Lolka, to wspaniałe, że się z Norką nawzajem odnalazłyście.Ona Cię potrzebowała, a Ty stworzyłaś jej nowy dom.
M&S - ja też odczułam na własnej skórze, że pies,który odchodzi przysyła swojego następcę. Nie wiem jak to się dzieje, ale tak jest. Już kilka razy po odejściu któregoś z naszych domowych czworonogów, ktoś przynosił małą kuleczkę, która potrzebowała pomocy, albo nie wiadomo skąd przychodził jakiś opuszczony kundelek przybłęda.
Kiedyś mieliśmy takiego Reksia, który miał wadę zgryzu(wystającą dolną szczękę) i wyglądał jakby szczerzył zęby.
Przybłąkał się do nas, przychodził do ogrodu, dostawał od rodziców jedzenie, bo żal było go tak zostawić, ale rodzice podchodzili do niego z dystansem, bo myśleli że na nich warczy. Dopiero tata, powoli go oswoił i przekonał się że Reksiu miał taką urodę.
Pamiętam, że był to jeden z najwierniejszych psów,nieodłączny towarzysz mojego taty. Był z nami kilka lat. Niestety tak samo tajemniczo od nas odszedł jak i przyszedł. Sąsiedzi nic nie wiedzieli, nigdzie nie znaleźliśmy jego ciała, ani na drodze, ani na polach... Może wiedział że odejdzie i nie chciał byśmy to widzieli... nie wiem.
Pamiętam każdego czworonoga, począwszy od wczesnych lat dzieciństwa. Podwórkowe kundelki, i te którymi już sama potrafiłam się opiekowac. Każdy z nich był wyjątkowy i każdy z nich odszedł za szybko.