Jeżdze z moimi psami - pittbullami na rowerze często, są przypięte na elastycznych smyczach po odu stronach roweru do sztywnego wysiegnika. Uwielbiają to, ja może mniej bo nie można sie wcale zmęczyć na rowerze. ;) Ale do rzeczy. Bardzo czesto spotykam na drodze ludzi z psami bez smyczy i bez kaganca, z psami nad którymi nie mają kontroli. Zazwyczaj konczy sie na ostrym hamowaniu i wrzaskach. Wczoraj nad Wisłą spotkałem sie z facetem z dwoma pokaznymi amstaffami bez uwiezi i kagancow. Jeden nas zaatakował, dokładnie mojego samca, mój samiec chwycił go pierwszy, za moment dołączyłą suka. 15 min rozdzielania, pełno krwi (na szczescie nie moich psów) pogięty rower itd. Facet mowi do mnie - masz jakiś gaz? Ja mowie ze nie, ja mam psy na krótkiej smyczy. Jak walczyc z takimi osłami? Nawet nie moge skarcic moich psow - bronily siebie i swojego stada. Szczytem wszystkiego jest to, bym sikał do nich gazem. Jak sobie radzicie z takimi debilami? Oczywiscie, gosciu pomknal do samochodu, nie przeprosiwszy ani nie zapytawszy czy stalo sie cos mi czy moim psom.