestety nie udało mi się... i dzisiaj o 2:50 przeszedł za TM...
a ja nie mogę się pozbierać...
choć wiem, że taka jest kolej rzeczy....
jakoś tak nie mogę się z tym pogodzić... zwłaszcza ze wszystko zaczęło się tak nagle... i już go nie ma...
piszę tutaj bo chciałam się z Wami tym podzielić... choć nie jest to radosna nowina... to myślę, że Wy zrozumiecie mnie najlepiej....