Mój kochany pieseczek odszedł w poniedziałek, 23.04.2007 roku..... Musiałam go uśpić, chorował od grudnia, ostatni tydzień już się męczył ;( Przeczówał to, w domu pożegnał się z moją mamą ( dosłownie, podszedł do niej i się przytulil ), mnie w samochodzie polizał w policzek chociaż nie miał takiego zwyczaju..... U weterynarza był spokojny.... tak jak by się z tym pogodził ;( Odszedł w spokoju....do końca z Nim byłam.... Nie potrafie sobie poradzić z tym że już go nie ma. Płacze jak tylko ktoś o nim wspomni...Nosze przy sobie jego obróżkę....Wiem że skróciłam mu cierpienia, ale jednak pozostaje olbrzymi żal ż musiałam to zrobić ;(