Początkowo był zwykłym milusim pieskiem który chętnie szalał po całym domu z starszym kolegom :) ataki zaczęły się zdecydowanie później, pierwszy atak miał strasznie silny, stracił przytomność i w ogóle ciężko to przechodził, dopiero na drugi dzień zaczął chodzić. No i przez 2 czy 3 dni zachowywał się zupełnie normalnie, początkowo nie podejrzewaliśmy padaczki, myśleliśmy ze coś połkną i sie zakrztusił, jednak po 3 dniach miał chyba z 5 ataków pod rząd, i wtedy byliśmy u weta, wtedy też został odrobaczony, i weterynarz ostatecznie dał mu jakieś tabletki przeciw atakom padaczkowym, od tamtej pory ataki są dużo słabsze, a dzisiaj nie miał ani jednego :). W kale było całe mnóstwo robaków, wiec mam nadzieję że to jednak to mu zaszkodziło... Może miał ktoś podobną sytuacje, bo nie wiem czy w dalszym ciągu ataki mogą być spowodowane pasożytami? U weterynarza byłem tydzień temu, i wtedy też był odrobaczony. Czekam na wasze opinie w tej sprawie, i bardzo dziękuje za poprzednie wypowiedzi :)