Rowerzysta
Members-
Posts
7 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Rowerzysta
-
Witam. Chciałem napisać tego posta wczoraj, ale już nie dałem rady. Sawa jest już w klinice u p. dr Pępiaka. Więc tak: dr określił stan Sawy jako ciężki, dostała kroplówke na wzmocnienie. Na razie miała robiną tylko morfologie (kilka razy) wyszło, że ma mało eryctrocytów, dużo leukocytów, oraz duże obe. Doktor stwierdził silny stan zapalny, jest też podejrzenie mocznicy. Sawa poszła na prześwietlenie. Zdięcie nie wykazało, żadnych stanów ropnych, początkowo było podejrzenie ropomacicy. Na dzień dzisiejszy diagnoza mówi o zapaleniu nerek bądź problem z wątrobą, jak poważne jest sytuacja, jak będzie wyglądać leczenie oraz jakie są rokowania na dzień dzisiejszy jeszcze nie wiadomo, trzeba czekać na biochemie, Pani która wykonuje te badania będzie dopiero jutro (w niedziele). Jak pisałem Sawa jest w stanie ciężkim, ale stabilnym. W klinice była przez pierwsze 2 - 3 godziny z moją mamą, była bardzo wymęczona podróżą, podczas której wymiotowała, w klinice cały czas wykazywała obojętność, do ponidziałku moja mama będzie w Szczecinie, więc będzie Sawcie odwiedzać, potem niestety zostanie sama :(. Co do kosztów leczenia p. dr jeszcze nic nie powiedział, obawiam się jednak, że mogą być spore, wczoraj np. miała średnio co 1,5 godziny robioną morfologie, sam pobyt w klinice to koszt 38 zł na dobe. Dzwoniłem dziś do kliniki, Sawcia czuje się lepiej, dostaje glukoze i płyny witaminowe, jednak dalej jest bardzo słaba niechce chodzić, tylko leży. Z tego co rozumiem AFN pokryje koszty leczenia ? Napiszcie prosze jak wygląda taka procedura ? Czy ktoś z tej fundacji (?) może się skontaktować z p. dr Pępiakiem i potwierdzić, że fundacija zapłaci za leczenie ? Podaje namiary na klinike: KLINIKA ZWIERZĄT DOMOWYCH dr n. wet. Andrzej Pępiak 70-784 Szczecin ul. Łubinowa 17 tel. (091) 46-29-450 fax (091) 46-45-293 e-mail: info@klinikapepiak.pl http://www.klinikapepiak.pl Bardzo dziękuje Wam za pomoc i pozdrawiam.
-
Witam. Pan dr Pępiak powiedział, że nie ma problemu z jej przyjęciem, powiedział też, że postara się dać możliwie duże upusty. Nie powiedział ile to może kosztować, musi najpierw obejrzeć psa. Wstępnie ustalone, że Sawa jedzie w piątek, nie czwartek, do kliniki. Jeśli chodzi o termin zapłaty to p. dr powiedział, że jest wstanie poczekać jakiś czas na zapłate. Ogólnie nie powiedział jednak konkretnie jak długo. Jak pisałem ja całkowicie spłukałem się na miescowego weta, resztą "sił" załatwiłem transport. Więc bez Waszej pomocy na pewno nic z tego nie wyjdzie. Jeśli możecie to załatwiajcie już jakieś fundusze, w piątek postaram się uzyskać dokładniejszą odpowiedz odnośnie kwoty. Smutne pozdro.
-
Witam. Wet był wczoraj. Stwierdził, że nie jest dobrze, dał jej nowy antybiotyk, ma dzwonić w piatek, ale już mi nie jest wstanie pomuc. Co do Sawci: znowu nic nie je, chudnąć już nie chudnie bo nie ma z czego :(((, z noskiem na szczescie sie nie pogroszyło - czasem zalega wydzielina, ale ropa się już nie pojawia. Mimo, że dostaje codziennie 4x40ml glukozy 5% podskurnie i jakies 300 - 350 ml 20 % do picia to jest coraz słabsza :( Trzeba działać szybko. W Pile jest dobra klinika, ale oni nie maja kojców i nie trzymają psów na czas leczenia (tylko taka opcja wchodzi w gre, nie ma możliwości dojazdów). Jedyne co wymyśliłem to Szczecin -> klinika dr. Pępiaka nie wiem czy ją znacie, ale tam Sawcie jeśli to możliwe :( na pewno postawią na nogi. Co do transportu do Szczecina we czwartek na 99.9 % takowy będzie. W tej klinice mają też kojce i przyjmują psy na czas leczenia. Jest jednak spory problem ... kasa... ja już spłukałem sie całkowicie na tego miescowego weta i poprostu nie mam nic kasy... Jedyna nadzieja w Was... ja oczywiście niechce żadnej kasy do ręki. Musicie działać, dziś lub jutro rano moja ciotka ze Szczecina pojedzie do p. dr. Pępiaka, opisze problem i postara się wysondować ile leczenie może kosztować. Nie wiem czy będzie taka opcja, że za leczenie będzie można zapłacić po jakimś czasie, czy będzie trzeba dać kase od razu. Czy jest może na dogmani ktoś ze Szczecina który zna p. dr. Pępiaka i mugł by też z nim porozmawiać ? Błagam pomuszcie... :((( Jak ciotka przeprowadzi rozmowe, napisze co i jak. Pozdrawiam.
-
Witam. Nie stety mama dała ciała i jak widać z relacji pisanych na bierząco nici ... Złe wieści, Sawa chora, już od tygodnia nic nie je, zaczeło się wymiotami, koło piątku Sawusi zaczą zatykać się nos "gilami", dużo piła, straszliwie schudła. Wet dotarł do niej niestety dopiero w ponidziałek. Dawałem jej glukoze do picia, czyściłem nosek, podtykałem gotowane piersi kurczaczka, błagałem, modliłem się, krzyczałem, Sawa nic, nie zje i koniec. Prucz osłabnięcia, uporczywie zatykającego się nosa i wychudnięcia, "nic" się nie działo. Wet stwierdził infekcjie, dał silny antybiotyk, coś przeciw zapalnego, osuchał, stwierdził, że jest średnio dobrze, że jak nie pomoże antybiotyk będzie trzeba jechać do Piły. Nie chece krakać ale, od 2 dni nosek czysty, Sawcia ciekawsza świata, ale jedzenia odmawia. Dostaje dziennie 1,5 kroplówki w tym 0,5 pod skórnie, wieć siłe jako tako ma. Jutro wizyta kontrolna (z relacji tel. wet już nie rokuje tak źle). Co do notorycznego braku bierzących relacji, jak pisałem mama dała ciała, a ja tu bidny sam zostałelem, nawet 5 min na gg pogadać z przyjaciułmi nie moge, sezon letni szybko pędzi a ośrodek w rozsypce, zapier%^&% od 6 rano do 23, litości .... byle do sezonu, będzie troche luzu. Co do pozstałej bandy, to Agora nerwowo już nie może (brak spacerów po lesie), koty tak samo (bo Agora wyładowuje sie na nich), jedynie Rudolf i Daizy jakoś się trzymają. A bidna Sawcia :(, byle było dobrze. Sorry za chaotyczność, błedy, ale już i tak za długo siedze, narka.
-
Witam. Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem, ale od ładnych kilku dni miałem awarie neta, a przed tem byłem całkowicie zarżnięty pracą. Króciutko: wiec Sawcia ma się całkowicie dobrze, jest ruchliwa, chętnie wszędzie za nami chodzi i oczywiście nie przestaje podążać za kotami :). Co do stanu jej zdrowia, weterynaż obejrzał, osłuchał, stwierdził, że ta rana na boku to nic groźnego, dał na to srebro koloidalne. Co do serduszka i płuc stwierdził, że nie jest źle, ale jak będą upały mogą pojawić się problemy. Zmniejszył też dawkowanie kropelek do oczu które Sawcia dostaje. Jeśli chodzi o kontakty Sawa-Agora, to pomijając incydent z przed 2 dni, to jest pełna zgoda, suczki prześladują razem koty, Agora nie ma też nic przeciwko temu, żeby Sawa ucieła sobie popołudniową drzemkę w jej budzie. Co do incydentu z przed 2 dni, odwiedzili nas znajomi, pieski się cieszyły, my weszliśmy do domu i po około 10 min usłyszeliśmy, odgłosy walki, jak się okazało gryzła się Sawa z Agora, o co poszło dokładnie nie wiemy, kto zaczą też nie, Sawa mimo stanu zdrowia walczyłą nie ustępliwie. Psy zostały rozdzielony, ochrzanione, Sawa "wygoniona" do domu, a Agora do budy. Po jakiś dwuch godzinach pieski znowu się spotkały i już było "ok". Co do stosunków Daisy-Sawa to psy są sobie raczej obojętne. Ma kilka fotek na dysku, nie mam teraz zbytnio czasu ich wklejać. Tak wogóle, to pisaniem o Sawci zaimie się moja mama, bo ja nie mam zbytnio na to czasu, praca, praca, nie kończąca się praca .... :( Pozdrawiam.
-
Witam. Co do Agory to sunia ma nie całe 3 lata, to też piesek "z przeszłością", przywęwdrowała do nas z Poznania, całe życie spędziła w kojcu na oko 1,5/1,5 a na tej powierzchni była jeszcze buda... Nie będe się wypowiadał na temat właścicieli, nie byłem jak piesek był odbierany, nie poznałem tych ludzi, nie wiem jakie mieli podejście do pieska (poza wielkościa "wybiegu"...). Pies okropnie bał się męszczyzn... zjadał własne odchody... sikał pod siebie gdy tylko ktoś podniusł ton głosu... zero radości w kontaktach z ludzmi, tylko strach.... Na szczeście teraz to już tylko historia. Jest to co prawda pies nerwowy, zaborczy, czasem agresywny do obcych. Pies jest z nami od jakiś 1,5 roku, zmieniała się bardzo powoli, aż w końcu pękła i wylała się z niej fala radości i wdzięczności; to jej spojrzenie jak idziemy do lasu :) masakra. Co do pożądania to już jest troche lepiej - nie wyje :) Widze też po Agorze, że jest zadowolona z nowego lokatora, choć miałem obawy, że nie będzie łatwo. Myślę, że żeczywiście Agora zaczyna czuć respekt z uwagi na wiek Sawci. Jak wcześniej pisałem druga moja sunia Daisy (seterka) zakceptowała Sawę od razu, w pełni i bez warunkowo. Co do Sawci. On kocha koty..., jak już jej, jakiegoś się uda dorwać w swoje łapki (przyciska kotka do ziemi łapami identycznie jak Agora) do go tak dziwnie "podgryza" wygląda to dość komiecznie, jak by jaj szczęka była golarką do włosów a jej misią życiową było ogolenia kota do łysego :). Kotą takie akcje wydają się specjanie nie przeszkadzać. Z uwagi na problemy z poruszaniem, najczęściej korzysta z Agory jako "łapaczki kotów". A jak nie ma Agory w poblirzu, a kot wskoczy np. na parapet to sunia prubuje chyba kota zachipnotyzować wzrokiem, aby ten zszedł i się jej "oddał", ogonek w tym czasie nieustannie pracuje na boki :D Zauważyłem też że uwielbia zbierać różne patyczki z ziemi i łazić z nimi. Sunia zaczyna też się aklimatyzować "pod naszym kątem" to znaczy co raz częściej patrzy na nas z radością, podchodzi, łasi się. W pierwszy dzień, a raczej wieczór, interesowały ją tylko koty. Rudolf (kot przywódca !) jak na razie podchodzi do Sawy z rezerwą a Sawa specjalnie nie zwraca na niego uwagi (gnębi jedynie kotki "szeregowe"). Co do weta ("wyjazdowy") to będę dzwonić do niego dopiero we wtorek, w ponidziałek jade do Szczecina, na pogrzeb :(:(:(. Jeśli chodzi o zdrowie Sawy to widać, że chodzenie stwarza jej problemy, ale szczerze to nie wiem czy jest to wina bólu czy wieku, wydaje mi się, że jeśli żeczywiście by odczówała silny ból przy chodzeniu to by tyle nie "brykała". Poprzedni wet zapisał jej pyralgin co 48h, ale nie wiem czy to nie za żadko jeśli żeczywiście cierpi. Co do rany na boku, żeczywiście nie wygląda to ciekawie, nie wiem co to jest, ale to chyba nie jest zwyczaine zranienie. Słuch ma dobry, wzrok wydaje się też nie zły (bez błędnie podnosi pyskiem patyczki z ziemi), co ciekawe wybiera takie naprawde paciupenkie, ropieją troche jej natomiast oczka, nie wiem czy to kwestia horoby, czy wieku (dostałem na te oczęta kropelki, zobaczymy, może pomoże). Jak wet już ja obejrzy napiszę Wam dokładnie co powiedział. Na razie tyle, bardzo Was przepraszam za błędy, ale coś mi dziś w wordzie się zrypało i za cholere nie moge go odpalić i sprawdzić ortografi. Na koniec jeszcze raz bardzo dziękuje wszystkim, którzy pomogli Sawci.
-
Witam. Sawa jakieś dwie godziny temu dojechała, dzięki Wam do swojego nowego domu. Mamy dwa psy - suczki: seterke angielską Daisy, oraz owczarke niemiecką Agorę. Mieszkają z nami rónierz cztery kotki: czarno-biała Mika, czarna Tika, bury Burasek i rudy Rudolf. Całym zwierzyńcem zarządza Rudolf, zaraz potem jest Agora. Sawa po przybyciu do nas wykazała ogromne zainteresowanie kotkami, pobudziły ją do szczekania, merdania ogonkiem i wędrówek za nimi. Jeżeli chodzi o psy to Daisy odrazu wycałowała Sawę i zaprzyjaźniły się. Agorka na czas powitania Sawy została zamknięta w jednym z domków kempingowych, gdyż na widok obcych reaguje nerwowo. Po pewnej chwili przyszedł czas na zapoznanie owczarków, Agora powąchała Sawe po czym ją zaatakowałą, szybko Agore odciągnołem oraz skarciłem. Rozdzieliłem psy. Po 5 min przyszedł czas na drugie spotkanie, Agora zaregowała juz zdecydowanie spokojniej, jednak widać było, że Sawa się jej boi. Agora wąchała ją, kładła na nia głowe, próbowała zmusić do położenia się. Poszliśmy na spacer wokół domu, Agora cały czas interesowałą się Sawa, a Sawa nie specjalnie miała na to ochote, kroczyła tuż za moją nogą, przyjmójąc uległą postawa gdy tylko Agora się do niej zblirzała. Po pewnym czasie Agora zaczęła robić przymiarki do gwałtu na Sawie... (Agora ma cieczkę). W którymś momencie Sawa odwarknęła i zasymulowała ugryzienie (udeżyła Agorę zamkniętym pyskiem), Agora wyglądała na zdziwioną jednak nie okazywała agresii, wręcz przeciwnie, odniosłem wrażenie, że nabrała respektu i już zdecydowanie subtelniej zabiegała o jej względy...Potem Sawa poszłą z moją mamą do domu, a ja jeszcze chwile zostałem z Agorą. Psy zostały nakarmione i przyszedł czas na trzeci kontakt. Wyglądał już z goła inaczej w porównaniu do pierwszego. Agora zaczeła wariować, usilnie 'namawiać' Sawę na sex... wypinać się, nastawiać, piszczeć, kłaść sie, łasić, jednymi słowy szał porządania... Sawa jedynie co jakiś czas powarkiwała... na co Agora z jeszcze większym smutkiem w oczach kładła się, nastawiała, wyła !, piszczała... Nie wiem czy Sawa posiada mylne zapachy, czy miała kontkat z jakimś psem, ale Agora jest w niej zakochana po uszy. Sawcia teraz sobie spi, a Agora wyje na dworze ... Myśle, że w przyszłym tygodniu będe miał dostęp do aparatu i porobie fotki. Na koniec chciałem wszystkim podziekować, za to, że Sawa do nas dotarła. Chciałem też powiedzieć, że Wasze poświęcenie które wkładacie w poprawę losu niechcianych psiaków jest po prostu niesamowite... Pozdrawiam, będe co jakiś czas pisał jak się sprawy mają.