Witam, w dzisiejszej Rzeczpospolitej ukazał się artykuł o schronisku w Suwałkach, poniżej zamieszczam tekst, który można przeczytać również na:
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070803/kraj/kraj_a_10.html
Jak władze miasta dbają o psy ze schroniska
W schronisku w Suwałkach psy są karmione raz na dobę, a w weekendy w ogóle. Ściśnięte w klatkach, nie są sterylizowane ani leczone. Połowę z nich się zabija
tragicznych warunkach w suwalskim schronisku mieszka około 40 psów
EWA FILIPKOWSKA
Mięsna papka ląduje na betonie obok odchodów. Dwa psy rzucają się i w kilka sekund porcja znika. Trzeci jest za słaby, by walczyć. Nikt się nim nie przejmuje. Gdy schudnie do6kg jak bokser Mars, to się go uśpi. W minionym roku z 217 psów weterynarze z przychodni Vita-Vet, której miasto płaci za usługi, uśpili 118.
Schronisko w Suwałkach to 11 ciasnych betonowych boksów na terenie Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. W każdym po kilka psów. Zwierzęta nie mają wybiegów. W boksach się załatwiają. Latem prażą na słońcu, bo nie ma zadaszenia. Zimą marzną w betonowych pseudobudach. Nie ma tu gabinetu lekarskiego ani medykamentów. Nie ma kontroli i nadzoru. Dyrektor PGK oraz oddelegowany do pracy dyspozytor (prywatnie ma hodowlę psów) odmawiają przyjmowania karmy od mieszkańców.
Zjedzą po weekendzie
Zwierzęta jedzą raz na dobę. W weekend nie ma adopcji ani wstępu. W sobotę rano psy (w tym szczenięta) dostają ostatnią porcję mięsnej brei. Minie 48 godzin, zanim się doczekają następnego karmienia. Przez weekend nie sprząta się boksów, nie uzupełnia wody.
- Władze Suwałk powinny przed sądem odpowiedzieć załamanie ustawy o ochronie zwierząt -mówi Krystyna Sroczyńska, prezes Fundacji Emir z Żabiej Woli pod Warszawą, która przyjęła do siebie kilka psów z suwalskiego schroniska.
Zenon Kowalewski, wiceprezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce, dodaje: -Od 1999 roku w tym miejscu robiono po 700 eutanazji rocznie. W następnych latach eutanazje wynosiły 60 procent i były to wyniki najgorsze w kraju.
- Aż tak źle nie jest - lekceważy sprawę Witold Wałecki, powiatowy lekarz weterynarii.
Emilka Dobrowolska,14-letnia wolontariuszka, uzbierała w szkołach pieniądze na180kg karmy. -Zawieźliśmy ją do schroniska. Przyjeżdżamy na drugi dzień, a naszej karmy nie ma. Powiedzieli, że psy wszystko zjadły. W jeden dzień? - dziwi się Emilka.
Chcemy tylko pomagać
Ewa Filipkowska z mężem Wojciechem Jurkiewiczem i przyjaciółmi od wiosny ratuje psy ze schroniska. Znaleźli domy dla 50 zwierząt (zdjęcia na www.serce-dla-zwierzat.go.pl). Odratowali psy zagłodzone, o futrach pełnych insektów, sparaliżowane po niefachowym ustrzeleniu z broni z usypiaczem, a także ciężko poranione przez strażników miejskich. Wyłapują oni zwierzęta chwytakami z metalowymi pętlami. Metal zaciska się na szyi psa i jak gilotyna ścina mu kawał ciała.
- Chcemy tylko, by ci, którzy zarządzają schroniskiem, pozwolili nam pomóc tym zwierzętom. By można było organizować zbiórki karmy, ufundować ciepłe budy, robić zbiórki koców -wylicza Filipkowska.
W suwalskiej dzielnicy Sianożęć jest prywatne schronisko Bogdana Lauryna. Tonie w zieleni, boksy są ocienione, podłogi drewniane, czyste. Zwierzęta zadbane.
Z tym schroniskiem umowę na przyjmowanie bezdomnych zwierząt podpisała wiejska gmina Suwałki. Dla miasta o rocznych dochodach własnych 101 mln zł u Lauryna jest za drogo. -Schronisko kosztuje miasto160 tys. zł. Prywatnemu płacilibyśmy o 100 tys. więcej -mówi wiceprezydent Suwałk Czesław Renkiewicz. I dodaje, że miasto chce wybudować nowe schronisko za 400 tys. zł.