Witam, właśnie weszłam na to forum z podobnym powiedzmy "przed" problemem. Chciałam się zapytać AnkiS, jakie zaobserwowała objawy przed całym zjawiskiem. Przestudiowałam cały post i nie znalazłam fragmentu o tym jak to wszystko się zaczęło.
Szukam odpowiedzi po sytuacji jaka miała miejsce wczoraj, zaczęłam się niepokoić.
Chciałabym na początku napisać, że mam 10 mies. psa rasy SH, psiak dorasta i powodują nim różne zachowania. Cały czas tłumacze sobie "wiekiem dorastania", ale wczoraj było przegięcie. Chcę także zaznaczyć, że troszeczkę inaczej postępuję niż AniaS, aczkolwiek niektóre metody są podobne. Zawsze myślałam, że daje mojemu psiakowi wszystkiego "po równo", ma dyscyplinę, dużo wykonujemy wspólnej pracy ucząc się komend, spędzamy wspólnie dużo czasu, nie tylko tego "w nauce", ale także jesteśmy nierozłączni, gdyż staram się mojego psiaka wszędzie zabierać, godzić życie z jego potrzebami miłości. Jestem dla niego liderem. Jest usłuchany na miare swoich haskich możliwości. Popełniłam parę błędów, które niestety odbijają się w jego zachowaniu i czytając tego posta mam podejrzenie, iż może to być strach.
Tak więc przyznaję się do tego co "przeskrobałam" i proszę o ocenę.
1) Zaczęło się wszystko od powarkiwań, gdy np. podchodziłam do niego w chwili kiedy leżał. Były to sytuacje sporadyczne, miały miejsce może 3, 4 razy. Za pierwszym razem wystraszyłam się i przyznaję, odskoczyłam (no cóż odruch) :oops:. Byłam trochę zdesperowana, nie wiedziałam jak mam zareagować za drugim razem. Drugi raz był w jego kojcu. Doszłam do wniosku, że jak tak dalej będę mu dawać spokój i odchodzić to wyrośnie z niego pewna bestia, która zacznie sobie poczynać z domownikami. Wiem, że psy różnie warczą, jestem świadoma tego, że ten raz nie był podyktowany agresją, ale było to zwykłe "odczep się, śpię". Krzyknęłam na niego i usiadłam w jego kojcu razem z nim. Kolejny warkot wydał z siebie też w takiej sytuacji, ale nie w kojcu tylko w pokoju leżąc przy fotelu. No tu sytuacja była już bardziej znacząca, bo oprócz warknięcia, była także zmarszczona kufa i pokaz zębów. Tu była agresja i próba dominacji, więc chwyciłam go za kark, przydusiłam do ziemi i tak przez chwilę nad nim "wisiałam". Zrozumiał moje intencje i odpuścił.
2) Czasami jak do niego podchodzę, to "płaszczy" uszy i dostaje szerokich źrenic, widzę, że się boi i jest niepewny, tak bez powodu. Nie wiem. To zdarza się rzadko, no ale się zdarza. Jakiś tydzień temu przyłapałam go na psuciu mojego buta (nigdy mu się to nie zdarzyło!), jak weszłam do pokoju to puścił buta i zwiał do kojca, położył się w nim niepewnie i przyległ do niego. Wzięłam buta i dałam mu powąchać, nie krzyczałam na niego, zaczęłam mówić jak do dziecka :oops:(irytacje na pewno wyczuł), że nie można itp. Ten dostał źrenic jak spodki, zaczął dygotać, zachowywał się co najmniej jakbym go biła, czy coś!! Wystraszyłam się tej reakcji, żal mi się go zrobiło, nawet łezka mi się pokulała, bo jako iż tworzymy duet, ani w głowie mi wywoływać u niego takich reakcji!! Wyszłam z pokoju, bo doszłam do wniosku, że on się mnie panicznie boi!! NIe chcę wywoływać u niego takich reakcji!
3) Ta sytuacja, którą teraz przytoczę zbiła mnie kompletnie z tropu. [I]Proszę tu o krytykę, bądź o wskazówkę, bo nie chciałabym już nigdy tego doświadczyć!! [/I]
Psiak biegał na dworze i dobrał się do kości z kurczaka, które ojciec zostawił dla kotów. Nie wiedziałam o tym, wiec gdy wołając psa nie mogłam się go dowołać, od razu wpadłam na pomysł gdzie siedzi. I tu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Wparowałam w to miejsce (zakątek z kubłami na śmieci) i chciałam go słownie wygonić. Niestety nie dało się, więc chwyciłam go za kark, reakcja natychmiastowa- wyraźny warkot, przeplatany ostrzegawczym szczeknięciem. Wiedziałam, że nie chce odpuścić i że będzie chciał zawalczyć o kości. Ale trzymałam go za kark i nie chciałam mu dać za wygraną, zniżyłam mu łeb do ziemi, a on w tym momencie zaczął gryźć, warczeć (pierwszy raz coś takiego słyszałam!!!), rozegrała się regularna walka, bo nie puściłam go, chciałam go "zglebować", przywołać do porządku. Szarpaliśmy się jakiś czas, zdążył mnie pokąsać dosyć znacząco. W końcu poległ, przydusiłam go i odpuścił. Gdy go puściłam to uciekł jak oparzony. Po chwili zawołałam go do domu i przyszedł. Czy to objaw lęku, wystraszyłam go znaczącym wtargnięciem? Agresja? Czy może niedoświadczony szczeniak "oparzył" się i już tego nie powtórzy? Nie mam z nim problemów gdy je z miski, nie broni jej.
Zapytałam się, jak u Anki wyglądały początki, bo ja obawiam się, że coś mogę uszkodzić w jego psychice ( może już to się stało?). Jak reagować na takie przypadki? Boję się, że agresja rodzi agresję, ale z drugiej strony co robić gdy pies próbuje dominować?
Mam nadzieję, że Anka wybaczysz mi podczpienie się do tematu, ale myślę, że to podobne przypadki.