Tołdi teraz nazywa się TEDI. Mój maż nie wytrymał, jak zobaczył go w srodku naszej miejscowości na ulicy, o włos uszedł z życiem. Wsadził go do auta i zabrał ze soba. Jechał aukrat podpisać papierki do swojego nadlesnictwa. Pani sekretarka zakochała sie w Tołdim (Tedim), ale musiała pogadać z mężem. Na 2 dni ulokowaliśmy go u Dziadków (cudem się zgodzili), a potem Pani Jolka sama przyjechała po małego.
Sąsiedzi myślą, że uciekł, albo ze go przejechali. Zbytnio ich to nie ruszyło.
Mam nadzieję, że już nie wezmą żadnego psa.