Kamildzianka
Members-
Posts
4 -
Joined
-
Last visited
Kamildzianka's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
To jest tak: z psem wychodze na spacer 4 razy dziennie: rano godzina, w poludnie pol, po poludniu pol, wieczorem godzina. Rano dodatkowo spotykam sie z innymi psiarzami w parku, a moj Reksio aportuje kije (jest wtedy spuszczony ze smyczy, lecz nie ucieka, tylko sie ladnie bawi). Zazwyczaj jest tam oprocz nas troje innych psow, z ktorymi moj sie przyjazni lub toleruje. Aha - rano przychodze z nim na smyczy (mam taka 5-cio metrowa rozwijana), dopiero na miejscu, gdzie juz sa inne psy, odpinam mu ja. I jest to jedyny czas, kiedy pies biega wolno. O kazdej innej porze spaceru Reksio jest na smyczy, ladnie chodzi przy nodze, tylko czasami ciagnie. Boi sie duzych psow, lecz nie podwija ogona pod siebie, tylko od razu rzuca sie do gardla. Jesli chodzi o atakowanie rowerzystow i samochodow - nauczylam go zatrzymywac sie przed jezdnia i bez komendy "idziemy" nie ruszy. Lecz zdarza sie, ze rower przejdzie obok nas, wyminie i wtedy wrzask gotowy - Reksio nie daje sie wyprzedzic, ujada, rzuca sie na smyczy. Wtedy ja sciagam smycz, lekko nia potrzasam, mowie karcacym tonem "nie wolno", a on sie uspokaja. Lecz to daje efekt jedynie na te chwile - z nastepnym rowerzysta dzieje sie tak samo. Kaganiec - owszem, zawsze u weterynarza. Nie, nie podjelam decyzji o jego uspieniu! I wiem, ze fora nie sa od deliberowania, czy zostawic psa przy zyciu, czy nie. Przeciez nie jestesmy bogami! Sama jestem przeciwna aborcji i eutanazji, wiec uspienie nie wchodzi w gre. Lecz chcialam jedynie uslyszec opinii na temat mojego wychowania - gdzie moglam popelnic blad, czy ktos mial podobnie. Nie, nie usprawiedliwiam sie. Nastepna kwesta - Reksio od malego byl taki bunczuczny. Dziewczyna, od ktorej go dostalam, powiedziala, ze on wlasnie sie wyroznial z calego rodzenstwa "ustawianiem ich po katach". Smiala sie i mowila, ze bedzie dobrze pilnowal domu. Niestety, w mojej rodzinie nigdy nie bylo psa i nie umielismy w pore go ustawic. Tym bardziej, ze dostalam go, gdy mial jedynie miesiac, wiec byl jeszcze za mlody na odsuniecie od suki i rodzenstwa. I od malego nie dawal sobie czyscic uszu, obcinac pazurkow, itd. Ale niech mi ktos powie, jak mam unieruchomic psa, gdy chce mu wykonac zabieg kosmetyczny. Probowalam wszystkiego - bezskutecznie. Od jest dosc maly i zawsze umie sie wykrecic, odskoczyc. Na koniec pokaze zeby i chowa sie pod stolem. I tyle go widzieli. I, niestety, nie wszyscy staraja sie mi pomoc w nauczeniu psa dobrych manier. Pierwsze - mam sasiadke, ktora mi sie wcina swoimi "zlotymi" radami, dokarmia mi psa i przez to zabiera jego milosc, przywiazanie, i szacunek. Np. na spacerze (ona jest jedna z tych psiarzy, z ktorymi sie spotykam nad ranem w parku) zabiera cala kieszen karmy i karmi tym wszystkie psy. Przez to Reksio nie chce jesc w domu; do tego zdarza sie, ze do mnie nie przybiegnie na zawolanie, bo nie mam karmy w rece, a do niej owszem. Wiec i ja zaczelam nosic karme w kieszeni, pies zaczal sie do mnie przekonywac, ale nie chce go przekupywac, zeby mnie sluchal i kochal. Poza tym nie podoba mi sie takie dokarmianie psow na dworze - pies powinien jesc w domu to, co ma w misce od wlasciciela, a na dworze moze dostac jakis smakolyk za posluszenstwo. Przyklad: raz wszyscy psiarze sie zebrali w umowionym miejscu i nastapila pora karmienia, wytyczona przez moja dobra sasiadke. Moj Reksio chetnie dawal sie karmic, lecz zobaczyl, ze pani karmi z reki rowniez inne psy. Na to sie rzucil im do gardel, zaczal sie pisk i szamotanina z zazdrosci. Moja sasiadka chciala oblaskawic mojego Reksia i dala mu w tym momencie karme do pyska. To byl, wg mnie, kardynalny blad: pies pomyslal, ze zostal pochwalony za rzucenie sie na innego psa przy karmieniu i pewnie tak sie utrwalil jeden z jego nawykow. Dodam, ze mnie przy tym nie bylo. Drugie - to moja rodzina. Moj brat zamiast sie przywitac z psem (Reksio na widok kazdego z domownikow cieszy sie opetany, kladzie na posadzce na plecach, czeka na pieszczote), ignoruje go, a najczesciej go wlasnie zaczepia. Gdy Reksio sobie spi w jakims kacie, moj brat podchodzi i go kopnie lekko. Ot, tak, szturchnie butem. Na to pies sie budzi i patrzy zaspanym wzrokiem. I zwracalam mu tyle razy uwage, zeby nie draznil psa, gdy spi, ale do niego to nie dociera. Zauwazylam, ze teraz, gdy Reksio spi, ciagle waruje - otwiera oczy, gdy ktos przejdzie, tylko zerka i pilnuje. Tak wlasnie rodzi sie agresja. No i moja mama - gdy pies ja ugryzie, czy chociaz pokaze zeby, strasznie na niego krzyczy, a czasami zlapie za cos, zeby go skarcic. I tyle sie natlumaczylam, zeby zostawila do wtedy w spokoju, niech sie uciszy, uspokoi. Ale mozna mowic jak do slupa! Wtedy jest wielki krzyk, pies zostaje najczesciej zamkniety w pokoju za kare, a to przeciez nie rozwiazuje problemu. No wiec widzicie - walcze z wiatrakami. Nie wiem, moze to oni maja racje? Moze to wlasnie ja go rozpiescilam swoimi metodami za dyche, a wlasnie dzieki nim pies bylby ulozony? Mysle, ze napewno duza role odegralo za wczesne oderwanie od suki, pozniejsze wypuszczanie go z domu samopas ("Bo nie mam czasu z nim wyjsc na spacer, wiec niech pochodzi sam"). Mnie sie serce krajalo, gdy czytalam maile, jak to Reksio wrocil do domu po siedmiu dniach, jak go prawie ciezarowka nie przejechala - mojego psa, mojego pupilka... Moze to ma jakies znaczenie, ale moj pies jest gejem - wlasnie przez wypuszczanie go na dwor samego. Ma kilku kumpli, do ktorych podobno zachodzil regularnie, razem spali gdzies w rowach, jedli resztki. Tak slyszalam, nie bylo mnie wtedy w kraju. Od kiedy wrocilam do kraju, udalo mi sie go oduczyc uciekania ze smyczy (umie tak zgrabnie wywinac sobie glowke, ze sekunda i juz go nie ma) oraz biegania do kumpli. Teraz tylko, gdy ich zobaczy, to piszczy, chce za nimi pobiec, ale ja wolam go do siebie, probuje czyms odwrocic uwage i sie udalo. Dlatego chce teraz od nowa zaczac go socjalizowac, tylko sama sobie nie dam rady - bo sasiadka mi go psuje, bo rodzina nie umie byc odpowiedzialna. Dzieki za wszystkie rady do tej pory i czekam na wiecej. Aha, czy ktos wie, gdzie moge znalezc behawioryste w lubuskiem? Moze poszukac w ksiazce tel.?
-
Szukalam juz adresow szkoleniowcow z mojej okolicy (mieszkam w lubuskiem, kolo Żagania, Zielonej Góry), lecz niczego nie znalazlam. A weterynarz powiedzial, ze Reksio jest juz za stary na kastracje, bo ma wyrobione nawyki i to moze je jedynie poglebic. Gdy przychodze z nim do weta, on mowi: "Oho, przyszedl Reksio-terrorysta". Ladnie, co?
-
Oczywiscie, za kazdym razem przemawiam do niego spokojnie, lagodnie, lecz staram sie, aby ton mojego glosu byl kategoryczny. Nagradzam go za dobre sprawowanie, czy dobrym slowem, czy dam mu cos, co lubi. Moze zle sie wyrazilam - Reksio daje sie glaskac, moge tez sprawdzac jego siersc w poszukiwaniu insektow i nie ma mowy o warczeniu. Nawet sam sie rozklada na dywanie i prosi, aby go dotykac. Wtedy wlasnie mam mozliwosc wyszukania kleszczy, zadrapan. Ale gdy sprawa jest powazniejsza, jak np. chce wyciagnac mu kleszcza, czy zakropic oczy na przyklad, to ucieka, warczy, pozniej zaczyna podchodzic z zebami. I tak jest juz od trzech lat. Wcale sie nie poddaje! Spedzam z nim caly dzien, mowie do niego, obserwuje jego zachowanie, nagradzam i karze. Ale mimo to pies nadal zachowuje sie jak swirus w niektorych sytuacjach i najgorsze jest to, ze nie wiem kiedy nastapi ten atak. Napisze jeszcze pokrotce, skad to sie pewnie wzielo: gdy pies mial juz rok, wyjechalam na dwa lata zagranice. W tym czasie domownicy "nie mieli czasu" sie nim zajmowac, wyprowadzac na spacery, wiec otwierali mu drzwi i pies samowolnie biegal po miescie. Czesto nie bylo go przez tydzien, spal gdzies na dzialkach, zywil sie odpadkami. Wrocilam i od nowa zaczelam go przyuczac do smyczy, obrozy, czynnosci pielegnacyjnych. Ale pies zostal juz taki poldziki i widze, ze nie jest szczesliwy w domu. Chce biegac samopas; zdarza sie, ze ucieknie mi ze smyczy i wraca brudny, smierdzacy, zapchlony. Od czasu mojego przyjazdu udalo mi sie go nauczyc kilku komend i jest stosunkowo grzeczny. Tylko nadal biega za samochodami, szczeka na dziwnych, wg niego, przechodniow (jak pan z latarka, lub pani, ktorej buty stukaja po chodniku). Nikt obcy nie moze przejsc po korytarzu ani pod domem; ja nie moge poglaskac innego psa; atakuje tych "dziwnych" oraz wieksze psy. I ja ciagle mowie do niego lagodnie, tlumacze, nagradzam, ale to guzik daje. Moglabym to zniesc, gdyby nie to jego rzucanie sie z zebami od czasu do czasu z niewiadomych powodow. Najczesciej, gdy sie chce go od czegos lub kogos odciagnac, jak np. pewna sasiadka dziala na niego bardzo podniecajaco i zawsze stara sie do niej zblizyc w wiadomym celu. Wtedy jest juz koniec: kobieta stara sie go delikatnie odpedzic, on dostaje furii, gryzie wszystkich wokolo, nie daje sie zupelnie odgodnic i na nic nie zwraca uwagi. Nie wiem, czy tu chodzi o blad w hierarchii stada - przeciez pies nie spi na lozku, oduczony jest żebrania o jedzenie. Wiec dlaczego nie slucha? Dlaczego atakuje? Przeciez nigdy go nie uderzylam, wiec dlaczego mialby mi nie ufac i nie dac sobie pomoc, gdy go cos boli? Dzisiaj z niego juz anioleczek, ale jak dlugo bedzie trwala ta sielanka? Pewnie do nastepnej wizyty sasiadki. :)
-
Wiem, ze to juz bylo tyle razy. Ale chce uslyszec jakas konstruktywna opinie, moze ktos akurat bedzie mogl mi pomoc. Otoz mam 3-letniego kundelka. Dostalam go, gdy mial dopiero miesiac, wiec cala odpowiedzialnosc za jego wychowanie spadlo na mnie. To byl nasz pierwszy pies i widocznie nie zrobilam tego dobrze. Otoz pies jest typem dominanta. Od malego byl niedotykalski, chodzil wlasnymi sciezkami. Udalo mi sie go oduczyc spania na lozku (podobno pierwszy krok w pokazaniu psu, kto tu rzadzi). Rowniez zna kilka komend, jak podanie lapy, "stoj", "aport" i inne. Nigdy nie warczy, jesli sie mu rusza jego miske z jedzeniem - moge nawet z niej cos wyciagac, kiedy je i nic nie zrobi. Ale wlasnie jest wiele z nim problemow, jesli chodzi o dotykanie. Gdy go wolam, zeby go poglaskac, czasami przyjdzie, czasami mnie zignoruje. Gdy chce mu wyczyscic uszy - ucieka, nierzadko warczy. Kilka razy mnie ugryzl, gdy wlasnie chcialam go przywolac do lazienki, czy upomniec, ze nie wolno mu spac na lozku. Ma wlasnie swoje takie "odpaly" i nie wiem juz, jak z nim postepowac. Wlasnie dwa dni temu wbilo mu sie cos do pyska w parku. Probowalam zobaczyc jego mordke w domu, ale, oczywiscie, nie dal sobie pomoc. Trzeba bylo z nim pojechac do weterynarza, a tam zostal poddany narkozie, bo z nim inaczej sie nie dalo. Juz w domu stal sie bardzo agresywny, rzucal sie do wszystkich bez powodu. Nic na niego nie dzialalo, nawet zadzwieczenie smycza na znak, ze wyjdziemy na spacer. Byl gluchy, gryzl jak opetany. Nie wiem, juz co robic. Staram sie go wychowac tak, jak powinno byc. Duzo do niego mowie, karce go slowem i grymasem na twarzy. Czesciej raczej go chwale za jakis dobry uczynek, jak poczekanie przed przejsciem dla pieszych, nie szczekanie na samochody, itd. Ale nic nie dziala. Coraz czesciej mysle, ze moze jednak go uspic. Jest nieobliczalny, a kastracja w jego wieku niewiele pomoze. Podobno ma juz wyrobione nawyki, ktore kastracja jedynie UMOCNI, a nie zwalczy. Boje sie, ze ktoregos dnia znowu mu odbije i skonczy sie tragicznie. Czy ktos moze mi pomoc?