Rolfino jest niezmordowany, jego energią można by obdzielić kilka psów, cały czas czuję na plecach jego oddech, chodzi krok w krok, nawet poranne mycie mam w jego towarzystwie, pilnuje żebym fuchy w myciu nie zrobiła :cool3:
byliśmy u naszych wetów, został obadany i obmacany, dostał tabletki na odrobaczenie i zastrzyk na wściekliznę, bo się skończyła, mimo, że obydwoje weci są b. sympatyczni i że "macała" go zagraniczna siła weterynaryjna (Pani jest Hiszpanką) nie jest to zdecydowanie ulubiony obiekt wizyt psa, na ofiarowane smakołyki nawet nie spojrzał :crazyeye:, o ile idzie w stronę "tam" normalnie po psiemu, zakosami, obwą****ąc i obsikując wszystko co się da, to tylko patrzy kiedy może jak najszybciej czmychnąć z gabinetu, chwycił smycz w pysk i nie zatrzymując się po drodze nawet na pół sekundy gnał do domu, smycz puścił pod domem w "swoich" rejonach :evil_lol: