Mam kilkuletnią (nie wiem dokładnie ilu) suczkę- kundelka. Wzięłam ja ze schroniska na krótko, po jej pierwszej ciąży- nie chciała opiekować się szczeniętami.
Mieszka ze mną od trzech lat i parę razy zdarzyło się, ze miała ciążę urojoną. Zbierało jej sie mleko, tyła, mościła sobie gniazdko, zbierając wszelkie gąbeczki i pluszowe maskotki, jakie tylko znalazła, mało jadła i piła.
Dwa miesiące temu miała cieczkę. Zazwyczaj w tym czasie pilnuje jej dobrze, ale tym razem byłam u rodziny, z ogrodzonym podwórkiem... sami rozumiecie- pozwalałam jej całe dzionki spędzać na dworze. Niestety, jakiś psiak przecisnął się pod bramką i "dopadł" moja suczkę. Nie wiem ile to trwało i czy w ogóle możliwe jest, ze doszło do zapłodnienia.
Teraz mam dylemat, bo nie wiem, czy ciąża jest prawdziwa, czy urojona.
Moja suczka zachowuje się zupełnie inaczej niż za każdym razem, kiedy miała urojoną- jest powolna, trudno jej sie wstaje, ma bardzo obrzmiałe sutki. W ogóle nie mości sobie legowiska, bardzo dużo pije, ciężko oddycha, niekiedy sprawia wrażenie, jakby trudno jej było sie ułożyć, albo coś ja bolało, ma twardy i duży brzuchol...
Powiedziałam o tym weterynarzowi, ale on stwierdził, ze skoro zmiana w zachowaniu jest tak rożna, to nie ma sensu robić żadnego USG, bo to na pewno prawdziwa ciąża i, ze często się z czymś takim spotykał wcześniej.
Ale ja mimo wszystko pewna nie jestem... Nie pamiętam dokładnie, kiedy to sie stało, ale dzisiaj jest 62-64 dzień od incydentu z tym podłym psem, który złajdaczył moją sunię, a ona zachowuje się, no- nie zachowuje się, jakby miała rodzić. Niestety ja zupełnie nie wiem, jak powinna sie w takiej sytuacji zachowywać...
Martwię się o nią, bo nigdy nie miała takich objawów, a z drugiej strony, jeśli to prawdziwa ciąża, to nie chce jej ciągnąć do weterynarza tak krótko przed porodem. Od wczoraj jest spokojniejsza i brzuch jakby był mniejszy albo może niżej? Sama nie wiem.
Boję się, ze coś prawdziwego i bardziej poważnego, niz tylko ciąża urojona, może jej dolegać.
Co o tym myślicie, będę wdzięczna za pomoc, bo... no, bo to mój pies najukochańszy.
Pozdrawiam.